Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie ma kary za zabicie Polaka paralizatorem

17 listopada 2007, 20:17
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Żadnej kary nie ponieśli kanadyjscy policjanci, którzy zabili Polaka paralizatorem. Tylko przeniesiono ich z lotniska. Nie mogą tego zrozumieć Kanadyjczycy. Podczas pogrzebu Roberta Dziekańskiego, w wielu miastach czuwano ze świecami.

"Ci policjanci już nie służą na lotnisku w Vancouver" - oświadczył szef kanadyjskiej policji federalnej William Elliott. To pierwsza wypowiedź komisarza Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej od momentu śmierci polskiego imigranta. Elliot wyjaśnił, że nie mógł milczeć i czekać na wyniki śledztwa, gdy pokazano film z brutalną interwencją kanadyjskich policjantów. Wywołał on ogromne oburzenie w Kanadzie.

Nagranie pokazuje jak funkcjonariusze strzelają dwukrotnie z paralizatorów do bezbronnego mężczyzny, a potem przygniatają go do podłogi. 40-letni Robert Dziekański wkrótce po tym zmarł.

"Policja nie jest w stanie skutecznie wykonywać swoich obowiązków bez społecznego poparcia. Rosnące niezadowolenie społeczne szkodzi zaufaniu publicznemu do policji" - napisał William Elliott w oświadczeniu. Przypomniał też, że obecnie toczą się cztery niezależne dochodzenia, które mają wyjaśnić jak doszło do tej tragedii.

Zabity paralizatorem na lotnisku w Vancouver Robert Dziekoński został pochowany w mieście Kamloops. W trakcie uroczystości przyjaciele rodziny czytali fragmenty listów Roberta do matki. Przed domem pogrzebowym wiele osób czuwało ze świecami. Podobne ceremonie zorganizowano także w innych miastach Kanady - w Vancouver, Victorii i Toronto.

Ciało Roberta zostało skremowane. Część prochów tragicznie zmarłego polskiego imigranta zostanie przewieziona do Polski - do rodzinnych Pieszyc. Druga urna pozostanie w Kanadzie.

W Kamloops, leżącym 3 godziny drogi od Vancouver, mieszka od kilku lat Zofia Cisowski, matka Roberta. Po sprowadzeniu go do Kanady miała razem z synem otworzyć firmę sprzątającą. Śmierć Roberta na lotnisku w Vancouver pokrzyżowała te plany, a będąca w szoku Zofia Cisowski jest teraz pod opieką psychiatry.

40-letni Robert Dziekański przyleciał do Kanady, do swojej matki 14 października. Po raz pierwszy w życiu leciał samolotem, nie mówił po angielsku. Według świadków, po wyjściu z samolotu dziwnie się zachowywał - nie reagował na polecenia oficera imigracyjnego, zrzucił ze stołu komputer, porozrzucał bagaże. "Przez dziesięć godzin czekał w hali odbioru bagażu, nie umiejąc z niej wyjść i nie wiedząc, co ma robić. Nikt z obecnych na miejscu pracowników lotniska nie zainteresował się wyraźnie zdezorientowanym pasażerem" - powiedział Walter Kosteckyj, wynajęty przez matkę adwokat.

Świadkowie mówią, że nie stanowił jednak dla nikogo zagrożenia. Wezwana na miejsce policja użyła wobec niego paralizatora elektrycznego. Chwilę później mężczyzna zmarł. Policja tłumaczyła się, że Polak był agresywny, ale film nagrany przez jednego ze świadków pokazuje coś zupełnie innego. Na widok policji Robert podnosił ręce do góry i nie zamierzał nikogo atakować.

Po tej tragicznej śmierci w Kanadzie rozgorzała dyskusja na temat brutalności tamtejszej policji. Sprawa trafi do sądu, a kanadyjski rząd ogłosił już, że chce ograniczyć prawo policji do używania elektrycznych paralizatorów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj