Dziennik Gazeta Prawana logo

Pożegnanie wielkiego polityka

5 listopada 2007, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Blair odchodzi. W dzisiejszej "Europie" poprosiliśmy najważniejszych przedstawicieli brytyjskich obozów ideowych i intelektualnych - liberałów, konserwatystów, lewicowców - o wytłumaczenie Polakom, czy wraz z nim żegnamy wielkiego polityka, czy zaledwie medialną kukiełkę, czy Blair był jeszcze socjalistą, który zdradził etatyzm, czy już w bardzo świadomy sposób próbował tworzyć zupełnie inną, nową tożsamość ideową i polityczną.

John Gray, Anthony Giddens, Roger Scruton, Tariq Ali, Bruce Ackerman i Frank Furedi toczą o to spór na naszych łamach. Każdy stara się przekonać Polaków do własnej interpretacji Blaira i jego epoki. Przyznam szczerze, że najbardziej banalnie brzmią ataki na odchodzącego premiera formułowane przez Tariqa Alego, człowieka, który dzisiaj ustawia głos radykalnego lewicowego salonu w Wielkiej Brytanii, czy przez słynnego prawicowca Rogera Scrutona. Pierwszy demaskuje Blaira jako liberalnego zdrajcę socjalizmu, a drugi jako postmodernistycznego pajaca, wyżywającego się w kwestiach kulturowych. Ich krytyka niewiele mówi o Blairze. Więcej o tradycyjnej lewicy i prawicy brytyjskiej, które trzymają się swoich wytartych formułek, i osądzają świat, jeśli się do nich nie dopasowuje.

O wiele ciekawsze jest to, co piszą i mówią o Blairze Frank Furedi (człowiek, który w swojej ideowej biografii zaliczył zarówno trockizm, jak i twardy, realistyczny liberalizm) czy krytyczny liberał Bruce Ackerman.

Z ich opisu wyłania się postać polityka, który pojawił się w momencie, kiedy jego lewicowa tradycja, niegdyś żywotna i błyskotliwa, nie miała już nic sensownego do zaproponowania. Ani strategii politycznej, ani diagnozy świata. Nie mógł zmienić historii. Etatyzm ostatecznie odchodził do lamusa. Jakby powiedział Lenin, stary socjalizm nie mógł wygrać w jednym kraju, a nawet na jednym kontynencie. Nie znaczy to jednak, że Blair nie miał żadnego wyboru. Postawił na to, czego Brytyjczycy rzeczywiście potrzebowali. Ackerman mówi to nam wyraźnie: postanowił walczyć o jakość tych instrumentów oddziaływania na społeczeństwo, które państwu zostały: przede wszystkim o jakość publicznej edukacji. I była to walka zwycięska, zapewniła choćby minimum równych szans w świecie, który z ideałem społecznej równości musiał się rozstać.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj