Dziennik Gazeta Prawana logo

Tyranobójstwo

5 listopada 2007, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Michael Walzer jest jednym z najwybitniejszych filozofów współczesności. W głośnym tekście "Tyranobójstwo" zadaje pytanie: Czy mamy moralne prawo do zabicia tyrana? Czy zabijając go, nie zniżamy się do poziomu człowieka, który swą władzę oparł na mordowaniu innych? Jest to - obok pytania o zasadność stosowania tortur w walce z terrorystami - najpoważniejszy spór filozoficzny, jaki pojawił się na marginesie wojny w Iraku. Jego oczywiste tło stanowi egzekucja Saddama Husajna. Walzer należy do pokolenia naznaczonego przez wojnę w Wietnamie. W roku 1977, w dwa lata po zakończeniu tego konfliktu, wydał "Just and unjusts wars", obszerne studium dotyczące teorii wojny. Książka ta, która uczyniła go sławnym, stanowi jedno z najważniejszych dzieł poświęconych wojnie na przestrzeni dziejów, na równi z Grotiusem czy Clausewitzem. Walzer nie lekceważył okrutnego i tragicznego wymiaru wojny, podkreślał jedynie, że tylko wojny stanowiące uzasadnioną odpowiedź na agresję militarną, są wojnami sprawiedliwymi. To właśnie dlatego Walzer stał się jednym z najgorętszych krytyków koncepcji wojny prewencyjnej lansowanej przez administrację Busha. Jesienią tego roku Michael Walzer będzie gościem Debaty Dziennika.

p

Czy można być jednocześnie przeciwnikiem kary śmierci i zwolennikiem zabijania tyranów? Takie jest chyba moje stanowisko, chociaż fatalnie wykonana egzekucja Saddama Husajna, która bardziej przypominała barbarzyńską zemstę niż bezstronne wymierzenie sprawiedliwości, znacznie utrudniła mi trwanie przy obu tych poglądach naraz. A jednak uważam je za możliwe do pogodzenia ze sobą, mimo ich pozornej sprzeczności. Moim zdaniem państwo nie powinno zabijać ludzi skazanych za przestępstwa przeciwko innym ludziom - nawet tych, którzy popełnili straszne zbrodnie. Tylko atak z zewnątrz lub pomac innym zaatakowanym krajom usprawiedliwia państwo, że zajmuje się zabijaniem. Jego podstawową misją jest ochrona życia. Tyran popełnia jednak zbrodnie nie tylko przeciw jednostkom, ale również przeciw solidarności obywateli, przeciw dobru wspólnemu i samej idei wspólnoty politycznej. A to podnosi stawkę. Tyran nie jest zwykłym przestępcą. Zamach na tyrana nie stwarza problemów moralnych. To hegemon obdarzony pełnią władzy i aktywnie zaangażowany w prześladowanie swoich poddanych: jego więzienia są przepełnione, narzędzia tortur w ciągłym użyciu, szwadrony śmierci grasują po kraju, a poborcy podatkowi zdzierają z ludzi ostatni grosz. Tyran toczy ze swoimi poddanymi wojnę - rzeczywistą, nie metaforyczną - i zabicie go jest uprawnionym działaniem wojennym. Tyranobójstwo to czyn szlachetny i jego sprawców powszechnie się honoruje. Ale wyobraźmy sobie tego samego tyrana jako obalonego: jest jeńcem wojennym i nie można go po prostu zabić. Czy nie powinien być osądzony za swoje zbrodnie, a po wysoce prawdopodobnym skazaniu ukarany sprawiedliwie i humanitarnie? Pozbawiony władzy, za kratkami, w więziennym drelichu - dlaczego mielibyśmy traktować go inaczej niż, co uważamy za słuszne, w wypadku wszystkich innych więźniów?

Po raz pierwszy pisałem o tej kwestii w kontekście historii królów Karola I i Ludwika XVI - obalonych w drodze rewolucji, a następnie osądzonych przez rewolucjonistów. We Francji jakobini chcieli zgładzić Ludwika bez procesu, argumentując, że nie jest on obywatelem francuskim, lecz "wrogiem ludu", który nawet z więzienia zagraża obywatelom. Żyrondyści, których można uznać za centrolewicę rewolucji francuskiej, głosili pogląd, że Ludwik to "obywatel Louis Capet", oskarżony o przestępstwa tyranii i zdrady stanu, którego należy osądzić jak każdą inną osobę oskarżoną o przestępstwo, i - gdyby został uznany za winnego zdrady stanu - stracić jak każdego innego zdrajcę.

