(1883-1963)
Trudno w kilku zdaniach wprowadzić w twórczość tego jednego z najwybitniejszych poetów amerykańskich, który większą część życia spędził w Rutherford w stanie New Jersey, gdzie prowadził praktykę lekarską jako pediatra, a jednocześnie pisał wiersze, krytyki, prozę i dramaty. Jego celem była wspaniała konkretność opisu i zwięzłość wynikająca z niechęci do "sztuczności", o jaką oskarżał Eliota. Jego twórczość wywarła ogromny wpływ na następne pokolenia poetów amerykańskich, chcących tak jak on opisywać prawdę i codzienność życia w Ameryce. "Poezje" W.C. Williamsa ukazały się w przekładzie Leszka Elektorowicza w roku 1972.
p
Są jałowe, ponure tygodnie,
gdy natura w swej bezpłodności
dorównuje głupocie ludzi.
Rok pogrąża się w noc,
a serce pogrąża się
głębiej niż w noc
w pustej, wymiecionej wiatrem przestrzeni
bez słońca, gwiazd lub księżyca,
lecz ze szczególnym światłem jak gdyby myśli,
która roznieca ciemny ogień -
wirujący wokół siebie, do czasu
gdy w chłodzie zabłyśnie
by uświadomić człowiekowi nicość,
którą zna: nie samotność,
nie ducha lecz
rzekomo objęte rozumem - pustkę,
rozpacz - (One
łkają i skomlą) wśród
łun i zgiełku wojny;
domy, gdzie zimno pokoi
jest nie do wyobrażenia,
ludzie, których kochaliśmy - odeszli,
łóżka stoją puste, kanapy
wilgotne, krzesła opuszczone -
Ukryj to daleko, gdzieś
poza umysłem, niech ukorzeni się
i rośnie - niezależne od zazdrosnych
oczu i uszu - samo dla siebie.
Wszyscy przychodzą kopać do tej kopalni.
Czy jest tam klucz do słodkiej
muzyki? Źródło poezji widząc
martwy zegar mówi:
Zegar stanął,
A jeszcze wczoraj tykał tak ślicznie
i słyszy plusk wody jeziora -
które jest teraz kamieniem.
Przy drodze do szpitala chorób zakaźnych
pod falą sinych
nakrapianych chmur, pędzących z północnego wschodu -
dmie zimny wiatr. Poza pustkowiem
rozległych, błotnistych pól
brunatnych od uschłych chwastów, sterczących lub upadłych
kałuże stojącej wody
garstka wysokich drzew
Wzdłuż całej drogi czerwonawe,
purpurowe, rosochate, sterczące kępy
krzewów i drzewek, z martwymi
brunatnymi liśćmi, pod nimi
bezlistny powój
Bez życia na pozór, ospała
oszołomiona zbliża się wiosna -
A one wchodzą w nowy świat nagie
zimne, niepewne niczego z wyjątkiem
tego, że wchodzą. Wszystko wokół nich
jest zimne i dobrze znany wiatr
Dziś trawa, jutro będzie to twarda,
kędzierzawa nać dzikiej marchwi
Jedna po drugiej rośliny nabierają
kształtów, ożywają: klarowność, kontury liści
Lecz teraz sztywna powaga
wejścia - Mimo to, głęboka zmiana
już na nie zstąpiła: ukorzenione
zagarniają ziemię i zaczynają się budzić