"Nigdy mu tego nie daruję! Mam nadzieję, że poniesie karę za swoje potworne czyny" – mówi "Faktowi" Jolanta Ch. Zgłosiła się już do CBA i złożyła zeznania.
"Mama chorowała na serce. Pod koniec 2002 r. trafiła do szpitala przy ul. Kasprzaka. Lekarz prowadzący uznał, że konieczne jest badanie - koronografia i pomógł w przeniesieniu mamy do szpitala MSWiA. Tam stwierdzono, że serce jest nadwyrężone. Co do dalszego leczenia miał zdecydować ordynator Mirosław G." - opowiada Jolanta Ch.
Do kardiochirurga poszła wraz z ojcem. "Wydarł się na nas, że do tej pory nikt się z nim nie skontaktował. Był grubiański i chamski. Pierwszy raz spotkałam się z lekarzem, który tak odnosił się do ludzi. Nawet nie pozwolił nam zobaczyć się z mamą. Czułam, że dzieje się coś dziwnego. Kazał tylko kupić materac przeciwodleżynowy dla mamy" - mówi "Faktowi" Jolanta Ch. "Stawiłam się z tym materacem następnego dnia. Czekałam pod jego gabinetem. Nie wiem jak długo. A gdy się w końcu zjawił, spojrzał tak dziwnie i wziął materac".
Wtedy dr Mirosław G. kazał kobiecie wejść do gabinetu. Lekarz nie przyjął prezentu - butelki whisky, ale zaproponował Jolancie Ch. badanie serca. "Zaprotestowałam, ale on zaczął
mnie obmacywać. Założył stetoskop i mówi: <A teraz zbadam ci tętnicę pachwinową!>
Zaczął mi ten stetoskop wpychać między nogi, usiłował mnie rozebrać, zadarł spódnicę. Zaczęłam się z nim szarpać. Gdy nie przestawał, krzyknęłam, że na korytarzu jest mój
narzeczony!" - mówi "Faktowi Jolanta Ch.
Wtedy kardiochirurg kazał jej przyjść następnego dnia, ale już bez narzeczonego. "Powiedział, że jeśli przyjdę to będę mogła zobaczyć mamę" - mówi Jolanta Ch. "Byłam przybita i przerażona, nie wiedziałam co robić. Od operacji nie widziałam mamy, ale nie poszłam do niego. Bałam się. Postanowiłam sama, bez kontaktowania się z nim, wedrzeć do sali, w której leżała mama. Jeden z lekarzy w końcu ulitował się i mnie wpuścił. To był straszliwy widok. Mama spuchnięta tak, że nie mieściła się na łóżku. Miała gorączkę i do krwi popękane usta. Nogi i ręce były tak sine, że aż prawie czarne. Pielęgniarka kazała mi mamę rozmasować" - dodaje.
Matka Jolanty Ch. zmarła następnego dnia. "Kiedy poszłam po akt zgonu, G. po chamsku powiedział mi, że nic nie będzie tłumaczył, bo ja nie znam się na medycynie" -
opowiada Jolanta Ch.
Powiększa się lista przestępstw doktora Mirosława G.
Ordynator kardiochirurgii ze szpitala MSWiA doktor Mirosław G. może usłyszeć kolejne zarzuty. Do Centralnego Biura Antykorupcyjnego i prokuratury zgłaszają się kolejne osoby, które obciążają go zeznaniami.
Specjalne infolinie i telefony w prokuraturze dzwonią bez przerwy. Pojawiają się kolejni ludzie, którzy zetknęli się z doktorem Mirosławem G. W ciągu dwóch dni zgłosiło się do CBA aż
500 osób. Wczoraj "Fakt" ujawnił, że doktor nie tylko domagał się łapówek, ale żądał też seksu od bliskich pacjentów.
"Potwierdzam, że pojawiły się nowe, poważne wątki w sprawie. Ale o szczegółach na tym etapie śledztwa nie możemy się wypowiadać" -mówi "Faktowi" Tomasz
Frątczak, rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjego.
Śledczy nieoficjalnie przyznają, że sprawa zatacza coraz szersze kręgi. Jak ustalił "Fakt", badają m.in. sprawę domagania się przez Mirosława G. seksu od wnuczki mężczyzny, który był jego pacjentem. Zgłaszaja się także kolejne osoby opowiadające o pieniądzach i cennych prezentach, które mu wręczali.
Prokuratorzy nie wykluczają, że po zeznaniach nowych świadków rozpoczęte zostaną kolejne śledztwa także wobec innych lekarzy ze szpitala MSWiA.
Doktor Mirosław G. w środę usłyszał 20 zarzutów, m.in. zabójstwa, łapownictwa i znęcania się nad personelem szpitala. Został aresztowany. Na razie na trzy miesiące.