Informację, że Jan Mazoch miałby jeszcze w nocy albo najpóźniej jutro rano odlecieć do Pragi, podała TVP. Anna Niedźwiedzka, rzeczniczka szpitala temu kategorycznie zaprzeczyła.
Jutro krakowscy lekarze będą starali się wybudzić rannego skoczka. Jeśli uda im się to, sportowca czekają kolejne badania. Tym razem neurologiczne. Lekarze będą chcieli sprawdzić, jak Mazoch reaguje na bodźce, takie jak choćby światło. To pomoże im w ustaleniu, jakimi obrażeniami skończył się dla niego upadek ze skoczni w Zakopanem. Na razie jednak wciąż leży w śpiączce, którą wywołali lekarze.
"Skoczek jest w stanie śpiączki farmakologicznej, to znaczy śpiączki, w którą lekarze wprowadzili go po to, żeby pacjent nie zrobił sobie krzywdy. Nie ma żadnych złamań, a jego stan jest stabilny. Został kolejny raz zbadany na tomografie. Jutro będzie wybudzany ze śpiączki, a jego stan nie ulega pogorszeniu" - zapewnia rzeczniczka szpitala Anna Niedźwiedzka.
Nie ma zmiażdżonej czaszki
Nieprawdziwe okazały się informacje czeskich mediów, że sportowiec ma zmiażdżoną prawą część czaszki. Po upadku nie miał poważnych obrażeń zewnętrznych. Jak dowiedział się dziennik.pl, także rany na jego głowie to jedynie otarcia skóry.
Zawodnik jest teraz pod obserwacją w krakowskim Szpitalu Uniwersyteckim. Przewieziono go tam karetką, bo - jak tłumaczono - w nocy śmigłowce ratownictwa medycznego nie mogą latać.
Mazoch trafił najpierw do szpitala w Zakopanem. Zastępca dyrektora Sylweriusz Kosiński przyznał wtedy, że sportowiec jest w ciężkim stanie, a obrażenia, jakich doznał, zagrażają jego życiu. Do momentu podjęcia decyzji o przewiezieniu do Krakowa nie odzyskał przytomności. "Opiekunowie zawodnika prosili nas, żeby nie udzielać już informacji na temat stanu jego zdrowia" - dodał Kosiński.
"Boimy się, że mogło dojść do obrażeń śródczaszkowych; w USG brzucha stwierdziliśmy ślad płynu, a to może oznaczać, że może być jakieś krwawienie" - mówił po tym, jak do szpitala w Zakopanem przywiozło Czecha pogotowie jeden z pracujących tam lekarzy.
Natychmiast trafił na blok operacyjny
Wypadek wydarzył się w czasie drugiej serii skoków na Wielkiej Krokwi. Skoczka zniósł silny wiatr. Mazoch w powietrzu próbował bronić się przed upadkiem przy lądowaniu. Niestety, nie udało się. Czech spadł z dużej wysokości i dwa razy uderzył głową o twardy zeskok. Na śniegu widać było krew. Zawody przerwano.
Z pomocą natychmiast przyszły służby medyczne. Nieprzytomnego skoczka pogotowie odwiozło do zakopiańskiego szpitala. Jak dowiedział się dziennik.pl, natychmiast przewieziono go na blok operacyjny. Na miejsce ściągnięto dodatkowych lekarzy. Ale wicedyrektor Sylweriusz Kosiński już wtedy zapowiadał, że konieczne może okazać się przewiezienie rannego do innej placówki. W nocy trafił do Kliniki Neurotraumatologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Nazywany przez kolegów Mazdą, Jan Mazoch to młody skoczek. Ma 21 lat, w zawodach pucharu świata startuje od 2002 r. - turniej w Zakopanem był jego 26. występem. Największym sukcesem Czecha było trzecie miejsce na mistrzostwach świata juniorów w 2003 r. Wtedy też został mistrzem swojego kraju.