Władze Rybnika starały się o 1,9 mln zł dofinansowania ze środków Unii Europejskiej na program, który miał wspierać samodzielność osób starszych. Projekt ukończono dwa dni przed upływem terminu przyjmowania wniosków przez Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju. Jeszcze tego samego dnia został wysłany do Warszawy. Ponieważ miasto ma umowę z Pocztą Polską na dostarczanie przesyłek w ciągu 24 godzin (operator wygrał przetarg na te usługi), skorzystało z Pocztex Expres 24. Kurier odebrał pakiet o godz. 14.40. Nazajutrz przesyłka była w stolicy. Tyle że do samego ministerstwa dotarła dopiero cztery dni później – a więc trzy dni po terminie składania aplikacji.

Z powodu zaniedbania Poczty Polskiej Urząd Miasta utracił możliwość dofinansowania – potwierdza Agnieszka Skupień, rzecznik rybnickiego ratusza.

Czy operator wypłaci za to odszkodowanie? Nie wiadomo, bo reklamacja jeszcze nie wpłynęła. – Miasto ją przygotowuje – mówi Agnieszka Skupień. – Rozważamy też podjęcie innych kroków prawnych – dodaje. Rybnik uzyskał dotychczas ponad 1 mld zł z UE na ponad 200 projektów. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy.

Jeszcze bardziej niż w realizacji usług kurierskich Poczta zawodzi w przypadku tradycyjnych listów. Jurek Owsiak opisał na Facebooku drogę swoich walentynkowych życzeń dla żony. Nadał je listem priorytetowym w poniedziałek, 11 lutego, na poczcie niecały kilometr od domu. Doszły 19 lutego. "Jeśli cokolwiek można zepsuć i pozostawić po sobie najgorsze wrażenie, to jesteście w tym mistrzami" – skomentował.

Szkody wynikające z opóźnienia korespondencji mogą być jednak znacznie dotkliwsze niż rozczarowanie żony. Dotyczy to szczególnie listów poleconych, wysyłanych np. przez urzędy i sądy. Przekonali się o tym mieszkańcy Mysiadła (sprawę nagłośnił program "Uwaga" w TVN). Opóźnienia doręczeń sięgały w tej podwarszawskiej miejscowości miesięcy. Jednemu z mieszkańców zawieszono wypłatę świadczenia chorobowego, bo nie stawił się na komisję lekarską – wezwanie doszło po jej terminie. Ktoś inny przegapił sprawę w sądzie, bo nie dostał awiza o poleconym z terminem rozprawy. Podobnych przypadków jest znacznie więcej. Na ich tle klienci Poczty narzekający, że listonosz nawet nie próbuje doręczyć poleconego, lecz od razu wrzuca do skrzynki awizo – i tak należą do szczęśliwców.

Posłankę Iwonę Śledzińską-Katarasińską (PO) praca operatora skłoniła do złożenia interpelacji. "Wszelkie zaproszenia, listy od obywateli oraz rachunki otrzymuję nawet z 1,5-miesięcznym opóźnieniem. Sytuacja ta bardzo utrudnia pracę mojego biura. Naraża mnie na dodatkowe koszty oraz ustawowe odsetki wynikające z nieterminowego płacenia rachunków, których nie otrzymuję w terminie" – stwierdziła. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk w odpowiedzi pisze, że Poczta Polska przyznała, iż mimo starań "nie we wszystkich przypadkach udaje się osiągnąć w pełni zadowalające rezultaty", a "uwagi klientów w tym zakresie wykorzystane są przy wdrażaniu działań naprawczych". Jakich konkretnie, nie wiadomo.

Trudno też stwierdzić, czy jest gorzej niż wcześniej. Poczta nie ujawnia statystyk doręczania – ani tego, ile przesyłek awizuje, ani ile faktycznie dostarcza adresatom. A Urząd Komunikacji Elektronicznej tak szczegółowymi danymi nie dysponuje. – Dane z lat 2016 i 2017 pokazują, że wzrost liczby awizowanych przesyłek dotyczy głównie listów nierejestrowanych – podkreśla Justyna Siwek, rzecznik Poczty Polskiej. Skąd się to bierze? – W związku z rozwojem e-commerce obserwujemy wzrost odsetka przesyłek listowych z zawartością towarów. Listonosze awizują je, jeśli listy z towarami nie mieszczą się w skrzynkach – wyjaśnia Siwek. – W przypadku listów poleconych oraz paczek poziom awizacji nie zmienił się istotnie. Częściej awizujemy listy polecone niż paczki – dodaje.

Operator radzi, by samemu radzić sobie z awizami lub ich brakiem. Można zamówić elektroniczne awiza (e-mail lub SMS), a dla poleconych bez potwierdzenia odbioru – wrzucanie ich do skrzynki. Obie usługi są bezpłatne. Ponowne doręczenie (trzeba zamówić) awizowanego poleconego kosztuje 4,50 zł.