Reklama

Jak podaje Radio ZET pozew w sprawie awaryjnego lądowania samolotu Boeing 767, pilotowanego przez kapitana Tadeusza Wronę, trafił wczoraj do sądu w Chicago. W imieniu pierwszej grupy ponad dziewięćdziesięciu pasażerów wystąpiły międzynarodowe kancelarie, specjalizujące się w odszkodowaniach związanych z lotnictwem: Stewarts Law z Londynu, Wisner Law Firm z Chicago i warszawsko-krakowska kancelaria Budzowska Fiutowski i Partnerzy.

Jako stronę pozwaną, kancelarie wskazują amerykańską firmę konserwacyjną Mach II, która dokonała inspekcji samolotu i zezwoliła na jego wylot z lotniska Newark w New Jersey. Drugim pozwanym jest Boeing Company.

Pozwy sądowe po awaryjnym lądowaniu są dość powszechne. W 2010 r., dwa lata po feralnym locie MD82 linii American Airlines, który musiał awaryjnie lądować w Chicago, 55-letnia Jewel Thomas pozwała przewoźnika o odszkodowanie, twierdząc, że wypadek spowodował u niej trwałą traumę. Firmy ubezpieczeniowe, z których kieszeni są wypłacane odszkodowania, próbują wpływać na pasażerów, by nie pozywali linii lotniczych. Po słynnym wodowaniu lotu US Airways na rzece Hudson w 2009 r. część pasażerów twierdziła, że w zamian za niezłożenie pozwu ubezpieczyciel oferował im po 10 tys. dol.

Przed rozpoczęciem procesu w sprawie boeinga, który lądował w Warszawie, raport opublikowała Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Jej ustalenia nie są korzystne dla producenta maszyny ani dla kapitana Wrony.

PKBWL napisała, że zawiódł system hydrauliczny odpowiedzialny za wysunięcie kół. Podwozie mogło jednak zostać wysunięte przez system elektryczny, ale wyłączony był bezpiecznik odpowiedzialny za instalację alternatywną.

Komisja twierdzi, że przypadkowe wyłączenie bezpiecznika jest bardzo trudne, ale możliwe. Jednak całość instalacji elektrycznej awaryjnego wypuszczania podwozia była sprawna. I koła mogły zostać wysunięte. Podczas lądowania nikt z 220 pasażerów oraz 11 członków załogi nie odniósł obrażeń.