Nową metodę ćwiczeń opracowali pedagodzy z Austrii i Niemiec. "A my ją udoskonalamy" - mówi Ewa Noga, wiceprezes lubelskiego oddziału Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów Klanza. Właśnie to stowarzyszenie zaproponowało dyrektorom pięciu lubelskich podstawówek i gimnazjów zajęcia cyrkowe. Na ogół uczniowie ćwiczą po lekcjach, jednak część programu wprowadzono na lekcje wychowania fizycznego.
Początkowo rodzice i nauczyciele słysząc o pomyśle nie posiadali się ze zdumienia. Dowcipkowali, żartowali, że ich dzieci zamiast lekarzami czy informatykami, zostaną w przyszłości akrobatami i zatrudnią się w objazdowym cyrku. Ale szybko zmienili zdanie. Widzą, że zajęcia ćwiczą koncentrację, rozwijają wyobraźnię i kreatywność. Są świetnym narzędziem nawet w terapiach dzieci z dysgrafią czy dysleksją - pisze DZIENNIK.
"Żeby dobrze wykonać trudny element akrobatyczny, potrzeba wytrwałości, woli walki i samozaparcia" - tłumaczy z przekonaniem Ewa Noga. "Ale warto się starać, bo wypracowanie tych cech zaprocentuje w przyszłości. Łatwiej będzie osiągnąć sukcesy w dorosłym życiu" - zapewnia.
W Szkole Podstawowej nr 29 w Lublinie zajęcia cyrkowe odbywają się się dwa razy w tygodniu. Chętnych jest bardzo dużo. W ćwiczeniach rodem z areny uczestniczy ponad sześćdziesięcioro uczniów. Na treningach nikt się nie ociąga - fenomenem ćwiczeń z jednokołowym rowerkiem i żonglerki jest to, że dzieci nie próbują ich unikać, tak jak męczących i nudnych lekcji wychowania fizycznego. Na zajęcia przychodzą z przyjemnością, bo uznają je nie za obowiązek, tylko za doskonałą zabawę.
"Złapały cyrkowego bakcyla" - mówi Monika Kalinowska, nauczycielka i zarazem instruktor pedagogiki cyrkowej. "Czasem nawet choć w planie lekcji jest mecz piłki nożnej, uczniowie sami proszą nauczyciela, żeby zamiast kopać piłkę, mogli poćwiczyć akrobacje" - śmieje się nauczycielka.
Jej słowa potwierdza 11-letni Bartek Wróblewski. "Żonglerka i udawanie clowna jest lepsze niż gry na komputerze, a co dopiero porównywać je z męczącym bieganiem na WF" - ocenia chłopiec. Zapał do cyrkowych sztuczek podziela jego matka. "Do niedawna nie mogłam Bartka odgonić od klawiatury komputera" - mówi Beata Wróblewska. "Teraz dzięki zajęciom zmienił się nie do poznania. Codziennie chwali się nowymi umiejętnościami. Piłeczki do żonglerki podrzuca fantastycznie!" - opowiada DZIENNIKOWI z entuzjazmem mama.
Zaraz jednak poważnieje i dodaje, że ma spory kłopot: "Bartkowi zamarzył się wyczynowy rower do jazdy na jednym kole. A to już spory wydatek" - martwi się pani
Wróblewska. Jednak zapewnia, że wspólnie z mężem podjęła już decyzję: rower będzie, jeśli na świadectwie na koniec roku nie znajdzie się ani jedna trója.