Szef KNF, Marek Chrzanowski - jak pisze "Gazeta Wyborcza" - zaprosił 28 marca na spotkanie jednego z najbogatszych Polaków. Jako, że rozmowa miała być w cztery oczy, Leszek Czarnecki zabrał ze sobą dyktafon, by nagrać rozmowę. Mim, że w gabinecie włączono antypodsłuchowe urządzenia i jedna z nagrywarek Czarneckiego przestała działać, druga jednak funkcjonowała bez problemu. 

Szef KNF - jak pisze "Gazeta Wyborcza" - zapewniał o tym, że jest życzliwy wobec banków Czarneckiego. Potem opowiadał o planach członka KNF, rekomendowanego przez prezydenta, Zdzisława Sokala. Między nami, to Zdzisław ma swój plan, który wygląda w ten sposób, że on uważa, że Getin powinien upaść, za złotówkę zostać przejęty przez jeden z tych dużych banków i on chciałby dokapitalizować to kwot dwóch miliardów złotych. Czyli już ten bank, który to przejmie -tłumaczy. Obaj rozmówcy oceniają ten plan, jako niezgodny z prawem. Po prostu się zastanawiam, że tak powiem jaki jest cel działania drugiej strony. Bo jeżeli celem jest przejęcie tego banku za złotówkę i przekazanie go czy też znacjonalizowanie, to nazywam rzecz po imieniu: to jest po prostu kradzież. Coś nieprawdopodobnego - twierdził w odpowiedzi Leszek Czarnecki.

Podczas rozmowy - jak pisze "Wyborcza" - szef KNF zapytał założyciela Getin Banku "czy nie widzi jakiejś potrzeby zwiększenia swoich zasobów, jeżeli chodzi o prawników". Zasugerował też, że wynagrodzenie tego prawnika, który miałby się zająć restrukturyzacją, powinno być powiązane z wynikami banków. Jak pisze "Wyborcza", Chrzanowski miał pokazać wtedy kartkę z napisem "1 proc". Wylądowała też wtedy na stole wizytówka radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka, który przez cztery miesiące był członkiem rady nadzorczej GPW, rekomendowanym przez PKO BP.

Na koniec rozmowy Chrzanowski stwierdził, że w interesie polskiego systemu bankowego jest to, żeby ten bank [Getin Noble Bank - red.] działał. I tak, jak panu podkreśliłem, ja nie rozumiem tego, że w pewnych kręgach banki, które funkcjonują z kapitałem niemieckim, są lepiej traktowane niż banki, które funkcjonują z kapitałem polskim - miał powiedzieć szef KNF.

Po tej rozmowie Leszek Czarnecki nie spotkał się z prawnikiem, którego polecał mu jego rozmówca. Nie brałem tego w ogóle pod uwagę. To mogła być prowokacja, czy dam się skorumpować - tłumaczy "Gazecie Wyborczej". Sugeruje też, że kontrola, która weszła do jego banku dwa miesiące po rozmowie z szefem KNF, to ostrzeżenie, by wreszcie porozmawiał z radcą prawnym.

Dopiero w maju przekazuje też nagrana swojemu prawnikowi, Romanowi Giertychowi, który wysyła zawiadomienie do prokuratury w listopadzie. Dlaczego tak długo zwlekano? To była bardzo trudna decyzja. Wiem, że po tym nastąpi burza. Musiałem przygotować banki, których jestem właścicielem - podsumował.

KNF: To próba wywierania wpływu

Na artykuł zareagowała już KNF. "Urząd KNF odczytuje opisane w artykule działania p. Leszka Czarneckiego jako próbę wywierania wpływu na Komisję Nadzoru Finansowego poprzez szantaż, o czym świadczy brak niezwłocznego powiadomienia prokuratury przez p. Czarneckiego w marcu br., do czego był zobowiązany w przypadku uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa przez Przewodniczącego KNF. Informacje te pojawiają się w momencie, kiedy media donoszą o problemach związanych z procesem dystrybucji instrumentów finansowych spółki GetBack SA
przez Idea Bank SA i potencjalnych działaniach Komisji Nadzoru Finansowego w tym zakresie. Przewodniczący KNF Marek Chrzanowski podjął kroki prawne w związku z fałszywymi oskarżeniami wysuwanymi przez p. Czarneckiego oraz w związku ze zniesławieniem mającym na celu utratę zaufania publicznego" - czytamy w oświadczeniu, opublikowanym na stronie Komisji.

