Markowi M., jednemu z najbardziej znanych obrońców, zostały postawione zarzuty karne w wydziale przestępczości zorganizowanej i korupcyjnej stołecznej prokuratury – dowiedział się DGP. Śledczy podejrzewają, że choć wystawiał wysokie rachunki strategicznej spółce PSE Operator to nie świadczył na jej rzecz usług prawnych.

Reklama

Fakt przedstawienia zarzutów mecenasowi potwierdza rzecznik warszawskiej prokuratury apelacyjnej Zbigniew Jaskólski Śledztwo zostało przez nas wszczęte po analizie doniesienia, które złożył zarząd spółki – tłumaczy.

Według naszych ustaleń doniesienie było efektem kontroli wszystkich wydatków w państwowej firmie energetycznej, którą w 2009 roku poleciła przeprowadzić nieżyjąca już prezes Stefania Kasprzyk. Audytorzy prześwietlili m.in koszty usług prawnych świadczoncych przez zewnętrzne kancelarie. Okazało się, że tylko między styczniem a listopadem 2009 roku sięgnęły około 6 mln zł.

Nie ma nic podejrzanego w korzystaniu przez spółkę zajmującą się całą krajową siecią przesyłową z usług prawników. Dziś każda inwestycja lub remont oznaczają liczne protesty mieszkańców. Lepiej korzystać z usług zewnętrznych prawników, niż na stałe zatrudniać ich setki – tłumaczy DGP osoba znająca specyfikę tej firmy.

Liderem zestawienia stworzonego przez audytorów, z kwotą ok. 2,5 mln, była kancelaria, w której partnerem jest właśnie mecenas Marek M. Dodatkowo stwierdzili, że za częścią faktur wystawianych przez mecenasa nie szła praca. Ich podejrzenia potwierdzili prokuratorzy i zdecydowali o przedstawieniu zarzutów wpływowemu prawnikowi.

Zarzut przedstawiony mecenasowi M. jest moim zdaniem absurdalny. Dotyczy wprowadzenia w błąd klienta co do prowadzenia sprawy. Ale nie znajduje oparcia w materiale dowodowym. Wręcz przeciwnie – dowody wskazują na pełne zaangażowanie mecenasa i jego współpracowników w prowadzone sprawy, uczestniczenie w czynnościach procesowych, stały kontakt z klientem – tłumaczy adwokat Wojciech Tomczyk, który jest obrońcą mecenasa M.

W ogóle przyjęcie założenia, że prokuratura bada rachunki adwokata wcześniej szczegółowo zweryfikowane i zaakceptowane przez klienta, stanowi zagrożenie dla całej adwokatury jest bowiem kolejną, niedopuszczalną próbą złamania świętej zasady tajemnicy adwokackiej - dodaje. O nieprawidłowościach poinformowała nas spółka. Jak widać w podmiotach komercyjnych, podobnie jak w administracji państwowej, zdarzają się również ludzie działający na ich szkodę – tłumaczy DGP jeden z prokuratorów.

Sam mecenas M. po przedstawieniu zarzutów pojawia się w siedzibie stołecznej prokuratury apelacyjnej w podwójnym charakterze: jako podejrzany oraz obrońca innych podejrzanych w najgłośniejszych prowadzonych tutaj śledztwach. Wśród jego klientów jest wiceprezes PKN Orlen podejrzany o przyjmowanie łapówek w zamian za przyznawanie intratnych kontraktów. Od niedawna mecenas M. pracuje również dla kluczowego menedżera w informatycznym gigancie IBM, podejrzanego o udział w największej polskiej korupcyjnej aferze.

Według prokuratorów i agentów CBA badających tzw. e–aferę menedżer wręczał gigantyczne łapówki Andrzejowi M., dyrektorowi Centrum Projektów Informatycznych, który decydował o inwestycjach w e–administrację. Mecenas M. został jego obrońcą po tym, jak sąd odrzucił zażalenie na stosowanie aresztu tymczasowego.

Nasza rada adwokacka analizowała przypadek mecenasa M. Prokuratura odmówiła jednak przekazania nam jakichkolwiek materiałów, na podstawie których sformułowano zarzuty. Dla nas to oznacza, że mecenas pozostaje osobą niewinną. W taki sposób można by wykluczyć każdego niewygodnego adwokata – mówi DGP rzecznik stołecznej adwokatury mecenas Jakub Jacyna.

Stołeczna adwokatura uważa, że mecenas M. jest niewinny