W październiku Sąd Okręgowy w Warszawie stwierdził, że Tomasz Turowski jest kłamcą lustracyjnym, ale jednocześnie w tajnym orzeczeniu napisano, że mogła zajść "sytuacja nielojalności państwa wobec swojego funkcjonariusza, który został postawiony w sytuacji bez wyjścia". Orzeczenie jest tajne, a jego fragment ujawnia "Gazeta Wyborcza".

Z jej informacji wynika, że Turowski o zastrzeżeniach, jakie IPN ma do jego oświadczenia lustracyjnego, dowiedział się 13 grudnia 2010 roku. Prokurator Aneta Rafałko z Biura Lustracyjnego Instytutu zadzwoniła do niego do Moskwy i oświadczyła, że za trzy dni ma się stawić na przesłuchaniu w Warszawie. "Turowski był w szoku, że podała tę informację na normalną, niechronioną w żaden sposób linię. Dla niego oznaczało to, że służby rosyjskie, które kontrolują telefony ambasady, dowiedziały się, jaką pełni funkcję" - mówi "Gazecie Wyborczej" dyplomata, który rozmawiał z Turowskim po tym telefonie.

Turowski odmówił stawienia się na przesłuchaniu, a o telefonie z IPN poinformował szyfrogramem Agencję Wywiadu. 17 grudnia w "Rzeczpospolitej" ukazał się artykuł dotyczących stawianych mu przez Instytut zarzutów. Wkrótce potem MSZ wydało oświadczenie, że misja Turowskiego w Moskwie została zakończona, choć formalnie do końca pracy na placówce zostały mu trzy lata.  

Okazuje się, że Turowski nie był jedynie dyplomatą i ambasadorem tytularnym w Moskwie. W czasie procesu ujawniono, że do 2007 roku był on na etacie w Agencji Wywiadu. Gdy skończył 60 lat, przeszedł na emeryturę. By jednak móc wciąż pracować, został współpracownikiem służby. Wykonywał te same zadania, jednak zmiana statusu wiązała się z obowiązkiem złożenia przez oświadczenia lustracyjnego - obowiązku tego nie miał jako pracownik etatowy. 

"Gazeta Wyborcza" ujawnia też, w jaki sposób PN dotarł do materiałów, które pozwoliły wytoczyć mu proces. "Po przejściu na emeryturę jego dokumenty zostały przesłane do jawnych akt Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA" - czytamy w dzienniku. Wynika z nich, że jego PRL-owska działalność jest w nich zapisana jako służba w milicji i MSW. A to wystarczyło, by wszcząć postępowanie.

Turowski był związany ze służbami specjalnymi od 1972 roku. Działał w wywiadzie PRL, został wysłany m.in. do Watykanu jako kleryk w zakonie jezuitów. Potem przeniósł się do Francji. Wśród jego zadań było m.in. przenikanie do struktur jezuitów, a także do środowiska paryskich "Spotkań". W 1990 roku został pozytywnie zweryfikowany, a w 1993 roku rozpoczął pracę w MSZ. Wciąż pozostawał na "podwójnym etacie".