Kiedy mężczyznę badano, miał w wydychanym powietrzu prawie 3 promile alkoholu.
Zeznania składają rodzice 4-letniej Ani. Matka jest pod opieką psychologa. Zostawili dziecko wczoraj wieczorem u znajomych, bo sami dziś mieli iść pierwszy raz do pracy. Z zabójcą znali się właśnie z rozmaitych prac dorywczych.
Rodzina dziewczynki jest w szoku. Siostra ojca dziecka, do której dotarł reporter "Faktu", nie może uwierzyć w to, co się stało. Ma córeczkę w podobnym wieku. Dziewczynki często się ze sobą bawiły. "To było moje słoneczko. Tak strasznie zginęła" - dodaje babcia Ani.
Po północy na włocławską policję zadzwoniła kobieta, do której drzwi zastukał sąsiad. "Zabiłem diabła" - powiedział. Kiedy zajrzała do mieszkania, zobaczyła leżące w kałuży krwi dziecko. Żona mężczyzny usiłowała najpierw wmówić wszystkim, że to manekin. Wreszcie pokazała siekierę, której użył jej mąż.