O tym, że pieniądze są już na koncie, powiedział dziennikowi.pl rzecznik sądu Wojciech Małek. Potwierdził też informację Radia Zet, że lekarz wyjdzie na wolność dopiero jutro.

Sprawą doktora G. zajmował się dziś warszawski Sąd Apelacyjny. Miał zdecydować, czy przychylić się do wniosku prokuratury o zostawienie lekarza za kratami. Sąd nie dostał na czas wszystkich dokumentów, więc do sprawy wróci jutro. To oznacza, że Mirosław G. dopiero wtedy wyjdzie z aresztu.

Decyzję o możliwości zwolnienia za kaucją zaskarżyła prokuratura. Tłumaczyła, że są mocne dowody przeciwko kardiologowi, a poza tym na wolności może on utrudniać śledztwo.

Śledczy byli zaskoczeni, że sąd wyznaczył kaucję za lekarza, który usłyszał 50 zarzutów, jeden cięższy od drugiego. Mirosław G. jest podejrzany o branie łapówek za przyspieszanie zabiegów, wymuszanie seksu w zamian za lepszą opiekę nad chorymi, znęcanie się nad młodszymi lekarzami, narażenie życia, a także zabójstwo.