Czy Tony Blair był "największym brytyjskim premierem po Churchillu", czy - wręcz przeciwnie - największym rozczarowaniem brytyjskiej polityki ostatniego półwiecza? Na to pytanie próbują odpowiedzieć uczestnicy dzisiejszej ankiety "Europy": Anthony Giddens, Roger Scruton, Ivan Krastev i Frank Furedi. Najbardziej jednoznaczną opinię wyraża Scruton - jego zdaniem Blair to przede wszystkim zręczny manipulator, który zmienił politykę w spektakl i pozbawił ją wszelkiej istotnej treści: "To właśnie jest największym osiągnięciem Blaira. Zastąpił on rzeczywistą politykę starannie przygotowaną fikcją, rodzajem postmodernistycznego hologramu, w którym scenę zapełniają złudzenia, podczas gdy kraj dryfuje ku swemu przeznaczeniu". Wszelkie poważne problemy Blair starał się spychać na margines, by w końcu oddać je w spadku swojemu następcy.
p
Moment złożenia przez Tony'ego Blaira urzędu premiera Wielkiej Brytanii jest niezwykle istotny, nie tylko w kontekście brytyjskiej, ale również globalnej polityki. Blair był bez
wątpienia jedną z najważniejszych postaci na arenie międzynarodowej w ostatniej dekadzie. Jaką spuściznę pozostawi po sobie, w swoim kraju i poza nim? Gdy chodzi o politykę wewnętrzną, jego
podstawowym dokonaniem jest to, że trzykrotnie został premierem. 2 maja minęło 10 lat, od kiedy Blair, a wraz z nim Partia Pracy, rządzą Wielką Brytanią. Nigdy, w ciągu jej stuletniej
historii, Partii Pracy nie udało się rządzić przez całe dwie kadencje. Przywództwo Blaira pozwoliło laburzystom zerwać z ich przeszłością i przyciągnąć wyborców, którzy nigdy
wcześniej nie myśleli o zagłosowaniu właśnie na nich.
Sukces partii Blaira miał swoje źródła w stabilnym wzroście ekonomicznym - który zawdzięczamy zresztą w pewnej mierze następcy Blaira, ministrowi finansów Gordonowi Brownowi. W ciągu
ostatnich 10 lat Wielka Brytania prześcignęła większość innych krajów zindustrializowanych. 75 proc. siły roboczej pracuje, a wzrost gospodarczy jest wyższy niż w Stanach Zjednoczonych i
jakimkolwiek innym kraju europejskim. Bezrobocie młodych pracowników oraz bezrobocie długotrwałe ma bardzo ograniczony zasięg. Wszystko to zostało osiągnięte przy jednoczesnym wprowadzeniu
pensji minimalnej, która była stopniowo zwiększana.
Duża część podatku dochodowego została skierowana na edukację i opiekę zdrowotną. Dziś w szkołach jest więcej nauczycieli, niż było ich 10 lat temu; otrzymują oni lepsze wynagrodzenia;
zbudowano lub odnowiono tysiące szkół. Gdy porówna się sytuację Wielkiej Brytanii do sytuacji innych krajów, widać, że poziom kształcenia znacznie się podniósł. Jeśli zaś chodzi o
postępy w dziedzinie opieki zdrowotnej, kolejki oczekujących na różne operacje zostały znacząco zmniejszone, a odsetek ludzi umierających na większość poważnych chorób również znacząco
spadł. Osiągnięto postępy w walce z biedą - wydobyło się z niej ponad 3 miliony ludzi, czyli 5 proc. całej populacji Wielkiej Brytanii. Dotyczy to również dzieci.
Przeprowadzono wiele reform konstytucyjnych. W ich ramach przekazano szeroki zakres kompetencji rządom w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej. Szczególnym osiągnięciem Blaira jest to, że w
Irlandii Północnej od dłuższego czasu utrzymuje się spokój. Rząd podpisał Europejską Konwencję Praw Człowieka, włączoną następnie do systemu prawa brytyjskiego, a także wprowadził
ustawę o swobodzie dostępu do informacji (Freedom of Information Act), ustanowił Sąd Najwyższy na wzór amerykański oraz wprowadził prawo umożliwiające zawieranie związków
partnerskich.
Oczywiście, nie wszystkie posunięcia Blaira od 1997 roku były uwieńczone sukcesem. Blair zepchnął wielu liberałów na margines, zajmując bardzo surowe stanowisko w kwestii przestępstw i kar
- stąd w Wielkiej Brytanii na głowę mieszkańca przypada więcej więźniów niż w jakimkolwiek innym europejskim kraju. Z kolei, zdaniem lewicowych krytyków Blaira, postęp, którego dokonano w
walce z biedą, nie był wystarczający. Nie udało się również uczynić z Wielkiej Brytanii wiodącego podmiotu wewnątrz Unii Europejskiej - co było jednym z najsilniej akcentowanych przez
Blaira celów, gdy po raz pierwszy wygrał wybory. Blair opuszcza swój gabinet na Downing Street 10 jako zupełnie inny człowiek od tego, który tak energicznie wkroczył tam w 1997 roku. Utracił
większość chłopięcego uroku, jakim niegdyś oczarowywał. Na Brytyjczyków nie oddziałuje już ta szczególna prostota, która dawniej zjednywała mu ludzi. Po części spowodowane jest to po
prostu przyzwyczajeniem - Blair był u władzy tak długo, że zwyczajnie się przejadł. Jest też druga przyczyna: Irak.
Od samego początku Blair był zagorzałym zwolennikiem Paktu Północnoatlantyckiego. Jego pierwszym instynktownym posunięciem w obliczu niebezpieczeństwa było pozostanie blisko Ameryki.
Uważał, że jest to ważniejsze niż ambicje związane z areną polityki europejskiej. Stąd jego relacje z Billem Clintonem zawsze były wyjątkowo bliskie. Blair był jednym z bardzo niewielu
przywódców na świecie, którzy otwarcie bronili Clintona, kiedy wyglądało na to, że romans z Monicą Lewinsky go pogrąży. W konsekwencji Blair zdecydował, że musi utrzymywać równie
bliskie relacje z administracją Busha. Jednak - inaczej niż w przypadku Clintona - tu nigdy nie było relacji partnerskich. Blair zawsze był traktowany przez nowego prezydenta Stanów
Zjednoczonych jako "młodszy gracz".
Fiasko wojny w Iraku jeszcze długo będzie rzucać cień na ocenę rządów Blaira. A jednak, pod wieloma względami jest to przywódca wyjątkowy, z istotnymi osiągnięciami na arenie
międzynarodowej i nie tylko. Bośnia, Kosowo, Sierra Leone, początek wojny w Afganistanie - to sytuacje, w których jego działania przyczyniły się do osiągnięcia pozytywnych rezultatów. Miał
rację twierdząc, że wspólnota międzynarodowa musi być przygotowana na to, by interweniować w sytuacjach, w których w przeciwnym wypadku nastąpi tragedia. Byłoby niepowetowaną stratą,
gdybyśmy zapomnieli o tym wraz z jego odejściem.
p
W 1997 roku, kiedy Tony Blair objął urząd premiera, panujące w kraju nastroje najlepiej oddał tygodnik "New Statesman", który prorokował, że "Tony Blair
może być naszym najlepszym premierem po Churchillu". W 2007 roku media nie muszą już prorokować, oceniając, że "Tony Blair jest największym rozczarowaniem w dziejach
brytyjskiej polityki".
Pokój w Irlandii Północnej, imponujące wyniki gospodarcze, dokonania Blaira w Afryce i w kwestii globalnego ocieplenia - wszystko to najwyraźniej nie ma wpływu na opinię społeczeństwa o
odchodzącym premierze. Większość Brytyjczyków podziela pogląd, że Tony Blair zbyt długo sprawował władzę i że Wielka Brytania nie jest dzisiaj w lepszej kondycji niż 10 lat temu.
