Dziennik Gazeta Prawana logo

Esbek, który współpracował z Kościołem. Ustawa dezubekizacyjna pozbawiła go znacznej części emerytury

13 listopada 2019, 06:34
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Akta w archiwum
Akta w archiwum/Shutterstock
Ustawa dezubekizacyjna pozbawiła go znacznej części emerytury, choć właśnie takich jak on miała chronić. Na dziś sąd wyznaczył termin rozprawy, na której rozpatrzy sprawę Krzysztofa Kęskiego – esbeka, który współpracował z Kościołem.

Ustawa dezubekizacyjna z 2016 r. zakłada, że jeśli funkcjonariusz służb bezpieczeństwa udowodni, że przed 1990 r., bez wiedzy przełożonych, podjął współpracę i wspierał osoby lub organizacje działające na rzecz niepodległości Polski, zostanie spod jej przepisów wyjęty. Krzysztof Kęski od 1984 r. dostarczał duchownym cennych informacji. Już raz udowodnił ten fakt przed sądem. Za słabo.

Podwójnie zwerbowany

– wspomina Kęski. I znów dawny nauczyciel zaczął go namawiać: nie spiesz się, jeszcze możesz coś dobrego zrobić dla Polski. Zaproponował, żeby złożył raport o przeniesienie do wydziału IV Komendy Wojewódzkiej w Gorzowie Wielkopolskim. Tego, którego zadaniem była kontrola operacyjna duchowieństwa. – .

W tym czasie Klimanowski nie był już nauczycielem, tylko analitykiem – właśnie w wydziale IV. Przyznaje, że do przebranżowienia skusiły go lepsze pieniądze i chęć pracy w większym mieście. Szybko się zorientował, z jak cenną wiedzą ma do czynienia. – – wspomina. Nie zniechęcił się, ale postanowił być ostrożniejszy. Trafił na ks. Witolda Andrzejewskiego, który też nie od razu uwierzył w intencje funkcjonariusza. Ale gdy dostał ostrzeżenie przed fałszywym przyjacielem, który w rzeczywistości był uchem służb, obawy znikły. – – mówi Klimanowski.

– wspomina Krzysztof Kęski.

Był jeszcze jeden człowiek. Augustyn Skitek. Na początku 1985 r. wszyscy znaleźli się w wydziale IV w Gorzowie. Kęski miał wgląd w cenne materiały, bo prowadził teczki ewidencji operacyjnej księdza (TOK) i teczki ewidencji operacyjnej parafii (TOP). Dokumentował w nich efekty kontroli korespondencji, podsłuchów pokojowych, telefonicznych. Gdy trafiała się mocna sprawa, uruchamiali tryb awaryjny. Tadeusz szedł na spotkanie z ks. Witoldem, a Krzysztof – pod pretekstem załatwienia służbowej sprawy na mieście – podążał za nim obserwując, czy nie ma ogona.

Ksiądz Andrzejewski był ich jedynym kontaktem. Po latach miało to się stać źródłem problemów, ale wtedy wydawało się logicznym rozwiązaniem. Gdyby wyszło, co robią, trafiliby do więzienia, więc im mniej osób wiedziało, tym lepiej. A ksiądz był już wtedy w Gorzowie bohaterem. Faktycznym szefem tamtejszej Solidarności (po latach odznaczony krzyżami Oficerskim i Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski).

Jakie informacje przekazywali? – – wylicza Krzysztof Kęski.

Nastał rok 1990. Cała trójka przeszła weryfikację. Jak się domyślają, z dużą pomocą ks. Andrzejewskiego, który miał mocne wpływy w regionie. Kęski dla wolnej Polski pracował m.in. w wydziale kryminalnym komendy miejskiej. Miał sukcesy w zwalczaniu mafii kradnących auta. Pracował też w technice operacyjnej w ramach "Zośki" (Zarząd Ochrony Świadka Koronnego). Na emeryturę przeszedł w 2011 r.

Sprawiedliwość jest po mojej stronie?

Przy pierwszej ustawie dezubekizacyjnej, kiedy obniżono mu świadczenia, Kęski na podstawie jej przepisów odwołał się. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał w 2013 r. wyrok: "na podstawie zgromadzonych dokumentów, które nie budziły wątpliwości żadnej ze stron, Krzysztof Kęski spełnia warunki, o których mowa w art. 15 policyjnej ustawy zaopatrzeniowej, czego konsekwencją jest zmiana zaskarżonej decyzji w części dotyczącej okresu pełnienia przez odwołującego się służby od 1 kwietnia 1984 r. do 31 lipca 1990 r. tak, że ten okres służby Sąd uznał za niebędący okresem służby w organach bezpieczeństwa i zaliczył do stażu emerytalnego".

Wśród załączonych wówczas dokumentów znalazło się oświadczenie ks. Andrzejewskiego, złożone przez niego w IPN w 2010 r.: "Krzysztof Kęski, Tadeusz Klimanowski i Augustyn Skitek podjęli i kontynuowali ze mną w latach 1980–1990 czynną współpracę bez wiedzy przełożonych. Przekazywali tajne informacje ważne dla instytucji Kościoła i ruchu Solidarność".

– opowiada. Odwołał się, tak jak poprzednio, do sądu. – Naiwnie myślałem, że sprawa jest oczywista, bo art. 15c ust. 5 ustawy dezubekizacyjnej z 2016 r. mówi: jeśli ktoś pracował dla wolnej Polski, nie podpada pod przepisy.

Tymczasem sąd sprawę zawiesił, a apelacja decyzję podtrzymała. Tłumaczyła to pytaniami, jakie na początku 2018 r. skierował do Trybunału Konstytucyjnego warszawski sąd okręgowy (od tego czasu TK milczy). – – opowiada Kęski. Dlaczego? Bo, jak należy rozumieć, IPN uznaje jedynie dokumenty powstałe do 1990 r. i na ich podstawie ocenia człowieka.

Równolegle od decyzji odwoływali się też Augustyn Sitek i Tadeusz Klimanowski. Niespodziewanie w marcu tego roku w sprawie Skitka zapadł wyrok przywracający prawo do świadczenia w pełnym wymiarze. – – mówi Kęski. Wyrok się uprawomocnił. Na jego bazie adwokat Kęskiego wystosowała pismo procesowe mówiące o tym, że wystąpiła nowa okoliczność, na której podstawie sąd może procedować. Do sprawy przystąpił również RPO. I nagle… został wyznaczony termin rozprawy na 13 listopada. – – ucina. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj