Rodzice 11-latka z Wieruszowa (Łódzkie) podarowali mu na Dzień Dziecka telefon komórkowy. A chłopiec pierwsze, co zrobił, to zadzwonił do miejscowej przychodni, alarmując o rzekomo podłożonej bombie. Teraz niesfornym dzieciakiem zajmie się sąd rodzinny.
Ładunku oczywiście w przychodni i laboratorium nie było, ale na czas przeszukania pomieszczeń trzeba było ewakuować wszystkich pracowników i pacjentów. Akcję sprawnie przeprowadzili policjanci i strażacy. Jednocześnie mundurowi ustalali, do kogo należy telefon, z którego dzwoniono z informacją o bombie.
Po dwóch godzinach wszystko było jasne. Do przychodni zatelefonował 11-letni chłopiec, który dopiero co dostał komórkę. Rodzice pewnie myśleli, że w ten sposób będą go mieli pod stałą kontrolą. Jednak teraz grozi im dużo większy wydatek niż telefon. Jest więcej niż pewne, że będą musieli zapłacić za ewakuację i przeszukanie przychodni.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane