Dziennik Gazeta Prawana logo

Wierność Moskwie

5 listopada 2007, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 16 minut

Antoni Dudek stwierdza, że polscy komuniści dokonali radykalnego zerwania z wieloletnią tradycją "Polski jagiellońskiej upatrującej na Wschodzie terenów do ekspansji. Władza ludowa utrwalała wizję >>bratniego Wschodu<<, gdzie postępowe rozwiązania społeczne mogły być wcielane w życie nawet pomimo carskiego samodzierżawia. Przymiotniki >>antyrosyjski<< i >>antyradziecki<< stały się na dobrą sprawę synonimami. Reagowano histerycznie na wszelką krytykę pod adresem wschodniego mocarstwa niezależnie od tego, jakiego wycinka historii >>bratniego narodu<< owa krytyka dotyczyła.

Władze były szczególnie wyczulone na krytykę wymierzoną w sojusz polsko-radziecki. Przywódcy komunistycznej Polski panicznie bali się utraty zaufania Moskwy, przekonani bowiem byli, że tylko ścisły sojusz z ZSRR może ocalić Polskę przed próbami rewizji zachodniej granicy przez RFN. Jednocześnie jednak nie mieli złudzeń, że ceną za ten strategiczny sojusz jest ograniczenie suwerenności Polski".

Strach przed gniewem Kremla, nazwany przez Dudka "syndromem Dubczeka", zelżał dopiero po ogłoszeniu pierestrojki.

p

Rządzący Polską komuniści nie mieli złudzeń, że ich spojrzenie na historię jest zasadniczo odmienne niż większości społeczeństwa, a przebudowa świadomości historycznej Polaków wymagać będzie czasu. "My skazani jesteśmy, by dźwigać na plecach ogromny bagaż tysiącletnich doświadczeń - mówił pod koniec życia Jakub Berman - i proces odrywania się od tradycji (...) nie jest przez to procesem łatwym. (...) Tym bardziej że te wszystkie rojenia jagiellońskie połączone z marzeniami o wielkiej ekspansji na Wschód, które znamy z Sienkiewicza, żyją w świadomości Polaków ciągle, bo były przez wieki pielęgnowane w różnych środowiskach. (...) Jestem przekonany, że suma konsekwentnie prowadzonych przez nas działań przyniesie w końcu efekty i stworzy nową świadomość Polaków". Fundamentem tej ostatniej miała być zasadnicza zmiana stosunku nie tylko do ZSRR i jego aktualnej polityki, ale także całej historii Rosji i dziejów stosunków polsko-rosyjskich.

Nie sposób stwierdzić, w jakiej części proradzieckość i prorosyjskość kolejnych ekip rządzących Polską Ludową miała podstawy ideologiczne, w jakiej zaś geopolityczne czy wręcz czysto pragmatyczne (strach przed Wielkim Bratem), ale nie ulega wątpliwości, że oskarżenie artykułu, książki, przedstawienia czy filmu o "antyradzieckość" było najpoważniejszym zarzutem, jaki w PRL mógł paść wobec ich autora. Przy czym pojęcie "antyradzieckości" nie musiało wcale oznaczać wyłącznie treści odnoszących się do wydarzeń, jakie miały miejsce w związku z istnieniem ZSRR. Dobrze ilustruje to sprawa słynnej inscenizacji "Dziadów" Adama Mickiewicza, przygotowanej w 1967 roku przez Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym, którą w KC PZPR uznano za "antyrosyjską i antyradziecką". "Tłumaczyłem bezzasadność identyfikacji Rosji carskiej ze Związkiem Radzieckim" - wspominał Dejmek, ale jak wiadomo nie na wiele się to zdało i przedstawienie zostało zdjęte z afisza.