Krytykowanie spuścizny Blaira stało się ostatnio ulubioną rozrywką mieszkańców Zjednoczonego Królestwa. Doszło do tego, że wielu krytyków filmowych wiąże sukces
"Królowej" Stephena Frearsa z obsesją społeczeństwa na punkcie Blaira. Kiedy w filmie pada kwestia: "Któregoś dnia będą się chcieli ciebie pozbyć", w
salach kinowych rozlegają się oklaski. Kto będzie chciał się go pozbyć? Autorzy filmu przypuszczalnie mieli na myśli społeczeństwo, ale mogło też chodzić o media. Na szczęście dla
Blaira historia rzadko kieruje się w swych werdyktach sondażami i artykułami gazetowymi. Powszechna nienawiść do Tony'ego Blaira jest zatem ciekawym zagadnieniem dla psychoanalityka, ale
wątłą podstawą do sprawiedliwej oceny politycznej.
W 1997 roku Wielka Brytania była gotowa na zmiany i Tony Blair stał się symbolem tych zmian. Dla laburzystów, którzy przez prawie dwie dekady wegetowali w opozycji, był przywódcą, dzięki
któremu powrócili do władzy. Dla ideowych konserwatystów był nieślubnym dzieckiem lady Thatcher, obarczonym misją umocnienia reform rynkowych przeprowadzonych w latach 80. Dla wszystkich
innych był nadzieją na "cool Britania", dawne imperium, które czułoby się komfortowo w nowym, zglobalizowanym świecie. Tony Blair zawładnął wyobraźnią społeczeństwa.
Jego rewolucja była spektakularnym połączeniem rewolucji rynkowej z lat 80. i rewolucji obyczajowej z roku 1968. Mariażem Beatlesów z maklerami giełdowymi. Blairowi udało się wydobyć Partię
Pracy z okopów wojny klasowej i otworzyć Wielką Brytanię na Europę. W przeciwieństwie do budzącej trwożny respekt lady Thatcher nowy premier był uroczy, ciepły i pełen empatii. Tony Blair
został premierem kraju, który z optymizmem patrzył w przyszłość. W ciągu ostatniej dekady zmienił się nie tyle Tony Blair, ile świat.
Po 10 latach od momentu, gdy rozpoczęła się rewolucja Blaira, dostrzegamy już objawy porewolucyjnej depresji. W dzisiejszej Wielkiej Brytanii optymizm stał się symptomem cynizmu. Laburzyści
zarzucają swemu przywódcy osłabienie morale partii, zniszczenie jej etosu i oderwanie jej od tradycyjnego elektoratu. Konserwatyści widzą w nim nie spadkobiercę ich ukochanej lady Thatcher,
lecz polityka, który zniszczył poważną debatę publiczną, zastępując ją polityką opartą na public relations. Konserwatyści nigdy nie wybaczą Tony'emu Blairowi, że aby wygrać następne
wybory, musieli uczynić swoim przywódcą Davida Camerona, który jest niemal bliźniakiem Blaira.
Podsumowując, wizerunek publiczny Blaira radykalnie się zmienił, a przyczyny tej zmiany można streścić w jednym słowie: Irak. Wojna iracka symbolizuje wszystko, czego Brytyjczycy nie znoszą u
Blaira - jego idealizm, jego cynizm i jego skuteczność w utrzymywaniu się u władzy.
W 2003 roku, kiedy Blair postanowił przyłączyć się do wojny George'a W. Busha z Saddamem Husajnem, przypuszczalnie dużo myślał o Churchillu. Można chyba założyć, że Blair liczył się z
następującym ryzykiem: wygra wojnę, ale przegra wybory. Stało się odwrotnie: przegrywa wojnę, ale zwycięża w kolejnych wyborach. Bardzo postmodernistyczny i demoralizujący happy end.
