Plan tegorocznego budżetu państwa zakłada, że samorządy w ramach subwencji ogólnej otrzymają ok. 60,8 mld zł. W przyszłym roku kwota ta ulegnie zwiększeniu do niemal 66,3 mld zł. Jeszcze więcej rząd dosypie w ramach dotacji celowych. Te wzrosną z niemal 39,9 mld zł w tym roku, do ponad 62 mld zł w roku przyszłym.
Za mało środków
Teoretycznie więc samorządowcy powinni się ucieszyć. Ale tak nie jest. Dlaczego? wyjaśnia Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich RP. Wskazuje, że jeszcze w latach 1998–2006 zdarzało się, że niektóre powiaty miały nadwyżkę w subwencji, którą przeznaczały na drogi. dodaje Świętalski.
Wtóruje mu Lesław Fijał, były wieloletni skarbnik Krakowa, a obecnie pełnomocnik prezydenta tego miasta ds. prognoz i analiz finansowych. – mówi.
Podkreśla, że subwencja ogólna składa się z części wyrównawczej, równoważącej i oświatowej. Część wyrównawcza ma na celu niwelowanie dysproporcji dochodowych pomiędzy różnymi JST. Z kolei część równoważącą (janosikowe) otrzymują gminy i powiaty z wpłat, jakie do budżetu państwa odprowadzają zamożniejsze samorządy (na szczeblu wojewódzkim to subwencja regionalna). Część oświatowa ma finansować edukację.
przypomina Lesław Fijał.
Ekspert od finansów komunalnych dr Aleksander Nelicki potwierdza – o wysokości części wyrównawczej i równoważącej subwencji decydują ustawowe algorytmy. Sam algorytm może być zmieniony tylko nowelizacją ustawy o dochodach JST, a tu wielkich zmian w tym zakresie w ostatnim czasie nie było. Z kolei subwencja oświatowa nie ma algorytmu warunkującego jej wysokość, ale ustawowa zasada jest taka, że ta część subwencji ogólnej nie może być niższa niż w roku poprzedzającym, choć może zmienić się wraz ze zmianą zakresu zadań wykonywanych przez JST. – wskazuje dr Nelicki.
Odgórne dzielenie biedy
Ministerstwo Finansów potwierdza, że przyszłoroczny wzrost oświatowej części subwencji wynika z planowanych podwyżek dla nauczycieli zatrudnionych w szkołach i placówkach oświatowych prowadzonych przez samorządy począwszy od 1 września 2019 r. (skutki tych podwyżek przechodzą również na 2020 rok). – Z kolei wysokość części wyrównawczej, równoważącej i regionalnej subwencji ogólnej jest wynikiem relacji pomiędzy wysokością dochodów podatkowych poszczególnych jednostek samorządu terytorialnego w przeliczeniu na jednego mieszkańca a średnimi dochodami podatkowymi wyliczonymi na jednego mieszkańca danej grupy jednostek – podaje resort. Powodu dość znaczącego wzrostu dotacji celowych MF już nie wyjaśnia, ale najprawdopodobniej wynika on z rozszerzenia wypłat z programu 500 plus na pierwsze dziecko od lipca br. (samorządy pobiorą w 2020 r. 0,85 proc. otrzymanej dotacji na sfinansowanie bieżącej obsługi programu).
Nie jest więc tak, że rząd – zwiększając samorządom subwencję i dotacje celowe – rekompensuje im tym samym straty finansowe, jakich spodziewają się wskutek ostatnich decyzji rządu, np. zmniejszenia pierwszej stawki PIT z 18 do 17 proc. czy przejęcia całości wpływów z opłaty przekształceniowej (przy transferze środków z OFE na IKE), bez dzielenia się z władzami lokalnymi (a te wskazują, że wypłata świadczeń z FUS podlegałaby opodatkowaniu PIT, w którym JST mają udziały, ale ta zasada nie dotyczy już wypłat z IKE). Rząd konsekwentnie przypomina włodarzom, że w ostatnich latach wzrosły dochody samorządów z PIT. W 2015 r. to było ok. 38 mld zł, a w 2018 r. – 51 mld zł. Władze lokalne jako kontrargument wskazują, że w tym samym czasie wyraźnie wzrosły koszty ich funkcjonowania (wzrost kosztów pracy, materiałów budowlanych, a przez to i przetargów, wzrost cen energii itd.) i że wspomniany wzrost w PIT „przejadany” jest na bieżące funkcjonowanie, a nie na rozwój.
Zdaniem Leszka Świętalskiego zwiększanie subwencji czy dotacji przez rząd można byłoby interpretować inaczej, gdyby zmienił się cały mechanizm rozdzielania tych pieniędzy. kwituje Świętalski.
Dziennikarz zajmujący się tematami politycznymi, współautor podcastu „Z drugiej strony". Związany z DGP nieprzerwanie od 2010 roku. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW oraz Centrum Europejskiego UW.