Nagle, przed dwoma tygodniami, ze stanowiska dyrektora biura służby kryminalnej w Komendzie Głównej Policji zrezygnował inspektor Marek Ślizak. Nie udało nam się ustalić przyczyn - poza potwierdzeniem, że była to jego własna decyzja.
- - wyjaśnia nam doświadczony oficer komendy głównej policji.
Aktualnie biurem kieruje "pełniący obowiązki" dyrektora inspektor Mariusz Wiatr. Nie ma on jednak doświadczenia w kierowaniu dużymi strukturami policji - do niedawna był wyłącznie komendantem miejskim policji w Kielcach. Jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że w ogóle nie ma on zastępcy, który nadzorowałby pion techniki operacyjnej.
- - wyjaśnia nasz rozmówca.
I to właśnie spośród funkcjonariuszy tego pionu będą rekrutować się "opiekunowie" Mariusza Trynkiewicza, gdy 11 lutego po 25 latach znajdzie się on poza murami więzienia. W operację może być - każdej doby - zaangażowanych nawet 16 funkcjonariuszy. To niezbędne minimum, aby zapewnić skuteczną inwigilację, a im samym konieczną rotację. Na same tylko pensje dla członków tego zespołu trzeba będzie wydać w ciągu pół roku 400 tysięcy złotych. Dalsze koszta tej operacji jak samochody, sprzęt elektroniczny, to drugie tyle. Tymczasem dyrektorzy służby więziennej już zapowiedzieli, że będą chcieli, aby sąd przynajmniej dziesięciu wychodzących na wolność przestępców uznał za "niebezpiecznych".
- - mówi oficer policji. -
Większość ekspertów, których prosiliśmy o opinię, uważa, że policjanci i tak nie będą w stanie upilnować Mariusza Trynkiewicza. Dlatego należy się liczyć z tym, że popełni on zbrodnię. - - mówił nam generał Marek Hebda, były wiceszef policji odpowiedzialny za piony operacyjne.
Innego zdania jest wyłącznie Zbigniew Rau, który jako wiceminister spraw wewnętrznych nadzorował pracę policji: - - komentuje.
CZYTAJ TAKŻE: Do końca procesu pozostał spokojny, nigdy nie okazał skruchy, nigdy nie przeprosił. Kim jest Mariusz Trynkiewicz? >>>