Kara śmierci istniała, a ponieważ dla żyrondystów podstawowym celem procesu było pokazanie, że Ludwik istotnie jest obywatelem jak każdy inny, wyłączanie go spod tej kary nie miało dla nich sensu. Ludwik twierdził, że rządzi z nadania bożego, a miał stanąć przed sądem ludzkim. Twierdził, że stoi ponad prawem, a miał zostać osądzony przez równych sobie. Twierdził, że jest nietykalny, a miał być stracony przez państwowego kata.

Tom Paine, wędrowny rewolucjonista, który był wówczas członkiem francuskiego zgromadzenia narodowego i sprzeciwiał się karze śmierci, zaproponował, by po procesie zesłać Ludwika do Stanów Zjednoczonych, gdzie dożyłby swoich dni jako zegarmistrz w republikańskiej Filadelfii. Byłoby to idealne zakończenie tej historii, ale tylko pod paroma warunkami: Ludwik by się zgodził, nie knułby powrotu na tron, a jego byli poddani mogliby widzieć (albo czytać o tym), że istotnie naprawia zegary. Czy zesłanie nieskruszonego króla wbrew jego woli położyłoby kres monarchii? Może nie, ale zabicie go też nie przyniosło takiego skutku. Mimo egzekucji Ludwika, po klęsce rewolucji królowie wrócili, tak samo jak wrócili po straceniu Karola, na przekór zapowiedzi Cromwella, że "odetnie królowi głowę razem z koroną". Ale zastali już inną rzeczywistość ustrojową. Egzekucja króla oznaczała koniec monarchii z bożego nadania, natomiast zesłanie nie musiało dać takiego rezultatu (królów już wcześniej zsyłano na wygnanie). Moim zdaniem jest to mocny argument tak za procesem, jak i za egzekucją.

Ale królów zabijano dlatego, że taki sam los na co dzień spotykał zwykłych przestępców. W Iraku stracono Saddama, ponieważ kara śmierci prawnie obowiązywała i była powszechnie akceptowana. Mamy więc tutaj stanowisko łatwiejsze do obrony niż to, które zarysowałem na początku: chcę znieść karę śmierci, ale nie chcę, by pierwszym tego beneficjentem był tyran. Niech to będzie zwykły człowiek, który nigdy nie miał pełni władzy, który nigdy brutalnie i okrutnie nie pomiatał milionami ludzi. Ale czy zabijając brutalnego i okrutnego władcę, nie powielamy jego zachowań? Proces tyrana w pewnym sensie jest procesem pokazowym, ze znanym z góry wyrokiem (ponieważ fakty sprawy nie budzą wątpliwości). Tyran ma jednak możliwość przemówienia do sądu i narodu, usprawiedliwiając swoje postępowanie w wybrany przez siebie sposób, a jego adwokaci mają przynajmniej szansę zweryfikować i podważyć zgromadzone przeciwko niemu dowody. A kiedy zostanie skazany, wymierza mu się najwyższą karę, ponieważ tylko egzekucja definitywnie kładzie kres tyrańskim rządom. Tylko egzekucja pozwala dokonać zamknięcia, którego potrzebuje wspólnota polityczna. Wyobraźmy sobie jednak, że karę śmierci zniesiono już wcześniej. Czy nadal byłbym za straceniem tyrana? Nie sądzę, żeby ta kwestia kiedykolwiek zaistniała w praktyce, ponieważ nie znamy tyranów, którzy by rządzili nie mając do pomocy kary śmierci. Państwo tyrańskie zawsze uprawia zabijanie, więc może zachodzi też odwrotna zależność: państwo, które nie uprawia zabijania, nie może być tyrańskie. Jeśli tak, to egzekucja tyrana powinna być ostatnią.

p

, ur. 1935, filozof polityki. Czołowy przedstawiciel amerykańskiej liberalnej lewicy, jeden z najważniejszych myślicieli komunitariańskich. W swoich książkach podejmuje tematy związane z teorią polityki i filozofii moralnej, naturą wojny i nierównościami społecznymi. Współtwórca, wraz z Mitchellem Cohenem, kwartalnika "Dissent", jednego z najważniejszych pism amerykańskich i intelektualistów. W "Europie" opublikowaliśmy między innymi wywiad z Walzerem "O lojalności wobec wspólnot, w których żyjemy" - w nr 42 z 19 stycznia 2005 r.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj