Dziennik Gazeta Prawana logo

Lekarz wyrzucił na mróz ciężko chorą kobietę

12 października 2007, 15:46
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Ja wiem, do jakiego okrucieństwa jest zdolny dr Mirosław G." - mówi Iwona S. Dwa dni po operacji jej matki kardiochirurg zażądał łapówki. Iwona S. zapłaciła 700 złotych. To było za mało i lekarz wyrzucił jej matkę ze szpitala. Schorowaną kobietę zostawił na mrozie w samej koszuli nocnej, przykrytą cienkim kocem.

W październiku 2005 roku matka pani Iwony, Barbara K., trafiła do Szpitala Sióstr Elżbietanek. Przez dwa dni tamtejsi lekarze nie byli w stanie stwierdzić, co dolega starszej kobiecie - pisze "Fakt". A ta z godziny na godzinę czuła się coraz gorzej. Zapadła decyzja, by przewieźć ją do rządowej kliniki przy ul. Wołoskiej na warszawskim Mokotowie.

"To była sobota" - opowiada "Faktowi" pani Iwona. "Mirosława G. nie było wtedy w pracy, przyjmował nas inny lekarz. Szybko się zorientowałam, że jego nieobecność była dla nas wielkim szczęściem. Bo mamie bardzo szybko udzielono pomocy".

Lekarze przebadali Barbarę K. i od razu postawili diagnozę: tętniak aorty, konieczna natychmiastowa operacja. Kobieta trafiła na stół jeszcze tej samej nocy. Przez osiem godzin chirurdzy walczyli o jej życie. Ale udało się.

"W niedzielę lekarz, który zajmował się mamą, sam do mnie zadzwonił, by mi o tym powiedzieć" - mówi "Faktowi" pani Iwona. "A w poniedziałek odebrałam kolejny telefon ze szpitala. Tym razem był to doktor G. Powiedział, że koniecznie musimy się spotkać, bo chce poznać rodzinę pacjentki".

Kobieta pojechała do szpitala razem z siostrą. Gdy tylko weszły do gabinetu Mirosława G., usłyszały, że muszą zapłacić. Ile? Po 350 zł za każdą dobę opieki nad matką. "Nie miałam wyjścia, musiałam zapłacić. Na początek 700 zł. Od rodzin innych pacjentów dowiedziałam się, że to standard, że wszyscy płacą. Ja też tak zrobiłam" - mówi nam pani Iwona.

I już wtedy, podczas pierwszego spotkania, doktor G. był bardzo niemiły. "Najpierw stwierdził, że nie lubi przypadkowych pacjentów, o których nic nie wie, zwłaszcza jeśli są przywożeni do szpitala w sobotę wieczorem" - relacjonuje "Faktowi" Iwona S. "Przy kolejnym spotkaniu lekarz zaczął nas straszyć, że w ogóle mamę wyrzuci ze szpitala".

Rodzina pani Barbary prosiła kardiochirurga, by zostawił ich matkę na oddziale. Kobieta była jeszcze bardzo osłabiona po skomplikowanej operacji. Dopiero co została wybudzona ze śpiączki specjalnie wywołanej lekami. Ale Mirosław G. był nieugięty. Wyraźnie dawał do zrozumienia, że Barbara K. tylko zajmuje mu łóżko.

"Stwierdził, że nie interesuje go to, czy pacjent przeżyje. I dodał, że dla niego ważna jest statystyka, że operacja się odbyła. I tyle" - opowiada "Faktowi" Iwona S. "A gdy zwróciłyśmy mu z siostrą uwagę, że mama ma odleżyny, powiedział, że jego interesuje tylko górna część ciała. Dolna już nie".

Po tygodniu Mirosław G. wyrzucił panią Barbarę ze szpitala. "Zadzwoniłam na oddział, by dowiedzieć się o stan zdrowia mamy. Nie mogłam się z nią zobaczyć, bo lekarz tego zabronił. Stąd ten telefon. I dowiedziałam się, że mamy już nie ma, że została wypisana" - opowiada pani Iwona.

Okazało się, że doktor G. skorzystał z okazji, że rodziny nie ma w szpitalu i w samej koszuli nocnej, przykrytą cienkim kocem zostawił panią Barbarę na dworze. Kobieta na mrozie musiała czekać na przyjazd karetki, która miała przetransportować ją do Szpitala Sióstr Elżbietanek, skąd trafiła na Wołoską.

"Mimo że mama była już w innej klinice, to i tak lekarz z rządowego szpitala, ten który ją operował, osobiście przyjeżdżał do mamy, by sprawdzić, jak się czuje. Musiał to jednak robić w tajemnicy przed dr. G., by się mu nie narazić" - wspomina pani Iwona.
Barbary K. nie udało się uratować. Zmarła w styczniu 2006 roku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj