Zabieg trwał prawie 11 godzin. Był bardzo trudny i ryzykowny - tkanki ręki chłopca były zniszczone, a to przeciwwskazanie do przeprowadzania operacji. Mimo to zabiegu podjęła się mikrochirurg Anna Chrapusta. Dziś, po 11 dniach od zabiegu, wiadomo już, że operacja się udała. Ręka chłopca jest już ukrwiona. Jednak mały Artur ma tylko cztery palce.

"To jest kolejny dowód, że warto walczyć, nawet jeżeli wydaje nam się, że nie ma szans na przyszycie, nawet jeśli stereotypy mówią, że nie powinno się tak robić" - powiedziała dziennikarzom operująca chłopca mikrochirurg Anna Chrapusta.

Chłopczyk stracił rękę, gdy razem z tatą sprzątał podwórko swojego domu w okolicach Krosna. O sukcesie operacji zdecydowało tylko to, że obcięta dłoń została bardzo dobrze zabezpieczona - do szpitala dotarła w woreczku z solą fizjologiczną i w lodzie. Choć ręka chłopca była poszarpana, lekarze podjęli się zabiegu. Dziś mówią, że wszystko jest w porządku - ręka goi się i nie ma żadnych powikłań.