powiedział przed sądem Lech Wałęsa.
Zdaniem b. prezydenta, - zaznaczył.
- ocenił Wałęsa. Pytany o wiarygodność książek Cenckiewicza, Wałęsa odpowiedział, że to - podkreślił.
H. Jagielski zapewnił przed sądem, że nie podpisywał żadnego zobowiązania do współpracy z SB. - podkreślił.
Jako świadek zeznawał w piątek przed sądem 83-letni Ryszard Janiec, pracujący dawniej jako elektryk w Stoczni Gdańskiej. - mówił świadek.
Przed rozpoczęciem rozprawy, kilkunastoosobowa grupa z Komitetu Obrony Demokracji wywiesiła przed budynkiem sądu transparent wyrażający poparcie dla Wałęsy. Działacze KOD uczestniczyli później jako publiczność na rozprawie.
Proces toczy się od maja przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. Jagielski żąda od Wałęsy przeprosin i 20 tys. zł. za nazwanie go tajnym współpracownikiem SB. Następna rozprawa odbędzie się 26 stycznia.
Rejestrację Jagielskiego potwierdził na pierwszej rozprawie, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego Sławomir Cenckiewicz. Przyznał wówczas, że pracując wraz z Piotrem Gontarczykiem nad książką "SB a Lech Wałęsa" (wydana w 2008 r. przez IPN) odkrył, że SB zarejestrowała Jagielskiego w latach 60. jako swojego tajnego współpracownika o pseudonimie "Rak".
- zeznał Cenckiewicz.
Historyk przyznał, że przypadek Jagielskiego, to sprawa "dość złożona". Tłumaczył, że po rozmowach z Jagielskim i kwerendzie akt uznał, że ta historia jest incydentalna. - zaznaczył.
W ocenie Cenckiewicza, sam fakt rejestracji kogoś jako tajnego współpracownika, nie wystarcza, żeby uznać taką osobę za agenta.