Ogłoszony pod koniec 2013 roku przez Urząd Komunikacji Elektronicznej przetarg na rozbudowę Platformy Lokalizacyjno-Informacyjnej z Centralną Bazą Danych to prawdziwy rodzynek. Oprócz ceny wzięto w nim pod uwagę także „merytoryczną wartość oferty”. Choć cena i tak była decydująca, bo dostawało się za nią 60 proc. punktów.
NIK skontrolowała przetargi rozpisane w latach 2012–2014 w 13 instytucjach. Oprócz UKE tylko PKP PLK i MSZ zdarzało się ogłaszać przetargi, w których nie kierowano się wyłącznie najniższą ceną.
Chociaż prawo zamówień publicznych nie obligowało urzędników do wybierania kryterium najniższej ceny, z danych Urzędu Zamówień Publicznych wynika, że w ostatnich pięciu latach niemal dziewięć na 10 przypadków rozstrzygnięto na tej podstawie. NIK najostrzej oceniła właśnie dyktat ceny. – czytamy.
I choć kontrola zakończyła się po wejściu w życie nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych, która na urzędników nałożyła obowiązek uwzględniania większej liczby kryteriów (i wpłynęła na statystyki), eksperci oceniają, że codziennej praktyki przy zamówieniach publicznych zmienić się nie udało.
– – ocenia mecenas Jakub Baraniewski, autor blogu Udzielanie-zamowien-publicznych.pl. – – dodaje prawnik.
GDDKiA latami stosowała wyłącznie najniższą cenę. Tak było choćby przy przetargach na budowę odcinków autostrady A1 pod Łodzią lub odcinka drogi S69. – – dodaje dr Łukasz Bernatowicz z BCC. – – dodaje ekspert.
NIK skrytykowała nie tylko dyktat ceny. Jednym z problemów jest nadużywanie prawa do podziału zamówienia na części. – czytamy.
Izba gani jednak nie tylko urzędy, ale także obowiązujące przepisy. Jak wylicza NIK, Krajowa Izba Odwoławcza, do której można się odwoływać na wypadek sporów przy przetargu, aż w 5371 przypadkach orzekała w jednoosobowym składzie, a jedynie w 1296 przypadkach – w trzyosobowym. Te trzyosobowe składy po zmianie prawa z 2009 r. są możliwe tylko w szczególnie trudnych sprawach. – piszą inspektorzy NIK.