Mężczyzna odbywający karę pozbawienia wolności musiał zostać doprowadzony z aresztu sądu w dużym mieście do poradni zdrowia psychicznego. Drogę tę przebył pieszo, konwojowany przez dwóch policjantów. Użyli oni kajdanek zakładanych na nogi i na ręce (trzymane z przodu) - podał w piątek w komunikacie RPO.

Skazany, fakt, że przechodnie mogli go widzieć z kajdankami na nogach, uznał za poniżający, a policja zastosowanie tych środków tłumaczyła faktem, że "osadzony był recydywistą. Podczas wcześniejszego pobytu w więzieniu był zaś karany dyscyplinarnie za niewłaściwe odnoszenie się do Służby Więziennej. Policja powołała się także na to, że był on doprowadzany do poradni zdrowia psychicznego" - podał RPO.

Ustawa z 24 maja 2013 r. o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej stanowi, że kajdanek zakładanych na nogi, używanych równocześnie z kajdankami na ręce, można użyć m.in. wobec osób pozbawionych wolności. Rzecznik przypomniał, że ustawa nie zobowiązuje do tego w przypadku każdego konwojowania. Uznał więc skargę więźnia za zasadną.

Stosowanie podczas konwojowania pieszego kajdanek - założonych na nogi - jest bardzo dolegliwe, ponieważ wiąże się z wystawieniem tej osoby na widok publiczny, gdy znajduje się w poniżającym położeniu - stwierdził RPO i wskazał, że policja pominęła, że mężczyzna odbywał krótkoterminową karę pozbawienia wolności 4 miesięcy, do której odbycia sam się zgłosił. Według RPO świadczy to o tym, że nie zamierzał uniknąć odbywania kary.

W związku z tym, RPO wystąpił do komendanta wojewódzkiego policji o ponowne rozważenie sprawy i o skuteczniejsze zapewnienie praw osób pozbawionych wolności, które są konwojowane przez funkcjonariuszy.

Zastosowanie wobec konwojowanego tego środka przymusu podyktowane było przede wszystkim względami bezpieczeństwa konwoju - odpowiedział zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Gorzowie Wlkp. mł. insp. Bogdan Piotrowski. Dodał, że było to zgodne z art. 11 pkt 9 ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej.

Zastępca komendanta podkreślił też, że tylko ostatnia część konwoju prowadzona była pieszo - z uwagi na brak miejsc parkingowych pod Poradnią Zdrowia Psychicznego - oraz, że konwój organizowano do publicznej placówki zdrowia, nie dysponującej pomieszczeniami do badań osób skazanych.

W przypadku jakiegokolwiek zdarzenia podczas konwoju, skutkującego obrażeniami ciała u konwojowanego, jego ucieczką, bądź napaścią na osobę postronną, konsekwencje swoich decyzji ponoszą konwojenci, a zwłaszcza dowódca konwoju – poinformował mł. insp. Bogdan Piotrowski.

Dodał, że policjanci kierowali się obiektywną oceną sytuacji, na podstawie informacji od Służby Więziennej, według których konwojowany był już karany za kradzieże, wymuszenia, oszustwo. Był też dwa razy karany dyscyplinarnie w zakładzie karnym za znieważenie funkcjonariusza SW i groźby wobec niego.

Funkcjonariusze nie mogli zbagatelizować tych wiadomości. Skarżący miał być przewieziony na badania do Poradni Zdrowia Psychicznego, co mogło powodować dodatkowe wątpliwości w zakresie jego stabilności emocjonalnej - czytamy w odpowiedzi przesłanej RPO.

Policja twierdzi, że brak zaufania do konwojowanego był uzasadniony, a decyzja o zastosowaniu - zgodnie z przepisami - kajdanek zakładanych na ręce i na nogi, była w pełni usprawiedliwiona i słuszna.

Według komendanta, konstrukcja kajdanek pozwalała więźniowi na stawianie swobodnych, naturalnych kroków. Zatem funkcjonariusze zastosowali środki adekwatne do sytuacji. Zastosowali kajdanki na ręce trzymane z przodu, nie z tyłu, co byłoby znacznie bardziej uciążliwe. Kajdanki zdjęto konwojowanemu jak tylko został zrealizowany cel konwoju - podkreślił mł. insp. Bogdan Piotrowski.

Uwagi ze stanowiska RPO zostaną uwzględnione podczas szkoleń oraz odpraw służb konwojowych – poinformował ponadto mł. insp. Bogdan Piotrowski.