Dziennik Gazeta Prawana logo

Sarkozy'emu brak wizji

5 listopada 2007, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Tariq Ramadan, jeden z najważniejszych duchowych przywódców społeczności muzułmańskiej w Europie, bardzo krytycznie ocenia nowo wybranego prezydenta Francji, ale nie wyklucza współpracy z nim w przyszłości. Jej warunkiem byłoby zajęcie się przez Sarkozy'ego rzeczywistymi problemami francuskich muzułmanów: niedostatkami systemu opieki społecznej czy ukrytymi nierównościami. Na razie jednak Sarkozy nie jest jeszcze zdaniem Ramadana na to gotowy.

p

Istotnie, nastawienie społeczne jest dość negatywne, nie popadajmy jednak w zbytni pesymizm. W wielu rejonach podmiejskich, gdzie dominuje ludność muzułmańska, Sarkozy osiągnął bardzo dobry wynik wyborczy. Choćby dlatego te niepokoje można uznać za przejściowe. Wynikają one nie z prawdziwego gniewu społecznego, ale są podsycane przez przegrane partie lewicowe, które usiłują przekonać resztę społeczeństwa o błędzie, jaki popełnili wyborcy. Prawdziwe nastawienie mieszkańców przedmieść wyraża się raczej w powiedzeniu: "Poczekamy, zobaczymy". Bądźmy więc ostrożni w ocenach. Jest faktem, że w ciągu ostatnich dwóch lat relacje między władzą a tak zwanymi przedmieściami Francji były szczególnie negatywne. Po części było to spowodowane różnymi wypowiedziami Sarkozy'ego. Dlatego pierwsze dwa lub trzy miesiące rządów nowego prezydenta będą kluczowe.

Niezupełnie. Po prostu wydarzenia ostatnich dni stanowią pierwsze prawdziwe wyzwanie. Sarkozy będzie musiał znaleźć jakieś praktyczne rozwiązanie. Głęboki kryzys, który panuje dziś w społeczeństwie francuskim, wynika przede wszystkim z faktu, iż w jednym miejscu żyją tysiące ludzi, którzy mają całkowicie różne pochodzenie społeczne i kulturowe. Wszyscy oni chcą być traktowani jednakowo przez państwo. Niestety obywatelstwo nie oznacza równych praw. Dlatego coraz częstsze jest nastawienie antyspołeczne. W trakcie kampanii Sarkozy obiecał wiele reform. Należy pamiętać, że jako polityk odznacza się on wyjątkową inteligencją i intuicją, ale czegoś mu brakuje. Jego program, skonstruowany w duchu liberalizmu ekonomicznego, to wciąż za mało, by rozwiązać prawdziwe, palące problemy.

Przede wszystkim postawienie na zupełnie nowe cele - po pierwsze, na pomoc społeczną, czyli zwiększenie liczby instytucji i pracowników społecznych na przedmieściach. I po drugie - na politykę edukacyjną, która pozwoliłaby młodym ludziom myśleć nie tylko o zarabianiu na życie, ale także o budowaniu swojego życiorysu edukacyjnego i zawodowego. Tym jednak Sarkozy nie jest zainteresowany nawet w najmniejszym stopniu. Zachowań roszczeniowych nie będzie, jeśli sami będziemy pamiętać o wspieraniu postaw obywatelskich. Należy zaszczepić wśród ludzi mieszkających na przedmieściach świadomość polityczną. Powtarzać im: jeśli chcecie być obywatelami, nie palcie samochodów, tylko idźcie głosować. Zresztą liczba głosujących wśród młodych mieszkańców przedmieść i tak znacząco wzrosła w ciągu ostatnich dwóch lat.