Urzędnicy dodają, że podczas spotkania, Leszek Czarnecki proponował zatrudnienie byłego zastępcy szefa KNF, Filipa Świtały w roli człowieka, który miał nadzorować restrukturyzację banku. "Wobec zgłaszania tych propozycji oraz ze względu na dobro banków i bezpieczeństwo ich klientów, Przewodniczący KNF wskazał, jako jedną z możliwości, zatrudnienie p. Grzegorza Kowalczyka, posiadającego odpowiednią wiedzę i doświadczenie" - tłumaczą. KNF zapewnia też w oświadczeniu, że nie padły żadne "konkretne kwoty" dotyczące jego wynagrodzenia, nie było też "obietnic, które miałyby wiązać się z działaniami organu nadzoru wobec banków p. Czarneckiego nie pozostającymi w zgodzie  z obowiązującymi przepisami prawa oraz nieadekwatnymi do ich rzeczywistej sytuacji".

Premier żąda wyjaśnień

Jak powiedział szef KPRM, Michał Dworczyk, premier Mateusz Morawiecki wezwał szefa KNF do natychmiastowych wyjaśnień oraz zlecił prokuraturze i służbom niezwłoczne zebranie informacji na temat doniesień medialnych. Polityk podkreślił, że jeżeli potwierdziłyby się informacje medialnie, to zostaną wyciągnięte konsekwencje i nie będzie żadnej taryfy ulgowej. Tym różnimy się od poprzedników, że nie zamiatamy spraw pod dywan - zadeklarował szef kancelarii premiera.

Prezydencki doradca: Przewodniczący KNF nie powinien się spotykać w cztery oczy z biznesmenem

Wydaje się, że Marek Chrzanowski nie powinien się w +cztery oczy+ spotykać z biznesmenem i to jest w ogóle bardzo ciekawy materiał pokazujący te elementy mechanizmów - ocenił doradca Andrzeja Dudy w rozmowie z radiem TOK FM. Zastrzegł jednak, że nie zapoznał się jeszcze z całością publikacji "Gazety Wyborczej". Zaznaczył przy tym, że "GW" nie zwróciła uwagi na dwie okoliczności, m.in. taką, że Leszek Czarnecki był w przeszłości tajnym współpracownikiem SB. Pytanie jest, jak potem w swoim biznesie technologie służb stosował - dodał prof. Andrzej Zybertowicz.

Druga - według niego - istotna okoliczność to data nagrania, które pochodzi z marca tego roku. A dopiero kilka dni temu (pełnomocnik Czarneckiego - PAP) mec. (Roman) Giertych złożył zawiadomienie do prokuratury. Myślę, że ta okoliczność jest także warta rozważenia, bo gdybyśmy mieli do czynienia z fundamentalistycznie uczciwym, niewinnym biznesmenem, który dostaje wątpliwą propozycję, to mogę sobie wyobrazić tydzień, dwa na jakieś analizy tego materiału dowodowego, ale to przewlekanie zawiadomienia rzuca cień - uważa doradca prezydenta.

Prof. Zybertowicz powiedział również, że jeśli analiza faktów wykazałaby, że Marek Chrzanowski zawiódł jako przedstawiciel władzy publicznej, która ma chronić interesu społecznego, to konsekwencje muszą być wyciągnięte". "Ale potrzebna jest rzeczowa analiza całego kontekstu, pamiętając, że jego rozmówca to były współpracownik Służby Bezpieczeństwa - podkreślił prezydencki doradca.

Rzeczniczka rządu: Jeśli zarzuty się potwierdzą, zostaną wyciągnięte konsekwencje

Prezes Rady Ministrów zwrócił się do służb i prokuratury o podjęcie szybkich i zdecydowanych działań w celu sprawdzenia i wyjaśnienia informacji, które dotyczą przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego - przekazała Kopcińska, odnosząc się do publikacji "GW". Dodała, że szef rządu wezwał też Chrzanowskiego do złożenia natychmiastowych wyjaśnień. Jeżeli zarzuty wskazane przez dziennikarzy w całości lub części potwierdzą się, wobec osób odpowiedzialnych zostaną wyciągnięte konsekwencje wynikające z przepisów prawa - zaznaczyła rzeczniczka rządu.Dodała też - w rozmowie z TVN24 - że premier wydał Chrzanowskiemu nakaz natychmiastowego powrotu do kraju (szef KNF jest na urlopie w Singapurze).