Dwa przeszczepy, lata leczenia i w końcu śmierć. Marek Kłosiński w 1995 roku przeszedł transplantację serca. W krakowskim Szpitalu im. Jana Pawła II operował go kardiochirurg Mirosław G. Kłosiński przeżył, ale już po trzech latach poczuł się znacznie gorzej. Ponownie trafił do krakowskiego szpitala. Czekał na kolejny przeszczep, ale słabł w oczach - pisze "Fakt".
W 2000 roku doktor G. podjął decyzję o transplantacji. Ale co się stało na sali operacyjnej? Tego do dziś nie wiadomo. Pewne jest tylko jedno - Kłosiński zmarł w klinice. Mirosław G. stwierdził, że zgon nastąpił w wyniku rozległych wylewów i po prostu już nic nie dało się zrobić. Bliscy Kłosińskiego nie zawiadomili prokuratury o zgonie. Uznali, że tak się musiało stać.
Ale informacje o zatrzymaniu doktora wzbudziły w nich wątpliwości. "Byliśmy przekonani, że tata ma dobrą opiekę. A teraz niczego nie jestem już pewna" - mówi Anna Hajduk, córka Marka Kłosińskiego. Wszystko wskazuje na to, że tym i innymi zgonami zajmie się prokuratura. Może śledczy wyjaśnią wątpliwości rodzin zmarłych pacjentów.