Problemy społeczno-polityczne naprawdę nie muszą być mieszane z religią. Politycy francuscy, a wśród nich również Sarkozy, lubią mówić o "polityce w sprawach muzułmańskich". Nie ma niczego takiego. To pseudowspólnotowa retoryka, sposób na pozyskanie kilku kolejnych wyborców, ale nic więcej. Tymczasem pozycja, z której ja się wypowiadam, to perspektywa obywatelska, a nie muzułmańska. Potrzebujemy zaangażowania wyłącznie politycznego - zarówno ze strony obywateli, jak i rządu. A nie definiowania obywateli poprzez ich religię. Chciałbym, by Sarkozy to zrozumiał.

Zdecydowanie mi się nie podoba. Europa jest areną współpracy politycznej, a zarazem skarbcem różnorodności. To, co nowo wybrany prezydent mówi o Turcji, świadczy o tym, że ma zupełnie błędną koncepcję tego kontynentu, wykluczającą wszystko, co nie odpowiada logice bardzo zawężonego myślenia. Proszę zwrócić uwagę, że to jest myślenie niebezpieczne nie tylko dla wyznawców islamu. Zgodnie z nim Europa to przede wszystkim sześć państw założycielskich. Możliwa staje się sytuacja, w której część państw europejskich okaże się nagle "nieeuropejska". Europa jest w głębokim kryzysie, wywołanym w pierwszym rzędzie rywalizacją ze Stanami Zjednoczonymi, Chinami i Indiami. Pierwszoplanowym celem powinno być zatem budowanie w jej ramach zróżnicowanej - i jednocześnie zintegrowanej - wspólnoty społecznej.

U wielu osób, które zagłosowały na Sarkozy'ego, porozumienie między mną a nim wywołałoby z pewnością paniczny strach... A teraz na poważnie: pamiętajmy, że istnienie jednej płaszczyzny podobieństwa nie wystarczy, by utożsamić dwie osoby, przymykając oczy na wszystkie te kwestie, w których fundamentalnie się one ze sobą nie zgadzają. Jakiś czas po pamiętnej debacie telewizyjnej w 2003 roku, podczas której zażądał, bym całkowicie potępił praktykę kamienowania i wezwał kobiety muzułmańskie do zaprzestania noszenia chust, Sarkozy przysłał mi list. Jasno wynikało z niego, że zależy mu na ustanowieniu między nami bliższych relacji, jakiejś formy doradztwa.

To zależy, o czym mielibyśmy dyskutować i w jaki sposób. Gdyby istniała możliwość rozmowy o prawdziwych problemach: społecznym wymiarze przedmieść Francji, przyznaniu równych praw wszystkim obywatelom, niezależnie od tego, jakiego są wyznania i z jakich pochodzą kultur - byłbym z całą pewnością na to gotowy. Jestem jednak dość sceptyczny. Podczas kampanii prezydenckiej Sarkozy, a wraz z nim Ségole`ne Royal dowiedli, że żadnym z tych prawdziwych problemów nie są zainteresowani. Tego rodzaju tematy nawet nie pojawiły się w ich debacie! Oboje uosabiali brak jakichkolwiek realnych alternatywnych programów politycznych. Potrzebujemy polityków, którzy będą się konfrontować ze społeczeństwem, zamiast wymieniać nic nie znaczące argumenty o pożarach na przedmieściach. Tymczasem - przynajmniej na razie - nowy francuski prezydent: wydaje się całkowicie odizolowany od rzeczywistości, a przez to niezdolny do przedsięwzięcia reform, które przezwyciężyłyby głęboki kryzys francuskiego społeczeństwa.

p

, ur. 1962, teolog, filozof, pisarz polityczny, jedna z najważniejszych postaci współczesnego islamu. Urodził się i wychował w Szwajcarii, gdzie obronił doktorat z filozofii na uniwersytecie w Genewie. Opublikował m.in. "Aux sources du renouveau musulman" (2002) oraz "Le musulmans d'Occident et l'avenir de l'islam" (2003). W "Europie" nr 145 z 13 stycznia br. ukazała się jego wypowiedź w ankiecie "Kto jest wrogiem systemu?".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj