Guy Sorman przypomina o tym, dlaczego powinniśmy popierać globalizację. To dzięki niej rozprzestrzenia się wiedza i technologia, która umożliwia całemu światu szybki postęp cywilizacyjny oraz wzrost gospodarczy. Globalizacja nie jest jedynie kolejnym przejawem zachodniego imperializmu - wartości będące jej fundamentem (wolność gospodarcza, indywidualizm) można odnaleźć w wielu innych kulturach. Co najważniejsze, tylko procesy globalizacji mogą wedle Sormana zapewnić światu w miarę trwały pokój.
p
Globalizacja nie zawsze cieszy się dobrą reputacją, szczególnie wśród przedstawicieli klasy politycznej i intelektualistów. Jednak motywacje jednych i drugich nie zawsze wydają się obiektywne. Czy - zanim jeszcze dokonają jakiejkolwiek analizy - nie obawiają się oni przede wszystkim utraty własnych prerogatyw? To prawda, że globalizacja pomniejsza władzę przywódców państwowych i lokalne wpływy intelektualistów. Globalizacja upowszechnia konkurencję nie tylko na polu ekonomii, ale także w życiu politycznym, intelektualnym, a nawet duchowym. Otwarcie granic, podróże czy błyskawiczna komunikacja (szczególnie za pomocą internetu) każdemu człowiekowi w każdym zakamarku naszej planety dają bezprecedensową wolność wyboru. Rozpadają się stare modele życia, każdy wybiera własny model, kieruje się własnym sumieniem i punktami odniesienia, używając dowolnych elementów zaczerpniętych ze wszystkich cywilizacji. Każdy z nas staje się w pewnym stopniu kulturowym Metysem, posiadaczem wielu tożsamości. Zmusza nas to do zastanowienia się nad tym, co oznacza tożsamość. Czy na przykład mieszkający w Paragwaju Koreańczyk, protestant, miłośnik muzyki afrykańskiej nadal jest Koreańczykiem? Kwestia wydaje mi się raczej teoretyczna i polityczna niż kulturowa, ponieważ jednostki, szczególnie te najmłodsze, urodzone w czasach globalizacji, poruszają się bez większych trudności w tym gąszczu rozmaitych tożsamości.
W jakim stopniu jednak ta globalizacja ma charakter uniwersalistyczny? Czy nie oznacza ona raczej dominacji norm zachodnich, szczególnie amerykańskich, nad cywilizacjami azjatyckimi, arabskimi czy afrykańskimi? Wartości globalizacji - indywidualizm, swoboda wyrażania własnej osoby, komercjalizacja, demokracja liberalna, laickość - nasuwają rzecz jasna skojarzenia ze Stanami Zjednoczonymi i w nieco mniejszym stopniu z Europą Zachodnią. Czy globalizacja nie jest po prostu imperializmem? Niektórzy poprą tę hipotezę, wysuwając ważkie argumenty. Istnieją jednak inne punkty widzenia. Można na przykład zauważyć, że Stany Zjednoczone są liderem nowoczesności, a to, co nazywa się amerykanizacją, jest w rzeczywistości modernizacją. Można również zauważyć, że fundamentalne wartości globalizacji - indywidualna wolność i gospodarka rynkowa - istnieją na Zachodzie w skondensowanej postaci, lecz istnieją również - w postaci ukrytej - w cywilizacjach wschodnich: w buddyzmie i islamie obecna jest wolność indywidualna. Taoizm nie jest nastawiony wrogo do handlu ani do osobistego sukcesu; islam je gloryfikuje. Zauważmy na koniec, że globalizacja nie jest zachodnia, ponieważ od dawna wzbogaca się elementami spoza świata zachodniego: ekologia, bierny opór, a nawet feminizm, zanim dotarły na Zachód, kultywowane były w Indiach. Zglobalizowana muzyka, estetyka, rozrywka znajdują się pod coraz większym wpływem kultur spoza kręgu zachodniego - afrykańskich czy wschodnich. Dzięki zglobalizowanemu obiegowi wytworów kultury po raz pierwszy w historii każdy ma dziś dostęp do nieomal wszystkich kultur. Nie dość mocno podkreśla się, że właśnie dzięki globalizacji te najbardziej mniejszościowe - na przykład w Amazonii - uratowane zostały od zapomnienia, a nawet od zniszczenia.
Poza zyskami kulturowymi płynącymi z globalizacji przypomnijmy jej zalety ekonomiczne. Po raz pierwszy w historii, dzięki swobodzie handlowej i wspólnym dostępie do technik i wiedzy wszystkie gospodarki notują szybki postęp. Ta globalizacja gospodarcza zagwarantowana jest prawem międzynarodowym, ale gwarantuje ją również amerykańska obecność wojskowa, a w przyszłości gwarancją będzie też bez wątpienia bardziej skądinąd zasadna obecność sił ONZ. Ów postęp gospodarczy rozładowuje napięcia i namiętności zarówno wewnątrz społeczeństw, jak i między nimi: Jean Monnet dobrze to przeczuwał, myśląc o Unii Europejskiej. Po tysiącleciu wojen Europa stała się strefą pokoju, zbudowanego na tym, co Monnet nazywał konkretnymi więzami solidarności. Współczesne tragedie w świecie arabskim lub w Afryce nie biorą się więc z globalizacji, lecz z jej niedostatku: cierpią narody, które nie zostały jeszcze włączone do tego światowego ładu. Dla postępów pokoju konieczny jest postęp globalizacji. Kto zresztą proponuje jakąś realistyczną alternatywę? Z tego powszechnego ruchu ku konkretnym więzom solidarności i rozmaitym tożsamościom może wyłonić się - choć nie jest to pewne - nowa ludzkość. Filozof Teilhard de Chardin nazywał to w latach 50. ubiegłego wieku "noosferą", sumieniem wspólnym wszystkim ludziom.
p
, ur. 1944, pisarz, publicysta. Wydał m.in.: "Amerykańską rewolucję konserwatywną" (wyd. pol. 1983), "Rozwiązanie liberalne" (wyd. pol. 1985), "Le progre`s et ses ennemis" (2001) i "Made in USA" (wyd. polskie 2005). Niedawno nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się jego książka "Rok Koguta". Wielokrotnie gościł na łamach "Europy" - w nrze 156 z 31 marca br. opublikowaliśmy jego tekst "Francja przepołowiona".