Dziennik Gazeta Prawana logo

Agencja towarzyska "Śląsk"

5 listopada 2007, 23:23
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wrze na Śląsku. Felietonista katowickiej "Gazety Wyborczej" nazwał Zespół Pieśni i Tańca "Śląsk" agencją towarzyską, a jego artystki - paniami do towarzystwa dla polityków. Kobiety chcą w sądzie bronić swego dobrego imienia - pisze DZIENNIK.

Felieton Michała Smolorza ukazał się w lokalnym dodatku "Gazety Wyborczej" w Katowicach. Konkluzja płynąca z tekstu jest następująca: "Śląsk" to agencja towarzyska dla prominentnych polityków. Tak było za Cyrankiewicza, tak jest i dzisiaj.

W siedzibie zespołu w Koszęcinie to teraz główny temat dyskusji. Wczoraj odbywały się tam uroczystości rozpoczęcia 55. sezonu artystycznego. Zespół od powstania w 1953 r. dał tysiące koncertów oklaskiwanych na całym świecie. Tylko w ubiegłym sezonie aż 160. Na dodatek wczoraj minister kultury Kazimierz Michał Ujazdowski zapowiedział, że ze względu na rangę dołączy zespół do grona narodowych instytucji kulturalnych. Oznacza to, że resort będzie go finansował wspólnie z samorządem województwa śląskiego.

Nic więc dziwnego, że porównanie "Śląska" do agencji towarzyskiej oburzyło wszystkich. Sławomir Danielewski, szef związku zawodowego zespołu zapowiada, że panie dostaną daleko idącą pomoc prawną. Śpiewacy Teresa i Stanisław Kempa, małżeństwo, które zakończyło karierę w "Śląsku" w latach 80., są oburzeni. "To się nadaje do sądu. Nie mogę uwierzyć" - mówi pan Stanisław. "<Śląsk> to ostoja patriotyzmu i religijności. Zawsze będzie depozytariuszem najpiękniejszych tradycji. I żadna gazeta tego wizerunku nie zmieni" - dodaje Adam Pastuch, dyrektor zespołu.

Próbuje jednak bagatelizować całe zajście. Z autorem felietonu utrzymuje prywatne kontakty. Sugeruje, że dziennikarz pisząc tekst, miał w zamiarze pobranie wierszówki na pokrycie kosztów przegranego z Pastuchem - czysto osobistego - zakładu. "I tak naprawdę w kategoriach osobistego porachunku ów felieton rozpatruję" - twierdzi dyrektor.

Smolorz tymczasem nie zamierza przepraszać i gotów jest bronić się w sądzie, podtrzymując swoje tezy. "Prywatny zakład z dyrektorem <Śląska> nie ma z tym tekstem nic wspólnego. Przegrałem, to wiozę dzisiaj dyrektorowi skrzynkę piwa. Ot, i wszystko" - twierdzi.

Zniesławione felietonem kobiety, jeśli pójdą do sądu, mają duże szanse na wygraną. Świadczy o tym przykład Henryka Piecucha. Sześć lat temu Sąd Apelacyjny w Warszawie skazał autora książki "Akcje specjalne" na pół roku więzienia w zawieszeniu za zniesławienie "platerówek". Cztery kobiety skierowały do sądu prywatny akt oskarżenia za to, że Piecuch napisał, powołując się na anonimową rozmówczynię z tej formacji, że Samodzielny Batalion Kobiecy im. Emilii Plater stworzono w 1943 roku - mówiąc oględnie - dla uciechy przełożonych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj