Dziennik Gazeta Prawana logo

Epidemia przeziębienia ogarnęła Polskę

5 listopada 2007, 23:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nie czujesz się dobrze? Kaszel, katar i chęć, by zostać w łóżku? Wszystko przez nagłe ochłodzenie. Tłumy szturmują apteki i przychodnie. A w nocy chowają się głęboko pod kołdrą, bo kaloryfery straszą zimnem. Jeśli nie wróci złota polska jesień, skończy się epidemią grypy.

Do lekarzy przychodzi więcej niż zwykle chorych pacjentów. Czy atakuje grypa? "Docierają do nas sygnały o zwiększonej liczbie przeziębień" - mówi dziennikowi.pl mgr Wiesław Rozbicki ze stołecznego sanepidu. Sprzyja temu pogodowa huśtawka - raz jest ciepło, raz zimno, deszcz i przemoczone nogi. "Ale grypa nas jeszcze masowo nie atakuje" - uspokaja.

Sanepid i przychodnie notują coraz więcej chętnych na szczepienia przeciwko grypie. Polacy nie chcą chorować, więc szczepią się na potęgę, a w niektórych placówkach trzeba się zapisywać na szczepienia z wyprzedzeniem. Potem może być już za późno, bo szczepionka potrzebuje czasu, żeby się uaktywnić.

Również w Państwowym Zakładzie Higieny, do którego spływają dane z całej Polski, uspokajają, że nie ma grypy. W sierpniu lekarze wykryli zaledwie parę przypadków, a w niektórych województwach nie było ani jednego chorego na grypę.

Jednak statystyka nas nie ogrzeje, kiedy w nocy temperatura spada poniżej dziesięciu stopni. Tylko niewielu Polaków na miejskich osiedlach może cieszyć się z ciepłych kaloryferów. Dlaczego? Już od dawna do lamusa odszedł termin "sezon grzewczy". Teraz elektrociepłownie mogą dostarczyć tyle ciepła, ile sobie zażyczą administracje. I tu właśnie jest problem. Uruchomienie ogrzewania kosztuje, więc spółdzielnie i administracje niechętnie odkręcają kurek z ciepłem.

Skoro administracje nie zgłaszają zapotrzebowania na ciepło, to nie płynie ono do naszych kaloryferów. Dlatego jeśli marzniemy w domu, trzeba naciskać, by administracja uruchomiła ogrzewanie. A jeśli zarządcy twierdzą, że wszystko zależy od dostarczycieli ciepła, to po prostu kręcą. Bo elektrociepłownie tylko czekają, kiedy mogą puścić więcej ciepłej wody. W końcu na tym zarabiają.

W Warszawie o uruchomienie dostaw ciepła zwróciło się niewiele osiedli. Jak powiedziała dziennikowi.pl Monika Mazurkiewicz, rzecznik prasowy Stołecznego Przedsiębiorstwa Energii Cieplnej, po ostatnim ochłodzeniu napłynęło niewiele wniosków. Większość wspólnot wciąż zwleka z odkręceniem kurków.

Zaś meteorolodzy pocieszają, że pogoda powinna się poprawiać. "Do piątku będzie całkiem przyjemnie" - mówi dziennikowi.pl Marek Gasiewicz z Biura Prognoz PRO-GEM. Sobota i niedziela to niestety znów chłód i deszcz, a na Bałtyku sztorm. Potem się wypogodzi, a w trzeciej dekadzie, czyli po 20 września, mamy duże szanse na babie lato, bo nad Polską rozbudują się wyże. Ma być słonecznie i ciepło.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj