Dziennik Gazeta Prawana logo

Wampir z Kowar od dziecka lubił zadawać ból

13 października 2007, 16:12
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Adam Z., od trzech dni znany całej Polsce jako Wampir z Kowar, już jako dziecko nie był grzecznym chłopcem. "Lubił zadawać ból, patrzeć na cierpienie innych. Nieważne, czy były to małe kotki, czy koledzy" - pisze "Fakt". Kilka lat temu trafił na siedem lat do więzienia za dźgnięcie nożem sąsiadki. Po wyjściu na wolność brutalnie zamordował dwie kobiety.

Niski, ledwo podmurowany dom. To tutaj Adam Z. spędził pierwsze lata życia. W oparach wódki, będąc świadkiem libacji. Gdy miał pięć lat, zgwałcił go jego ojciec Leszek Z. - pisze "Fakt".

Matka, Elżbieta P., wyrzuciła z domu ojca. Ale to nie znaczyło wcale, że sytuacja się poprawiła. "Ojciec zniknął, pojawili się nowi kompani libacji. Sąsiedzi pamiętają, że wódka lała się strumieniami. Wśród tych strumieni przechadzał się mały Z. Podobało mu się" - pisze "Fakt".

Adam Z. już wtedy lubił męczyć zwierzęta, zwłaszcza małe koty. "W szkole podstawowej nr 1 miał opinię brutalnego łobuza. Uwielbiał straszyć i terroryzować kolegów, bić ich. Z czasem stawał się też coraz bardziej bezczelny wobec nauczycieli. Pyskował, awanturował się" - pisze "Fakt".

Pod koniec siódmej klasy w ogóle przestał się pojawiać w szkole. Do ósmej klasy nie poszedł nigdy. I nigdy nie odebrał swojego ostatniego świadectwa szkolnego.

"Zaczął wieść życie lumpa. Awantury, rozboje, libacje. Trochę pomieszkiwał u matki, gdzie popijawy nigdy się nie kończyły, trochę się szlajał. Młodsze rodzeństwo trafiło do domu dziecka. On trafił na ulicę. Pozbawiony jakiejkolwiek kontroli, stwarzał coraz większe zagrożenie. Kradł i się awanturował. Miał też osobliwe hobby" - pisze "Fakt".

Wampira z Kowar często można było spotkać przy miejskich stawach. Nago. Obnażał się też w innych miejscach publicznych. "Stawał się coraz bardziej niebezpieczny. Pewnego dnia dostał szału i rzucił się z nożem na sąsiadkę. Dźgnął ją. Potem tłumaczył się, że... chciał ją tylko okraść" - pisze "Fakt".

Sąd skazał go na siedem lat więzienia. Wyszedł po pięciu. Przez chwilę żył spokojnie. Ludzie nie skarżyli się na niego, podobno umiał być sympatyczny. "To były jednak tylko pozory. Nie potrafił sobie poradzić z agresją. Nigdy jeszcze nie zabił. W jego głowie pojawiło się przeświadczenie, że to najwyższy czas" - pisze "Fakt".

Znalazł miejsce na pułapkę. Środek lasu, tędy czasami mieszkańcy Kowar skracali sobie drogę. Tak jak Dorota Z. Jego pierwsza ofiara. Zabił brutalnie, długo pastwiąc się nad bezbronną kobietą. Ciało porzucił w betonowej studni. Tydzień po pierwszej zbrodni zabił po raz drugi. Równie okrutnie. Ofiar nie znał.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj