Zagłuszarka działała w budynku 7 dni - podczas protestu pielęgniarek, które w czerwcu 2007 r. okupowały kancelarię premiera. Funkcjonariusze BOR-u twierdzą, że dopiero po jej wywiezieniu z budynku podpisano dokumenty formalne związane z jej działaniem - mówi Radiu ZET proszący o zachowanie anonimowości informator. Jeśli tak było, to doszło do złamania prawa.

Reklama

Minister Sprawieliwości Zbigniew Ćwiąkalski pytany o to, czy dokumentacja został uzupełniona już po fakcie odpowiada, że było to przedmiotem dyskuji, ale zbierane są informacje i nie może nic na ten temat powiedzieć.

Wicepremier i szef MSWiA Grzegorz Schetyna zwrócił się do prokuratury z wnioskiem o podjęcie postępowania sprawdzającego w tej sprawie.

Szef BOR-u Marian Janicki twierdzi, że polecenie zainstalowania zagłuszarki przyszło ustnie z MSWIA. Czy stworzono jednak dokumentację post faktum - na to pytanie rzecznik BOR-u, Dariusz Aleksandrowicz nie potrafił dziś odpowiedzieć.

"Sądzę, że rząd na siłę szuka tematów zastępczych (...) ja bym chciał, żebyśmy porozmawiali o jakichś realnych problemach jakie są w naszym kraju i które trzeba rozwiązać" - powiedział w niedzielę w programie "Siódmy dzień tygodnia" w Radiu ZET szef klubu PiS Przemysław Gosiewski.

"Prokuratura prowadzi postępowania, odrobinę cierpliwości" - odpowiadał szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Zapewnił, że "ten rząd, ta koalicja zajmuje się również ważnymi sprawami społecznymi", natomiast sprawa zagłuszania pielęgniarek wymaga wyjaśnień. "To są praktyki rodem z poprzedniego systemu" - podkreślił szef klubu Platformy.

.