Prawdopodobny zabójca był sąsiadem malutkiej Grażynki. Razem z żoną mieszkał piętro niżej w zapomnianej przez świat kamienicy przy ul. 11 Listopada w Wałbrzychu. Trójkę dzieci odebrał im kilkanaście miesięcy temu sąd. Powodem był alkohol. Andrzej Sz. zbierał złom, a wszystko, co zarobił - przepijał. Kiedyś pracował w warsztacie. Ale wylano go za pijaństwo.
Mężczyzna setki razy widywał Grażynkę uśmiechniętą na podwórzu i na schodach. A gdy setki policjantów i mieszkańców szukały dziewczynki, on... pomagał jej szukać. Ale policjanci nie dali się zwieść. Mimo że Andrzej Sz. nie przyznawał się do winy, szybko zorientowali się, kogo zatrzymać.
Podczas wizji lokalnej mężczyzna cały czas mówił, że był pijany i niewiele pamięta.
A oto jak zeznawał Andrzej Sz.
Śledczy: Co robił pan 31 grudnia między godziną 13.00 a 18.00?
Andrzej Sz.: Nie wiem. Nie pamiętam. Byłem kompletnie pijany. Wiecie to sylwester był. Człowiek (hehe) chciał się trochę rozerwać (hehe).
Śledczy: Ale nie pamięta pan, gdzie pan pił i z kim?
Andrzej Sz.: Nie, no przecież mówię, że nic nie pamiętam. Kompletnie nic. Zupełnie film mi się urwał. Zupełnie ymmm... A co to, napić się już nie można?
Śledczy: Znał pan 7-letnią Grażynkę J.?
Andrzej Sz.: Noooo znałem. Pewnie, że znałem. To córka moich sąsiadów. Władka znam, jej ojca. Matkę też. Znam ich wszystkich.
Śledczy: Kiedy pan się dowiedział, że Grażynka zaginęła?
Andrzej Sz.: Nie pamiętam. Może to jakoś wieczorem było, a może następnego dnia. Sam już nie wiem. Wszystko mi się miesza. Nic ode mnie nie wyciągniecie, bo przecież mówię wam, że nic
nie pamiętam.
Po kilku godzinach przesłuchań.
Śledczy: No więc wziął pan dziecko na działki czy nie?
Andrzej Sz.: Ojciec mi kazał. Mówił, żebym ją tam zaprowadził, bo on zaraz tam przyjdzie. I tam ją zostawiłem. Ale potem się wróciłem i jej nie było.
Śledczy: Ale po co miał ją pan brać na działki?
Andrzej Sz.: Nie wiem. Nie pamiętam. Władek mi mówił, żebym ją wziął. To niedaleko jest, to poszliśmy. Ale ja nie wiem po co.