Postmodernistyczni przywódcy polityczni (Blair jest najbardziej utalentowanym z nich) to w gruncie rzeczy rycerze medialni, którzy umieją wygrywać wybory, ale zapomnieli, dlaczego ludzie
nienawidzą wojen.
Czy Tony Blair jest najlepszym premierem po Churchillu? Z mojej środkowoeuropejskiej perspektywy odpowiadam, że tak. Przy całej niechęci, jaką można mieć do ucieleśnianego przez Blaira
postmodernistycznego stylu sprawowania władzy, jest to człowiek, który na trzy sposoby ogromnie się przysłużył Europie Środkowej. Jego "trzecia droga" zmieniła język i
styl polityki centrowej w regionie, jego poglądy na Europę najlepiej odpowiadały preferencjom środkowoeuropejskich państw i społeczeństw, a swoją dramatyczną decyzją o przyłączeniu się
do wojny irackiej uchronił Europę Środkową przed koniecznością podejmowania równie dramatycznego wyboru, do którego nie była przygotowana. Wizjonerski pragmatyzm trzeciej drogi miał
fundamentalne znaczenie dla społeczeństw środkowoeuropejskich, które stanęły przed wyzwaniami globalnego kapitalizmu. W kontekście Unii Europejskiej trzeba uczciwie przyznać, że przez
wszystkie te lata Tony Blair był wielkim przyjacielem Europy Środkowej. Popierał rozszerzenie, otworzył też brytyjski rynek pracy dla Polaków, podczas gdy większość pozostałych rządów
europejskich drżała ze strachu przed polskim hydraulikiem. Ze wszystkich przywódców europejskich jest najbardziej uwrażliwiony na obawy państw postkomunistycznych związane z bezpieczeństwem.
Jednak decyzja Blaira, która z punktu widzenia mieszkańców Europy Środkowej była najkorzystniejsza - o udziale w wojnie irackiej u boku Busha - dla niego samego była najgorsza i najbardziej
zgubna. Dzisiaj, kiedy znamy tajną historię genezy tej wojny, można z dużą dozą pewności powiedzieć, że Blair nie był w stanie jej zapobiec. Mylił się również, sądząc, że może
wpłynąć na strategiczną decyzję Ameryki. Ale gdyby w 2003 roku Wielka Brytania sprzymierzyła się z Niemcami i Francją przeciwko USA, państwa Europy Środkowej stanęłyby przed naprawdę
dramatycznym wyborem. Sympatia do Ameryki była tutaj bardzo silna. Dla mieszkańców Europy Środkowej konieczność wybierania między Europą i Ameryką byłaby nie do zniesienia, powinniśmy
zatem dziękować Blairowi, że ocalił nas przed tym koszmarem. Uwolnieni od tej presji wybraliśmy Europę Blaira. Innymi słowy zrobiliśmy to, czego zawsze pragnęliśmy - wybraliśmy
Zachód.
Po 10 latach urzędowania Tony Blair schodzi ze sceny. Jego dalsze losy trudno przewidzieć. Wiemy jednak, że na pewno nie trafi do zarządu Gazpromu i że jego żona nie będzie się ubiegała o
fotel premiera. Wiemy również - choć wielu wzdraga się przed powiedzeniem tego - że Tony Blair był najwybitniejszym premierem brytyjskim po Churchillu. Ale nie był Churchillem.
p
Nikt nie powinien wątpić, że Tony Blair wykazał się w trakcie swego 10-letniego urzędowania wyjątkowymi umiejętnościami. Utrzymał znaczną przewagę w parlamencie po wyborach w
2001 i w 2005 roku i - mimo ciągłego zagrożenia rewoltą pod wodzą Gordona Browna - potrafił zapanować nad partią, która nigdy nie była znana z wewnętrznej dyscypliny. Wszystko to w czasie,
kiedy prowadził niepopularną wojnę i musiał stawić czoła rosnącemu w siłę islamskiemu terroryzmowi na brytyjskiej ziemi.
Blair robi równie duże wrażenie jak Margaret Thatcher i tak jak ona odejdzie ze stanowiska nie w wyniku gniewu ludu, lecz dlatego, że jego rywale zadali mu cios w plecy. Każda ocena jego
premierostwa powinna zaczynać się od przyznania, że Partia Pracy nigdy wcześniej nie miała takiego lidera - zdolnego wygrywać kolejne wybory i utrzymać jedność partii w czasie, gdy
przechodzi ona zasadnicze przeobrażenie, akceptując zasady demokratycznego kapitalizmu. Wiele z tych osiągnięć Blair zawdzięcza manipulacji - nowej umiejętności w demokratycznej polityce,
którą to umiejętność znakomicie sobie przyswoił. Dzięki niej Brytyjczycy ciągle wierzą, że Partia Pracy jest mniej skorumpowana niż konserwatywna opozycja, mimo iż dowody wskazują, że
jest odwrotnie. Brytyjczycy uważają także, że laburzyści są przyjaźni służbie zdrowia, publicznemu szkolnictwu i systemowi świadczeń społecznych, mimo iż wszystkie trzy są bliskie
załamania. Brytyjczycy skłonni są wreszcie interpretować na korzyść Partii Pracy wątpliwości w obszarach, w których uprzednio nie obdarzali jej zaufaniem, takich jak imigracja, porządek
publiczny i obrona - mimo iż we wszystkich porażki obecnej ekipy są ewidentne.
To właśnie jest moim zdaniem największym osiągnięciem Blaira. Zastąpił on rzeczywistą politykę starannie przygotowaną fikcją, rodzajem postmodernistycznego hologramu, w którym scenę
zapełniają złudzenia, podczas gdy kraj dryfuje ku swemu przeznaczeniu. Potrzeba było geniuszu by sprawić, że w chwili, gdy państwo było wciągane w zupełnie nowy rodzaj wojny prewencyjnej,
debata nad tą kwestią zajmuje w parlamencie zaledwie 18 godzin. Całą uwagę przykuwa zaś pomysł zakazu polowania na lisy, któremu poświęca się 220 godzin dyskusji. Czyż przejawem geniuszu
nie jest również przekonanie wyborców, że Izbę Lordów trzeba zreformować w imię demokratyzacji brytyjskiego systemu rządów, a po dokonaniu reformy zapełnienie jej rzeszą własnych
zaufanych ludzi?
Swoje aktorskie zdolności i świetne wyczucie zasad rządzących teatrem Blair wykorzystał również po śmierci księżnej Diany, kiedy wcielił się w pogrążony w żałobie naród i sprawił,
że wydarzenie to stało się największym duchowym kryzysem od czasów abdykacji Edwarda VIII. Przy okazji przejął po zmarłej księżnej bajkową koronę "ludzkich serc".
Blair całkowicie zmienił styl brytyjskiej polityki. Jego sukces jest ewidentny, skoro konserwatywny lider David Cameron robi wszystko, by upodobnić się do Blaira, tworząc własne wizje rodem z
Disneylandu, którymi chce przekonać do siebie brytyjskich wyborców. Jedyny problem polega na tym, że na horyzoncie pojawiają się sprawy poważne: nadciągająca implozja Europy, islamistyczne
zagrożenie, narastanie angielskiego nacjonalizmu i cała masa innych problemów, które dotychczas spychano na margines. To jednak tylko kolejny dowód geniuszu Blaira - on wie, kiedy odejść.
p
Wporównaniu z politykami innych partii i przywódcami innych krajów Tony Blair jest człowiekiem sukcesu. Był zdecydowanie silniejszą osobowością niż jego partyjni koledzy oraz polityczni adwersarze, co sprawiło, że odcisnął niezatarte piętno na brytyjskiej i europejskiej polityce. Cokolwiek byśmy mówili o jego zdolnościach aktorskich, jest człowiekiem o mocnych przekonaniach i wierzy w to, co mówi. Nie bez znaczenia jest również jego sposób komunikowania, to że potrafi przyciągnąć uwagę słuchaczy i reaguje na wydarzenia z wrażliwością, której próżno by szukać u innych polityków.Większość przedstawicieli brytyjskiej klasy politycznej to 120-procentowi pragmatycy, pozbawieni własnych opinii na jakikolwiek temat i reagujący wyłącznie na wyniki badań opinii publicznej. Blairowi nie brakowało pragmatyzmu, ale był on zawsze podporządkowany zasadom, czemuś, co można by nazwać moralnym kompasem. To właśnie przekonanie o generalnej moralnej słuszności sprawiło, że zdecydował się poprzeć amerykańską akcję w Iraku, co w konsekwencji doprowadziło go do utraty społecznego poparcia. Jednak to właśnie zdolność podejmowania niepopularnych decyzji czyni z człowieka przywódcę. Tej zdolności zdaje się brakować obydwu jego prawdopodobnym następcom. Gordon Brown i David Cameron nie sprawiają wrażenia, by mieli silne przekonania i wielkie pasje.
Jednym z przekonań Blaira - możemy spierać się co do jego słuszności - było priorytetowe traktowanie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi i obawa, że brak brytyjskiego poparcia dla ich działań w Iraku doprowadzi do dezintegracji Zachodu. Podejrzewam także, że w głębi serca Blair wierzył w możliwość demokratyzacji Bliskiego Wschodu, choć trudno mi ocenić, jak realistycznie traktował te marzenia. Najciekawszą rzeczą jest jednak to, że jako jedyny polityk na świecie rozumiał globalny konflikt w kategoriach starcia idei i doceniał znaczenie indywidualnej tożsamości.
Naturalną konsekwencją sukcesu Blaira i faktu, że utrzymał się przy władzy tak długo, było to, że stał się celem ataków z bardzo różnych stron i że krytykowano go za bardzo różne, czasami sprzeczne rzeczy. Konserwatyści, liberalni demokraci i frakcje Partii Pracy zawarli "nieświęte przymierze" wymierzone w Blaira i próbowali - każda z tych grup oddzielnie - zbudować sobie popularność na atakowaniu go. Oznacza to, że stał się punktem odniesienia dla Brytyjczyków, którzy, nawet jeśli go nie lubią, muszą go szanować. Żaden inny polityk nie wzbudza dziś takiego szacunku.
Jeśli chodzi o długofalowe oddziaływanie Blaira na brytyjskie społeczeństwo, to nazywanie go kontynuatorem thatcherowskiej rewolucji nie jest pozbawione sensu. Zarówno Thatcher, jak i Blair byli antypolitykami, starali się usunąć wymiar polityczny z brytyjskiego życia publicznego. Należy jednak pamiętać o różnicach pokoleniowych. Blair zinternalizował wiele ekonomicznych i politycznych paradygmatów epoki thatcheryzmu i przedstawił je w nowych, bardziej strawnych i politycznie poprawnych formach. Trzeba pamiętać, że konserwatyści w latach 80. wygrali co prawda wojnę o gospodarkę, ale przegrali wojnę o kulturę. To, co mieli do powiedzenia na temat religii, tradycji, rodziny, przegrało w konfrontacji z duchem czasów. Blair pogodził zwycięską thatcherowską ekonomię z nowoczesną kulturą XXI wieku. Udało mu się: nie tylko bogaci stali się za jego rządów bogatsi (co jest solą w oku wielu laburzystów starej daty) - wzbogacili się także biedni.
Mimo przyjęcia thatcherowskiego podejścia do gospodarki, Blair radykalnie zwiększył państwowe wydatki na służbę zdrowia i oświatę. Paradoksalnie, tej ostatniej wcale to nie pomogło - starając się dochować wierności lewicowym dogmatom, Blair doprowadził do banalizacji polityki kulturalnej i degradacji przekazu edukacyjnego. Z drugiej strony, w warunkach narastającej nieufności wobec badań naukowych zdołał obronić ich wolność i nie dał się ponieść antygenetycznej histerii.