Pewien niemiecki turysta to prawdziwy geniusz intelektu. Nie chciał się spóźnić na samolot, więc zadzwonił na lotnisko w Weronie, i powiedział, że w maszynie... jest bomba. Telefonował jednak z własnej komórki, więc policja namierzyła go bez żadnych problemów.
Zaalarmowani telefonem pracownicy lotniska jak zwykle w takich wypadkach zamknęli port i zaczęli szukać ładunku. Na szczęście żadnej bomby nie było.
Policjanci szybklo złapali tego, który ogłosił alarm. Okazało się, że to niemiecki turysta. Nie chciał spóźnić się na samolot, wpadł więc na pomysł, by opóźnić lot alarmem bombowym. Może jednak na następny samolot do domu poczekać długo, bo za fałszywy alarm może spędzić nawet rok w więzieniu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl