Przed sądem prok. Michał Gołda odczytał akt oskarżenia. Dotyczy on naruszenia nietykalności dwóch funkcjonariuszy podczas wykonywania czynności służbowych - popchnięcia rękami, przepychania i kopnięcia jednego z tych policjantów. Oskarżenie trafiło w czerwcu do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Oskarżonemu grozi do 3 lat pozbawienia wolności.

Nie przyznaję się do winy - oświadczył Frasyniuk, który na początku procesu zgodził się na publikację nazwiska i wizerunku. Podkreślił, że "to nie jest proces o pobicie policjantów czy wierzganie nogami, nie jest to też proces o używanie słów obraźliwych, np. +konstytucja+". - To proces, który ma zastraszyć obywateli broniących wolności i prawa do zgromadzeń - dodał.

Ocenił, że prokurator w tym procesie "służy rujnowaniu państwa prawa". - Nie kopnąłem policjanta, to absolutnie nieprawdziwy, wymyślony fakt - powiedział Frasyniuk. Zaznaczył, że jego zachowanie z 10 czerwca zeszłego roku można określić jako "bierny opór".

Jak wskazuje prokuratura, policjanci pilnujący porządku podczas marszu smoleńskiego podjęli interwencję wobec Frasyniuka i towarzyszących mu osób, którzy siedząc na ulicy, zablokowali legalny przemarsz.

Frasyniuk stawiał gwałtowny opór, wierzgał nogami, krzyczał i reagował agresywnie. W trakcie wynoszenia go poza trasę przemarszu kopał jednego z policjantów, naruszając jego nietykalność cielesną. Zachowywał się agresywnie także po przeniesieniu ze środka ulicy, wyrywając się policjantom, którzy próbowali go wylegitymować. Funkcjonariusza, który wzywał go do zachowania zgodnego z prawem, gwałtownie popchnął, naruszając także jego nietykalność cielesną - mówił, gdy akt oskarżenia trafiał do sądu, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński.

W poniedziałek przed sądem zeznania złożyli dwaj policjanci, których dotyczy sprawa. Przyznali oni, że Frasyniuk nie reagował na polecenia i naruszył ich nietykalność. Zapewnili przed sądem, że nikt im nie nakazywał zainicjowania sprawy, nikt też nie sugerował treści zeznań.

Kopnięcie było na tyle mocne, że je poczułem - zeznał pierwszy z policjantów. Zaznaczył, że choć "sytuacja była nieprzyjemna", nie może ocenić, czy kopnięcie było celowe. Mówiąc o zachowaniu Frasyniuka dodał, że "umundurowany policjant powinien być traktowany z szacunkiem, a tego szacunku nie było".

Odepchnięcie było o takiej sile, że cofnęło mnie - powiedział zaś drugi policjant, który na co dzień służy w jednostce na północy kraju. Dodał, że inne osoby uczestniczące w zajściu - poza Frasyniukiem - nie odpychały go.

Zeznał też, że krótko po incydentach w związku ze sprawą miał kontakt telefoniczny z zastępcą komendanta wojewódzkiego policji w swym województwie. Zaznaczył, że wcześniej nie miał kontaktów z zastępcą komendanta wojewódzkiego. Dodał, że zawiadomienie w sprawie złożył w dniu wolnym od pracy, gdy do jego domu wieczorem, około godz. 19, przyjechał funkcjonariusz, aby takie zawiadomienie odebrać.

Najbardziej istotny wątek dotyczył tego, skąd w ogóle wzięło się to zawiadomienie. (...) Dzwoni zastępca komendanta wojewódzkiego i pyta, czy będzie składane zawiadomienie na Frasyniuka, a jak się dowiaduje, że tak, to pyta, czy może w jakiś sposób ułatwić złożenie zeznań w tej sprawie. I okazuje się, że sprawa jest tak pilna, że do domu funkcjonariusza kierowany jest policjant, aby ułatwić złożenie zawiadomienia. Coś w tej sprawie dzieje się dziwnego - ocenił w rozmowie z dziennikarzami obrońca Frasyniuka mec. Piotr Schramm.

Jak dodał, "nasuwa się pytanie, jak wiele jest w tej sprawie - nawet niewyrażonego - nacisku na funkcjonariuszy policji". - Sprawa ma charakter bardzo rozwojowy. Te informacje, które usłyszeliśmy dzisiaj mnie, jako obrońcę, zaskakują - powiedział mec. Schramm.

W poniedziałek, ze względu na późną porę i zgłaszane przez świadka problemy zdrowotne, sędzia Adam Grzejszczak odroczył proces do 13 grudnia. Będzie wówczas m.in. kontynuował przesłuchanie drugiego z policjantów.

Proces, który ruszył w poniedziałek to niejedyna sprawa Frasyniuka w związku z wydarzeniami z 10 czerwca zeszłego roku na Krakowskim Przedmieściu.

Warszawski sąd okręgowy uchylił na początku października umorzenie innej sprawy Frasyniuka, który jest obwiniony o wykroczenie blokowania marszu smoleńskiego 10 czerwca 2017 r. Sprawą ponownie zajmie się sąd rejonowy, który w związku z uchylonym umorzeniem będzie musiał rozpoznać ją merytorycznie.

Natomiast w końcu sierpnia sąd rejonowy nieprawomocnie uniewinnił Frasyniuka w jeszcze jednej ze spraw związanych z incydentami 10 czerwca 2017 r. Frasyniuk był obwiniony o wykroczenie wprowadzenia w błąd policjanta "co do tożsamości własnej osoby". Frasyniuk legitymowany wówczas przez policjanta przedstawił się jako "Jan Józef Grzyb". Sąd uznał, że z analizy dowodów, w tym zeznań policjantów oraz wyjaśnień samego obwinionego, nie wynika, aby Frasyniuk w ogóle miał zamiar wprowadzenia policjanta w błąd poprzez podanie fałszywych danych.