"A my, choć Szarik już padł
Wciąż nie jesteśmy na tak!
A przecież Janek, nasz Bond
Tak bardzo kochał ją.
Marusia, Marusia, maja, maja
Marusia, Marusia, lublju tiebia..." - śpiewała Maryla Rodowicz w teledysku do piosenki "Marusia". A teraz może mieć z tego powodu poważne problemy.
Maria Przymanowska, wdowa po scenarzyście serialu i autorze książki, jest oburzona teledyskiem popularnej piosenkarki. "W grudniu 2002 r. zobaczyłam przypadkiem w telewizji ten teledysk. Byłam tym zaskoczona i oburzona, bo nikt nie zwracał się do mnie o zgodę na wykorzystanie fragmentów filmu" - skarży się wdowa po pisarzu i scenarzyście.
A w teledysku tych fragmentów jest dość sporo. Maria Przymanowska uważa, że zostały one wykorzystane bezprawnie i w dodatku w sposób ośmieszający sam serial.
Piosenkarka pojawia się na ekranie ucharakteryzowana na filmową narzeczoną czołgisty Janka Kosa - Marusię Ogoniok. Nosi radziecki mundur sanitariuszki, hełmofon lub beret z pięcioramienną gwiazdą. Te ujęcia przeplatają się z autentycznymi fragmentami serialu. Filmowi Janek, Grigorij, Gustlik i pies Szarik zostali "wmontowani" w teledysk w taki sposób, że z pozoru może się wydawać, jakby "Marusia-Rodowicz" występowała w oryginalnym serialu.
Pełnomocnik Maryli Rodowicz uważa, że według prawa z 1952 r., pod rządami którego powstawał serial o czterech pancernych, Rodowicz nie musiała uzyskiwać żadnej zgody na wykorzystanie fragmentów tego utworu w swym teledysku.
Dziś przed warszawskim sądem zakończyło się postępowanie w tej sprawie. Wyrok ma zapaść 30 maja. Maryla Rodowicz nie pojawiła się na sali sądowej.