Dziennik Gazeta Prawana logo

Strażnik w furii zabijał policjantów

12 października 2007, 16:34
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Od kul strażnika więziennego zginęło dwóch policjantów, trzeci zmarł podczas operacji w sieradzkim szpitalu. O życie walczy czwarta ofiara szaleńca. Desperat poddał się dopiero, gdy postrzelili go antyterroryści. Będzie miał zarzut potrójnego zabójstwa. Szczegóły tej tragedii opisuje DZIENNIK.

Poniedziałkowy poranek. Około 8.30 pod bramę Zakładu Karnego w Sieradzu podjechał srebrny fiat stilo. Było w nim trzech policjantów. Przyjechali zabrać na przesłuchanie w pabianickiej Prokuraturze Rejonowej tymczasowo aresztowanego mężczyznę. Kilka minut później, kiedy chcieli odjechać, z budki wartowniczej na wieżyczce tuż nad bramą padły strzały.

"To była seria z broni maszynowej. Podbiegłam do okna i widziałam, jak po wieżyczce biega strażnik. Wymachiwał bronią" - relacjonuje Renata Szymańska, która mieszka w bloku sąsiadującym z więzieniem. Kobieta nie mogła wiedzieć, do kogo strzelał strażnik. Samochód z policjantami wciąż pozostawał za więziennymi murami. Kule przestrzeliły szyby w aucie i trafiły wszystkie siedzące w nim osoby. Dwóch funkcjonariuszy: 32-letni młodszy aspirant z Pabianic i o rok młodszy sierżant z Łodzi zginęli na miejscu.

Grożący bronią strażnik nie pozwalał nikomu zbliżyć się do ofiar. Strzelał również do negocjatorów. "Odpowiedzieliśmy ogniem. Dopiero wtedy się poddał" - opowiada jeden z antyterrorystów biorących udział w akcji. Od momentu kiedy padły pierwsze strzały, minęły ponad dwie godziny. Dopiero wówczas ranny policjant i więzień trafili do szpitala.

"Ich stan jest bardzo ciężki. Od razu trafili na stół operacyjny. Mają znikome szanse na przeżycie" - nie dawał złudzeń Andrzej Wiśniewski, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w sieradzkim szpitalu. Niestety, miał rację. Podczas kilkugodzinnej operacji ranny policjant zmarł. Konwojowany przez policjantów więzień nadal walczył o życie.

Odpowiedzialny za masakrę Damian C. ma 28 lat, strażnikiem jest od sześciu. Ma żonę i dziecko. Co sprawiło, że wpadł w furię i jak szaleniec strzelał do ludzi? Znajomy strażnika, z którym rozmawialiśmy, wskazuje na kłopoty rodzinne. Chłopak miał problemy w domu, nie umiał sobie z nimi poradzić, załamał się psychicznie. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, nad strażnikiem znęcała się jego żona. Mężczyzna dopiero co wrócił ze zwolnienia lekarskiego. Leczył się na chirurgii szczękowej. Podobno był w trakcie rozwodu.

Jak to możliwe, że przełożeni nie zauważyli jego złego stanu psychicznego i pozwolili mu pracować z bronią? "Stany nagłe są czasem jak uderzenie pioruna. Prowadziłem kilka podobnych spraw. Jedna z osób, które badałem, obudziła się pewnego ranka i nagle ni z tego, ni z owego zadźgała pięć osób: swoją rodzinę i sąsiadkę" - mówi psycholog Jacek Doliński.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj