(ur. 1944)
Bretoński poeta i dramaturg piszący w językach francuskim i bretońskim, od trzydziestu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, gdzie jest wykładowcą na Duke University w Północnej Karolinie. Debiutował we francuskiej Bretanii w 1967 roku głośnym "Le poe`me du pays qui a faim" (Poemat o głodnym kraju), którym wpisał się w batalię młodego pokolenia Bretończyków o odrodzenie narodowe i kulturowe Bretanii (buntowniczy tom poematu zwrócił uwagę Louisa Aragona). W tym czasie Paol Keineg należał już do aktywnych działaczy lewicowo-nacjonalistycznej Bretońskiej Unii Demokratycznej (UDB). Walka o wolność "skolonizowanej" przez rząd francuski Bretanii zbiegła się w czasie z rewoltą pokolenia '68, co doprowadziło m.in. do niezwykłego ożywienia tradycji i ruchu bretońsko-celtyckiego. Paol Keineg, okrzyknięty bretońskim bardem, po wyjeździe do USA (tu zaczynał jako spawacz, aby w końcu zostać profesorem literatury) porzucił coraz bardziej go krępującą narodową tematykę na rzecz poezji bardziej intelektualnej, wręcz laboratoryjnej (widoczne fascynacje twórczością Williama C. Williamsa i później Paula Celana). Pomimo odejścia od typowej literatury "korzennej", cieszy się nadal niesłabnącym uznaniem w ojczyźnie jako najwybitniejszy poeta bretoński.
p
*
Mój ojcze moja matko
ziemniaki z waszego pola
są lepsze
niż nostalgia
i poezja ruin.
*
Epitety
kolorów
idą za rzeczownikiem który zmieniają
reflektory
ustawione za jeszcze wilgotnym
rzeczownikiem
Wiadomo że przychodzą z daleka:
czarny kos czerwona książka popielista zatoka.
*
Rama roweru w krzakach
fragment fajansu
usypisko
rozkruszonej gleby
dróżka
która prowadzi w okolice
mrówki po niej idą
azot i tlen niosąc
mrówki to takie proste.
*
Niebieskie emaliowane wiadro
na obierki
okiennica otwarta
w bluszczu
przewrócony rower
z kręcącym się wciąż pedałem
w kuchni
kran zimnej wody się zmywa.
*
Odcisk rozwartej dłoni
na ziemi
obok śladu
łap psa
O wy
których fascynuje poezja
macie rację
że odwracacie się ode mnie
plecami.
*
W błocie na końcu drogi
koniec podróży:
samochody
jak są daleko niebo
kipi
poplamione krwią
pranie
podnieśmy wysoko
ten czerwony dzbanek z kawą
którego dziobek jest znaczący.
*
Mur naprzeciwko: lubię kiedy
kruszy się i stopniowo
łuszczy widać wtedy na
nim nieco wilgotny i słony
granit
każdego dnia ubywa go trochę
ścieram go nawet łokciem
żadne to lśnienie żaden święty kwarc
albo mika to mur nic więcej
mikrolity pod więdnącą powłoką
tak jak mój rozpad który naturalnie
objawi się zwłokami.