Wyrok wobec 26 osób, w tym prezesa spółdzielni Zenona P., zapadł w lipcu ub. roku przed sądem rejonowym w Ostródzie. Sąd uniewinnił wówczas oskarżonych od większości zarzutów stawianych przez prokuraturę. Prezesa Pojezierza obwinianego o 20 przestępstw uznano winnym jedynie dwóch - umożliwienia wstępu na zebrania członkowskie osobom nieuprawnionym, co mogło wpływać na wyniki głosowań, korzystne dla władz spółdzielni. Zenon P. został skazany na półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata i zakaz pełnienia stanowisk kierowniczych w spółdzielniach.

Reklama

Wyrok ostródzkiego sądu nie jest prawomocny. Ze względu na obszerność sprawy, której akta liczą 42 tys. stron, dopiero pod koniec stycznia 2011 r. sąd przekazał stronom pisemne uzasadnienie wyroku. Mają 14 dni na złożenie apelacji.

Jak poinformował w środę prokurator okręgowy w Elblągu Zbigniew Więckiewicz, prokuratura złożyła już do sądu wniosek o uchylenie wyroku, podważając zarówno uniewinnienia jak i wymiar zasądzonych kar. Apelacje zapowiadają również oskarżeni, w tym b. prezes Zenon P., który - jak powiedział PAP - "oczekuje całkowitego oczyszczenia".

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w spółdzielni Pojezierze wszczęto w 2000 r. Prowadziły je prokuratury w Olsztynie i Łomży, a w 2005 r. - decyzją prokuratora generalnego - akta przekazano do Prokuratury Okręgowej w Elblągu. Rok później skierowała ona akt oskarżenia do sądu w Ostródzie.

Na ławie oskarżonych zasiadł były zarząd, pracownicy, radcy prawni i inne osoby związane ze spółdzielnią. Zarzuty dotyczyły fałszowania wyborów i dokumentów, nakłaniania do składania fałszywych zeznań, a także narażenia spółdzielni na "stratę w wielkich rozmiarach". Władzom spółdzielni zarzucano wybranie niekorzystnej oferty zakupu podzielników ciepła i zaniżenie cen mieszkań w tzw. budynku prominenckim, gdzie zamieszkały m.in. osoby związane z olsztyńskim wymiarem sprawiedliwości.

Reklama

Nieprawidłowości w zarządzaniu spółdzielnią Pojezierze przez lata media określały jako "największą aferę spółdzielczą w kraju". Osobą, która je tropiła i ujawniała, była Lidia Staroń, obecnie poseł PO.