"W takie decyzje zawsze wpisane jest ryzyko" - tłumaczy ppłk Dariusz Dudzik, zastępca dyrektora Zakładu Karnego w Goleniowie, gdzie siedział snajper. Bo - jak pisze DZIENNIK
- nie podkopy, nie zbrojne ataki kolegów, ale praca poza więzieniem to najczęstsza okazja do ucieczek skazańców.
W ubiegłym roku każdego dnia uciekł co najmniej jeden z zatrudnionych w ten sposób więźniów. Z aresztów w 2006 r. uciekły zaledwie trzy osoby, z zamkniętych więzień o ostrym rygorze ani
jeden skazaniec, z półotwartych o łagodniejszym rygorze - pięciu. Za to z więźniów zatrudnionych bez dozoru poza zakładami karnymi zwiało aż 279, jak wynika ze statystyki Centralnego
Zarządu Służby Więziennej. Proste wyliczenie - rok ma 365 dni, ale ponad 100 to soboty i niedziele - pokazuje, że każdego dnia z pozawięziennych miejsc pracy uciekał co najmniej jeden.
"Zatrudnionych więźniów jest ponad 20 tys., a ucieka mniej niż 300. To jest koszt ryzyka, jakie trzeba ponieść. Bo jeśli chcemy więźniów resocjalizować, to praca jest najlepszym sposobem" - mówi Luiza Sałapa, rzecznik CZSW. "I mimo że do pracy kierowane są osoby, do których mamy największe zaufanie i sądzimy, że nic się nie wydarzy, to pewności nie ma" - tłumaczy.
Zgodę na pracę więźnia wydaje dyrektor zakładu karnego. To nagroda - mogą ją dostać tylko nienagannie zachowujący się więźniowie. A mimo to ucieczki się zdarzają. Według Sałapy najczęstszą przyczyna jest sygnał o nagłym wydarzeniu w domu. "Coś zrobiła żona, narzeczona i więzień ucieka, chociaż zostało mu zaledwie pół roku, a nawet tylko miesiąc kary" - mówi Sałapa.
Ale są też i wytrawni gracze - tacy jak ścigany szczeciński snajper Stanisław Antczak. Ilekroć trafiał za kraty, stawał się idealnym więźniem - i dostawał nagrody. Raz dzięki temu dostał zwolnienie warunkowe i od razu na wolności popełnił przestępstwo, a za drugim dostał pracę bez dozoru - i uciekł.
"Jego zachowanie to była maska" - kwituje profesor Kruszyński. "Jeśli ktoś jest recydywistą, to trzeba stosować wobec niego pełną izolację, tak aby nie zagrażał społeczeństwu. Bandyta ma siedzieć. Dlatego skierowanie go do pracy poza więzieniem to karygodna nieostrożność. Tu nie zawiódł system nagród dla więźniów, ale ludzie, którzy podjęli taką decyzję". Według profesora Kruszyńskiego kierowanie więźniów do pracy to dobry pomysł - ale nie wolno w ten sposób nagradzać groźnych przestępców. "Jeśli ten człowiek dostał już raz zwolnienie warunkowe i uciekł, to znaczy, że nie wykorzystał danej mu szansy. Powinno się go trzymać w zamknięciu, a nie nagradzać znowu i dawać okazję do ucieczki. Tak podpowiada logika" - twierdzi Kruszyński.
W projekcie nowego kodeksu karnego (który teraz jest w uzgodnieniach międzyresortowych) jest zapis, że recydywiści nie będą mogli korzystać ze zwolnień warunkowych. Ale regulacje zatrudnienia więźniów pozostaną bez zmian.
KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: Pozwoliliście uciec przestępcy, który teraz terroryzuje pół Szczecina. Jak to możliwe, że go nie upilnowaliście?
DARIUSZ DUDZIK*: On nie uciekł z zakładu karnego, tylko z miejsca, gdzie został skierowany do pracy. Zgodnie z przepisami nie musiał go tam nadzorować nasz funkcjonariusz.
Ale to wy uznaliście, że ten groźny recydywista zasługuje na przywilej, o jakim marzą wszyscy skazani: praca na zewnątrz więzienia.
Miał nienaganną opinię. W ocenie
wychowawców proces resocjalizacji przebiegał doskonale. Spełniał wszystkie wymogi, aby do takiej pracy go skierować.
I uciekł pierwszego dnia. To był wasz fatalny błąd.
W takie decyzje zawsze wpisane jest ryzyko.
Zagrał wam na nosie, zgrywając przykładnego więźnia.
On przecież miał nawet załatwione zatrudnienie po wyjściu z więzienia. Doskonale współpracował z
wychowawcami.
Doskonale wywiódł was w pole. I teraz o mało nie zabił dwóch osób.
Współczuję mieszkańcom Szczecina, ale powtarzam, to ryzyko wpisane w naszą pracę. I naprawdę
ubolewam nad tym, co się stało.
*ppłk Dariusz Dudzik jest zastępcą dyrektora Zakładu Karnego w Goleniowie