- Nie ma miejsca w przestrzeni publicznej dla pomnika księdza Jankowskiego - przekonywał prezydent Gdańska podczas konferencji o założeniach budżetu miasta na 2019 r. Oznacza to najprawdopodobniej, że pomnik duchownego zostanie przeniesiony na teren prywatnej posesji. Paweł Adamowicz podkreślił, że usunięcie pomnika odbędzie się "kulturalnie i z poszanowaniem zasad". Sprawę opisuje Fakt.pl.

- Zaapelowałem jednocześnie listowanie do abpa Sławoja Leszka Głódzia o powołanie przez kościół komisji w celu wyjaśnienia tej sprawy. Im szybciej to się stanie, tym lepiej, bo i tak jest to nieuniknione - dodał Adamowicz.

"W związku z artykułem dotyczącym śp. ks. prałata Henryka Jankowskiego (zm. w roku 2010), opublikowanym w "Dużym Formacie" oraz z komentarzami i trwającą dyskusją medialną, informujemy, że do kurii metropolitalnej gdańskiej na przestrzeni ostatnich 10 lat (2008-2018) nie wpłynęły żadne doniesienia potwierdzające zarzuty podnoszone w mediach" - głosi oświadczenie, jakie w poniedziałek wysłała mediom gdańska kuria metropolitalna. 

Dokument podpisał kanclerz kurii ks. Rafał Dettlaff.

W ubiegłym tygodniu gdański pomnik ks. prałata Henryka Jankowskiego został oblany czerwoną farbą. Policja próbuje ustalić sprawców. Odbył się też protest przeciwko honorowaniu duchownego. Do postaci kapłana manifestujący przymocowali deskę z napisem "Pomnik hańby Kościoła katolickiego".

Na wtorkową sesję Rady Miasta zaplanowana jest debata, podczas której każde z ugrupowań będzie miało szansę wypowiedzenia się na temat sprawy księdza Jankowskiego. Ostateczne decyzje w sprawie pomnika mają zapaść w styczniu na forum Rady Miasta.

Obecnie odlany z brązu posąg stoi na skwerze ks. Jankowskiego przy ul. Stolarskiej w Gdańsku, w pobliżu parafii św. Brygidy.

Głosy za tym, by usunąć pomnik pojawiły się m.in. po publikacjach w "Dużym Formacie" i "Gazecie Wyborczej". Chodzi przede wszystkim o reportaż opowiadający historie z przeszłości  księdza prałata Jankowskiego. Jedna z dziewcząt, które zgodnie z relacjami molestował kapelan "Solidarności", miała zajść w ciążę i popełnić samobójstwo. Barbara Borowiecka - inna z ofiar - opisuje, jak 16-letnia Ewa targnęła się na swoje życie. Najprawdopodobniej zostawiła list, w którym opisała, co zrobił jej ksiądz.