Nie znaczy to oczywiście, że kierownictwo PZPR identyfikowało Rosję przedrewolucyjną z ZSRR. Tam, gdzie była mowa o wielkich buntach chłopskich, reformach Piotra Wielkiego, a zwłaszcza ruchu rewolucyjnym w XIX wieku, Rosja jawiła się jako godny poprzednik Kraju Rad. Podobnie było w przypadku dokonań rosyjskiej kultury, sztuki i nauki, które promowano w najróżniejszy sposób. Przy tej okazji prezentowano jednak pogląd, że osiągnięcia te były możliwe mimo panowania reżimu carskiego, który był szkodliwy nie tylko dla interesów narodu polskiego, ale i rosyjskiego. Oceniając zawartość podręczników szkolnych do nauki historii z czasów PRL Joanna Wojdon zauważyła: "Wszelkie zło przypisywane było caratowi jako systemowi władzy, nie zaś Rosji jako państwu, a w żadnym wypadku nie narodowi rosyjskiemu, który żywić miał wobec Polaków jak najlepsze uczucia". W jej ocenie, pomijając ewidentne "przejawy agresji Rosji wobec Polski, podręczniki zawsze opisywały wydarzenia zgodnie z rosyjską racją stanu". Za klasyczny przykład reinterpretacji dziejów stosunków polsko-rosyjskich i trudności z tym związanych uznać można obchody stulecia wybuchu Powstania Styczniowego z 1863 roku, w ramach których eksponowano zwłaszcza współdziałanie z powstańcami "demokratów rosyjskich, ukraińskich i białoruskich" oraz poparcie wyrażane dla nich przez Marksa, Engelsa i I Międzynarodówkę. Ponieważ jednak trudno było na tej podstawie zbudować jakiś szerszy przekaz, w KC PZPR uznano za stosowne "ograniczenie imprez o charakterze masowym", co miało służyć "niedopuszczeniu do rozwinięcia propagandy antyrosyjskiej i tym samym antyradzieckiej [!]". W rezultacie, jak trafnie zauważył Marcin Zaremba, "efektem końcowym tej manipulacji było >>zgubienie<< w propagandowym opisie powstania kwestii wydawałoby się zasadniczej - przeciwko komu to powstanie wybuchło". Kulminacyjnym punktem obchodów rocznicy stało się otwarcie Muzeum w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Przemawiając na tej uroczystości, przewodniczący Rady Państwa Aleksander Zawadzki stwierdził, że Powstanie Styczniowe należy do postępowych tradycji w dziejach Polski i Europy, torujących drogę ku narodzinom "ruchu polskiej klasy robotniczej. Na tej drodze mogły polskie masy ludowe osiągnąć narodowe i społeczne wyzwolenie, którego ostatecznym i najpełniejszym wyrazem jest idąca drogą budownictwa socjalistycznego Polska Rzeczpospolita Ludowa". Te słowa dobrze ilustrują jedną z najważniejszych zasad propagandy historycznej komunistów, która zakładała, że znaczenie mają zwłaszcza te wydarzenia, które można przedstawić jako torujące drogę do Polski Ludowej.

Szczególnie ścisłej ochronie podlegały wszystkie sprawy związane z ZSRR oraz sojuszem polsko-radzieckim. Nie dotyczyło to jedynie krytycznych uwag pod adresem ZSRR, ale i informacji, które pośrednio mogłyby zostać zinterpretowane jako krytyczne. Dobrze ilustruje to zapis cenzury z 1974 roku, w którym pisano: "W relacjach o polskiej wystawie zorganizowanej w Moskwie z okazji jubileuszu XXX-lecia PRL należy unikać nadmiernej ekscytacji sukcesami poszczególnych wystawców, sugerujących czytelnikowi, iż niektóre wyroby polskie robią ogromną furorę wśród mieszkańców Moskwy i były dotychczas nieznane na radzieckim rynku". Konsekwencją graniczącej z obsesją obawy przed Moskwą były przypadki wycofywania z księgarń i bibliotek ocenzurowanych wcześniej książek, w których już po ich wydaniu dopatrzono się niewłaściwej treści. Taki los spotykał również książki historyków należących do PZPR. W wydanej w 1973 roku pracy Antoniego Czubińskiego "Kraj Rad. Lata zmagań i zwycięstw" zakwestionowano fragment dotyczący kolektywizacji rolnictwa, natomiast w "Zapisie pierwszej dekady 1945-1954" pióra Marii Turlejskiej doszukano się oskarżenia ZSRR o współudział w wywołaniu zimnej wojny. Jednak najbardziej zaskakujący był pretekst, pod jakim wycofano książkę Antoniego Szcześniaka i Wiesława Szota o historii Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której autorom zarzucono, iż "zajęli się tematem zastrzeżonym dla historyków radzieckich (rosyjskich)".

Najistotniejszą, pozaideologiczną przesłanką wierności Moskwie, było przekonanie władców PRL, że Polska nie będzie się w stanie samodzielnie przeciwstawić niemieckiemu ekspansjonizmowi, czego koronny dowód stanowiły dla nich wydarzenia z 1939 roku. Władysław Gomułka, podobnie jak pozostali przywódcy PRL, był autentycznie przekonany, że każda próba zmiany pojałtańskiego porządku geopolitycznego musi doprowadzić do rewizji polskiej granicy zachodniej. Znamienne, że Jakub Berman, należący do skonfliktowanej z Gomułką frakcji w PPR/PZPR rozumował niemal identycznie, mówiąc: "Co byśmy zrobili bez Jałty! Czym bylibyśmy? Księstwem Warszawskim!".

W przypadku Gomułki szczególny charakter miała obawa przed powtórzeniem syndromu Rapallo, czyli ewentualnego porozumienia między ZSRR i RFN, które miałoby się dokonać kosztem polskich Ziem Zachodnich i Północnych. "U podstaw polityki tow. Chruszczowa wobec NRF - mówił Gomułka wkrótce po obaleniu sowieckiego przywódcy - leżała koncepcja Rapallo: zakładał on, że NRF musi się zwrócić w stronę Związku Radzieckiego. Adenauer (...) wykorzystywał dla swoich celów tę koncepcję - łudził tow. Chruszczowa. (...) w rozmowach z tow. Chruszczowem przedstawialiśmy nasz krytyczny pogląd na jego koncepcję zbliżenia NRF do Związku Radzieckiego - nie dał się jednak przekonać". Wszelka poprawa na linii Moskwa-Bonn stawiała zaś pod znakiem zapytania zabiegi władz PRL o uznanie przez RFN polskiej granicy zachodniej, co było marzeniem Gomułki. Dlatego bardzo znaczącym wydarzeniem, wpływającym na myślenie przywódców PZPR o kwestii niemieckiej, stało się podpisanie traktatu granicznego z RFN w grudniu 1970 roku Większość przywódców PRL nie miała jak się wydaje, złudzeń co do rzeczywistych intencji Kremla, ale swoje przemyślenia na ten temat ujawniała zwykle już po odsunięciu od władzy. "Widziałem ograniczenia polskiej suwerenności. Decydowały o nich zarówno związki ideologiczne i polityczne, charakter ustrojowy państw, jak i obecność jednostek Armii Radzieckiej na terenie naszego kraju" - pisał w swoich pamiętnikach Edward Gierek. Znacznie bardziej dosadnie wypowiedział się na ten temat Władysław Gomułka: "Dawny wielkoruski szowinizm, panujący w monarchii carskiej, wkrótce po śmierci Lenina zaczął się modernizować, zmieniać barwę, coraz bardziej przystosowywał się, jak kameleon, do nowej radzieckiej rzeczywistości, aż wcielił się w przeróżnych formach w linię generalną KPZR, legł u podstaw polityki Związku Radzieckiego". Zarazem jednak obaj przywódcy PZPR, mimo dzielących ich różnic, nigdy nie zdecydowali się na posunięcie, które mogłoby ich narazić na utratę poparcia Moskwy. Gomułka miał w pamięci okoliczności swojego upadku politycznego z 1948 roku, zaś Gierek starał się rekompensować ożywione kontakty z przywódcami zachodnimi ostentacyjną czołobitnością wobec Leonida Breżniewa.

Strach władz PRL przed reakcją Kremla był najwyraźniej widoczny w okresie legalnej działalności NSZZ "Solidarność" w latach 1980-1981. Znalazło to wyraz zarówno w oficjalnej propagandzie, która nieustannie oskarżała tzw. ekstremalne skrzydło "Solidarności" o rozniecanie nastrojów antyradzieckich, jak i w nerwowych reakcjach tych przywódców PZPR, którzy oceniali, że tracą poparcie Moskwy. "Dziwią mnie metody, do jakich się uciekacie (...). Nie zasłużyłem na to (...) gorzkie to dla mnie doświadczenie, że straciliście do mnie zaufanie" - skarżył się w czerwcu 1981 roku szefowi prezydentury KGB w Polsce gen. Witalijowi Pawłowowi I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania. Strach przed gniewem Kremla, który nawiązując do wydarzeń z 1968 roku w Czechosłowacji można określić z kolei mianem syndromu Dubczeka, w jeszcze silniejszym stopniu występował u gen. Wojciecha Jaruzelskiego, w którego przypadku miał zresztą istotne uzasadnienie biograficzne, czyli deportację na Syberię w latach II wojny światowej. Syndrom Dubczeka zaczął słabnąć dopiero po objęciu władzy w ZSRR przez Michaiła Gorbaczowa i proklamowaniu przez niego pierestrojki. Charakterystyczny był przebieg obrad Sekretariatu KC PZPR jesienią 1986 roku, kiedy zastanawiano się też nad problemem białych plam w historii wzajemnych stosunków. "Podejmowaniu ich musi towarzyszyć wyobraźnia co do skutków. Nieodzowna ostrożność. Pierwszy raz towarzysze radzieccy zgodzili się rozmawiać na ten temat" - stwierdził podczas dyskusji Włodzimierz Natorf, ambasador PRL w Moskwie. Obawy te łagodził sam Jaruzelski, mówiąc: "Tow. Gorbaczow jednoznacznie opowiada się za podjęciem tych problemów przez historyków obu stron. (...) W świadomości społecznej, również nie bez naszej winy, tkwi sprawa Katynia (...).

My też byliśmy kiedyś nadgorliwi i mieliśmy swoje tragiczne procesy oficerów". Równocześnie generał proponował, by "pomyśleć o śmiałych, szokujących przedsięwzięciach, niemieszczących się w dotychczasowych ramach (np. może wizyta w Moskwie kardynała Glempa, może sprowadzenie prochów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego). Liczą się skutki". Te ostatnie okazały się rzeczywiście doniosłe, a dla gen. Jaruzelskiego zgoła szokujące.

p

, ur. 1966, historyk i publicysta. Pracownik naukowy Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ, którego jest absolwentem. Od roku 2001 pracuje w IPN, od lutego br. jako doradca prezesa. Opublikował szereg książek, m.in. "Pierwsze lata III Rzeczypospolitej 1989-2001" (2002), "Komuniści i Kościół w Polsce 1945-1989" (2003) oraz "Reglamentowana rewolucja. Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990" (2004).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj