Pierwsza grupa dziesięciu ekspertów zjechała pod ziemię wcześnie rano. Wyrobisko, w którym kilka miesięcy temu metan zabił górników, oglądali ratownicy. Pobierali próbki i robili pomiary do badań.

"Pobieraliśmy głównie próby pyłów. Na podstawie ich ilości i jakości w różnych miejscach będzie można oszacować miejsce zapoczątkowania wybuchu, zasięg płomienia i inne dane o przebiegu zdarzenia" - wyjaśnia Krzysztof Cybulski, dyrektor kopalni doświadczalnej "Barbara" w Mikołowie.

Ale to nie koniec. Teraz w podziemnej wizji uczestniczą eksperci z Wyższego Urzędu Górniczego, Najwyższej Izby Kontroli, prowadzącej śledztwo gliwickiej prokuratury oraz inspekcji pracy. Na koniec na dół zjadą pomiarowcy z "Halemby". Jutro z kolei pod ziemią pracować będą m.in. członkowie specjalnej komisji, która została powołana w tylko jednym celu - wyjaśnienia przyczyn tragedii.

Przed wizją lokalną, w czasie trwającego kilka miesięcy śledztwa, udało się ustalić, że górnicy pracowali pod ziemią, choć metanu było tak dużo, że awaryjnie wyłączał się prąd. Nikt jednak nie odwołał ich na powierzchnię.

Prokuratura zatrzymała już trzy osoby, w tym nadsztygara z prywatnej firmy Mard, wynajętej przez "Halembę" do prac pod ziemią. Ale śledczy mówią, że to jeszcze nie koniec zatrzymań. O kolejnych być może zdecydują właśnie wyniki wizji lokalnej.