Dotarliśmy do pisma, które marszałek Adam Struzik skierował do ministra Henryka Kowalczyka. Prosi w nim o pilne spotkanie m.in. z przedstawicielami resortu, Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, sanepidu, władzami lokalnymi (Warszawa i okolice) oraz firmami odpowiedzialnymi za przetwarzanie odpadów. Chodzi o brak możliwości przyjmowania przez wyspecjalizowane instalacje śmieci zbieranych w regionie warszawskim, wskutek politycznych przepychanek między władzami samorządowymi a rządem.

Struzik opisuje w piśmie "skalę zagrożenia, jakie może nieść ze sobą ewentualna, ale i całkiem realna w obecnym stanie rzeczy blokada możliwości przetwarzania odpadów w Warszawie i pozostałych gminach, wchodzących w skład warszawskiego regionu gospodarki odpadami komunalnymi". Przekażemy też informację w sprawie zaistniałej sytuacji do NIK i ABW - słyszymy w urzędzie marszałkowskim.

Sytuacja była omawiana na sejmiku woj. mazowieckiego. Tylko jedna instalacja może legalnie działać. Pozostałe mają uchylone pozwolenia zintegrowane - wskazywała wicemarszałek Janina Orzełowska. Wtórował jej Adam Struzik. Możemy mieć za chwilę Neapol w Warszawie - mówił.

O co chodzi? Ministerstwo Środowiska w ostatnich tygodniach unieważnia instalacjom odbierającym odpady z Warszawy kolejne pozwolenia zintegrowane. Robi tak, mimo iż ma możliwość samodzielnego wprowadzenia zmian, których żąda [tzw. decyzja reformatoryjna, czyli dostosowania przez ministra decyzji do własnych oczekiwań - red.]. We wrześniu wprowadziło natomiast przepisy, które z urzędu nakazują WIOŚ-om zamykanie instalacji, które nie posiadają pozwolenia. W efekcie kolejne instalacje już dziś nie mogą przyjmować śmieci - tłumaczy Marta Milewska, rzeczniczka Adama Struzika

Dotyczy to już 4 z 5 obiektów, na które trafiają odpady ze stolicy i okolicznych gmin - tłumaczy Milewska. Jak dodaje, ministerstwo - zamiast skorzystać z przysługujących mu narzędzi - woli przedłużać "stan zawieszenia" i przekazuje sprawy do ponownego rozpatrzenia do urzędu marszałkowskiego. Dzieje się tak pomimo wyroku NSA, który nakazał ministrowi wydać taką decyzję - twierdzi Milewska.

Wskazuje, że tylko w jednym przypadku w regionie warszawskim minister skorzystał z przysługującego mu prawa i wydał decyzję reformatoryjną, umożliwiającą funkcjonowanie instalacji o statusie RIPOK (regionalna instalacja przetwarzania odpadów komunalnych). Zrobił to w przypadku instalacji MBP zarządzanej przez BYŚ Wojciech Byśkiniewicz. Pozostałe instalacje: PPHU Lekaro w Woli Duckiej, PU Hetman w Nadarzynie, Remondis w Warszawie, Miejski Zakład Oczyszczania w Pruszkowie nie posiadają decyzji. Czyli zgodnie z nowymi przepisami, wprowadzonymi zaledwie dwa miesiące temu, nie mogą już przyjmować odpadów - tłumaczy nasza rozmówczyni.

Obecnie więc jest tylko jeden punkt w regionie warszawskim, który posiada odpowiednie zgody. Pozostałe cztery pozostają bez pozwoleń. Pojawia się jednak kolejny problem. Ten jedyny RIPOK posiadający decyzję zreformowaną przez ministerstwo, czyli BYŚ, ogłosił właśnie przerwę technologiczną od 12 do 17 listopada 2018 roku - mówi Marta Milewska.

W piśmie skierowanym do ministra Kowalczyka marszałek Struzik pisze, że skala problemu dotyczy ponad 600 tys. Mg/rok odpadów komunalnych, w tym ponad 450 tys. zmieszanych w przypadku Warszawy. - W związku z zaistniałą sytuacją w gospodarce odpadami, niepokojący wydźwięk mają pisma kierowane przez przedsiębiorstwa zajmujące się odbiorem odpadów, informujące o zaprzestaniu odbierania odpadów z terenów poszczególnych gmin regionu warszawskiego - stwierdza marszałek.

Jak w rządzie odebrano informacje o szykowanym donosie samorządu do ABW i NIK? -  Skompromitują się tym donosem, bo Ministerstwo Środowiska nie ma żadnych uprawnień w tym zakresie, a jeśli chodzi im o pozwolenia zintegrowane, to też jest to zaniedbanie marszałka w I instancji. Wątpliwa strategia obrony przez atak - komentuje jedno z naszych źródeł rządowych.

O oficjalny komentarz poprosiliśmy Ministerstwo Środowiska (MŚ). W odpowiedzi otrzymaliśmy treść oświadczenia opublikowanego na stronach internetowych ministerstwa. Zdaniem resortu, "całkowitą odpowiedzialność za wieloletnie zaniedbania w gospodarce odpadami w Warszawie ponoszą władze samorządowe tj. Marszałek województwa mazowieckiego p. Adam Struzik oraz Prezydent m.st. Warszawy p. Hanna Gronkiewicz-Waltz".

W Warszawie za stan gospodarki odpadami odpowiada prezydent miasta. Stan gospodarki odpadami w mieście jest bardzo zły w porównaniu z innymi stolicami w UE oraz w porównaniu z innymi miastami wojewódzkimi w Polsce. Od wielu lat funkcjonuje archaiczny system odbioru odpadów w podziale na frakcje: suche i mokre oraz szkło, który nie spełnia podstawowych standardów selektywnej zbiórki odpadów. Również przyglądając się sposobom funkcjonowania miejskiej spółki komunalnej (warszawskie MPO) widzimy wieloletnie zaniedbania, czego przykładem było funkcjonowanie jakże uciążliwego zakładu przetwarzania odpadów na warszawskim Radiowie. Przez wiele lat ratusz nie przeprowadził żadnej modernizacji zakładu, aby ograniczyć jego uciążliwość dla mieszkańców, skazując ich na życie w ciągłym smrodzie. Dopiero skuteczne działania nadzorowanej przez Ministra Środowiska Inspekcji Ochrony Środowiska, doprowadziły do zamknięcia instalacji i pozwoliły mieszkańcom Warszawy żyć w normalnych warunkach - przekonuje MŚ.

Jeśli zaś chodzi o trudną sytuację firm przetwarzających odpady, resort wskazuje, że - poza województwem mazowieckim - wszystkie funkcjonujące instalacje wpisane do planów gospodarki odpadami posiadają ostateczne decyzje, uzyskane w roku 2016. Brak takich pozwoleń dla większości instalacji obsługujących Warszawę i okolice, to - zdaniem ministerstwa - wina opieszałości marszałka w zakresie udzielania pozwoleń i prowadzenia postępowań administracyjnych.