Dziennik Gazeta Prawana logo

Wyrzucili z pracy synową Gierka

28 kwietnia 2008, 12:45
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Za pieniądze szpitala nocowała w luksusowych hotelach i latała biznes klasą, ustawiała przetargi i zgarnęła do kieszeni okrągły milion złotych - takie zarzuty byłej synowej Edwarda Gierka, profesor Ariadnie Gierek-Łapińskiej, stawia NIK. Rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego uznała, że lekarka nie powinna kierować Szpitalem Klinicznym nr 5 i odwołała ją ze stanowiska.

Dzisiejsza dymisja to efekt marcowych obrad uczelnianego Senatu. Uznał on, że synowa Edwarda Gierka nie powinna być dłużej szefową szpitala. Lekarka będzie jednak dalej uczyć, bo nie można jej odwołać z funkcji wykładowcy. Kto będzie jej następcą? Na razie nie wiadomo.

W zeszłym roku profesor Gierek dwa razy zatrzymano pijaną w pracy. Po alkoholu pokazywała jednemu z dziennikarzy... majtki, które trzymała w torebce.

Śląski samorząd lekarski na początku lutego zawiesił ją w wykonywaniu zawodu lekarza. Do tego Najwyższa Izba Kontroli opisała korupcję w szpitalu. Sprawą zajmuje się policja i prokuratura.

NIK zarzuca okulistce - byłej synowej Edwarda Gierka - że sypiała w Hiltonie w apartamentach po 12 tysięcy złotych i na koszt szpitala latała klasą biznes za 8,5 tysiąca. Według kontrolerów, miała też ustawiać przetargi i wziąć milion złotych za zlecone szpitalowi badania.

Milion w kieszeni pani profesor pojawił się - według NIK - gdy podpisała dwie umowy na badania kliniczne leków. Jedną jako szpital, drugą - jako badacz. Różnica w wynagrodzeniach była ogromna. Np. za przeprowadzenie dwóch badań szpital zyskał 62 tysiące złotych, a naukowcy ponad 2 miliony.

Inspektorzy twierdzą, że milion wzięła sobie profesor Gierek, a resztę podzieliła między swoich ludzi.

Inspektorzy NIK - którzy przebadali finanse szpitala - nie mogli uwierzyć własnym oczom. Okazało się, że w placówce kupowano niepotrzebne lekarstwa i drogi sprzęt. Drogie wyposażenie stało bezużyteczne. Na przykład - Jak twierdzi NIK - w grudniu 2005 roku za 35 tysięcy złotych kupiono dwie sondy. Jedna nigdy nie była wykorzystana, druga sporadycznie.

W listopadzie tego samego roku szpital kupił za 690 tysięcy złotych dwa specjalistyczne mikroskopy i stoły operacyjne. Ale pacjenci tego nie odczuli. Sprzęt nigdy nie był używany.

Po co te zakupy? Zdaniem kontrolerów, dyrektorka szpitala pomagała w ten sposób zaprzyjaźnionym firmom, biorąc od nich sprzęt lub leki, których wcale nie potrzebowała.

Profesor Gierek wszystkiemu zaprzecza i przekonuje, że jest niewinna. Jednak władze uczelni nie chcą już widzieć jej na dyrektorskim stołku.

"Podczas dzisiejszego posiedzenia Senat, po zapoznaniu się z wynikami kontroli NIK w szpitalu, negatywnie zaopiniował dalsze pełnienie funkcji dyrektora przez panią profesor" - powiedziała PAP rzeczniczka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, Izabela Koźmińska-Życzkowska.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj