Śniegu zimą nie było, a wiosna jest i pozostanie na razie sucha. Zgodnie z prognozą sezonową IMGW padać ma dopiero w maju, zdecydowanie za późno dla rolników. Według ekspertów susza spowoduje pożary w lasach i drożyznę w sklepach. Ceny mogą też podbić przymrozki, które przyszły po ciepłych dniach w lutym i marcu, kiedy ruszyła wegetacja roślin, wykiełkowały nasiona, a drzewka owocowe puściły pąki. – mówi Grzegorz Walijewski, rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
– mówi Grzegorz Walijewski. Jak tłumaczy, tak złej sytuacji hydrologicznej, jak na początku roku, nie było nigdy wcześniej. Pod koniec stycznia odnotowano rekordowo niski poziom wód powierzchniowych, bo aż 60 stacji wodowskazowych (12 proc. wszystkich) rejestrowało tzw. przepływ niżówkowy, wskazujący na suszę hydrologiczną. Po deszczowym lutym sytuacja nieco się poprawiła i dziś stacji wskazujących na suszę jest 20, podczas gdy w tym samym czasie zeszłego, także bardzo suchego, roku było ich siedem.
– mówi prof. Zbigniew Karaczun ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, ekspert Koalicji Klimatycznej. Jak podkreśla, jeśli przez najbliższe dwa, dwa i pół tygodnia nie byłoby deszczu, to musimy się przygotować na to, że będzie dramat, bo gleba jest całkowicie nieprzygotowana na zasiewy. – prognozuje specjalista. Musimy być też przygotowani na pożary w lasach. Już dzisiaj według Instytutu Badawczego Leśnictwa zagrożenie pożarowe występuje na całym obszarze kraju.
Prace mające przeciwdziałać skutkom suszy opóźnią się z powodu koronawirusa. Zaczeka m.in. budowa systemów, które umożliwiają zatrzymywanie wody, gdy jest sucho, i jej odprowadzanie, gdy jest jej nadmiar. – Specjaliści przygotowują plany retencji korytowej. Teraz jest to oczywiście utrudnione. Niemożliwe jest organizowanie spotkań terenowych – przyznaje rzecznik Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Sergiusz Kieruzel. Trwają wyceny inwestycji m.in. w województwach: łódzkim, zachodniopomorskim i kujawsko-pomorskim. Część inicjatyw została jednak zablokowana. – – dodaje.
Na razie susza rolnicza na mapie to kilka czerwonych kropek: w dorzeczach górnej i dolnej Wisły, ale sytuacja szybko może się zmienić, gdy będzie cieplej. Największym wyzwaniem jest zatrzymanie wody tam, gdzie ona opada – z deszczem lub śniegiem. Problem w tym, że w tym roku nie ma czego zatrzymywać – mówi prof. Zbigniew Karaczun. Nawet jeśli deszcz w końcu spadnie, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że falą wezbraniową odpłynie szybko do Bałtyku, bo nadal nie jesteśmy przygotowani na jej zatrzymanie. – – mówi.
W miastach woda nie popłynie tam, gdzie sieć wodociągowa zostanie przeciążona, bo zaczniemy masowo nawadniać wysuszone trawniki. Problem z dostępem do wody mogą mieć gospodarze czerpiący ją z indywidualnych studni i te miejscowości, których wodociągi czerpią wodę z płytkich zasobów. Państwowa Służba Hydrologiczna oznaczyła jako zagrożony pas ciągnący się przez Wielkopolskę, województwo kujawsko-pomorskie i Pomorze, a także wschodnią część Lubelszczyzny, wschodnią część województwa opolskiego, niewielki obszar Dolnego Śląska oraz Warmii i Mazur i Podlasia. – – mówi prof. Zbigniew Karaczun. – przypomina.