17 osób związanych z dawnym samorządem stołecznym i były wiceburmistrz gminy Paweł Bujalski - prokuratura chce, by stanęli oni przed sądem. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej
Warszawa-Praga Renata Mazur potwierdziła informacje tygodnika "Wprost", że jeszcze w tym tygodniu skieruje do sądu akt oskarżenia.
W 2006 r. Bujalski był dwa razy zatrzymywany przez policję. Byłemu politykowi PO zarzuca się m.in. wzięcie w latach 90. trzech łapówek na kwotę niemal miliona zł. Ówczesny prokurator
krajowy Janusz Kaczmarek mówił, że jego zatrzymanie wraz z trzema innymi osobami, to kolejny cios w tzw. "układ warszawski". Ale we wrześniu 2006 r. sąd zwolnił Bujalskiego z
aresztu za kaucją 250 tys. zł. Wówczas minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mówił, że cała sprawa potwierdza przekonanie byłego prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego o układzie
korupcyjnym w mieście.
Bujalski miał przyjąć łapówki w latach 1995-1997, gdy pełnił funkcję zastępcy prezydenta Warszawy w gminie Centrum. Łapówki miały pochodzić od przedstawiciela firmy Baza (20 tys. zł),
od przedstawiciela firmy Energotel (300 tys. zł) oraz od firmy Warimpex Finanz und Beteiligungs AG z Wiednia (100 tys. dolarów) w zamian za zgodę na budowę biurowca przy ul. Siennej i hotelu
Intercontinental przy ul. Emilii Plater w Warszawie. W dwóch ostatnich sprawach pośrednikiem miał być zamordowany w 2005 r. były szef Rady Gminy Centrum Bogdan Tyszkiewicz, powiązany z gangiem
pruszkowskim. Bujalski nie przyznaje się do winy.
Nie tylko Bujalskiego miał w zeznaniach pogrążyć Tyszkiewicz. Obciążył też byłego prezydenta stolicy Pawła Piskorskiego, obecnie eurodeputowanego. Jak podaje tygodnik
"Wprost", Tyszkiewicz przyznał, że przekazywał Piskorskiemu łapówki. Prokuratura sprawdza czy możliwe jest zatrzymanie eurodeputowanego i jakie są procedury uchylenia mu
immunitetu. Sam Piskorski wiele razy zaprzeczał tym zarzutom.
Z kolei w listopadzie 2006 r. zatrzymano podejrzanych o wręczanie łapówek byłym urzędnikom Warszawy dwóch właścicieli klubu "Labirynt". Włodzimierz i Piotr F. (ojciec i syn) wyszli na wolność, bo złożyli obszerne wyjaśnienia i przyznali się do winy. Według DZIENNIKA, zeznania F. "to bomba". Obaj mieli kontakty z byłym prezydentem stolicy Pawłem Piskorskim.