p
Niall Ferguson*
Czy Amerykę zagarną jej wierzyciele?
Przyszli historycy będą patrzeć na obecną dekadę jako punkt zwrotny porównywalny do lat 70. Nie, nie chodzi mi o ubiegłe stulecie i takie podobieństwa jak nielubiany prezydent Ameryki, zawrotne ceny ropy naftowej, słaby dolar i niepopularna wojna w dalekim kraju. Mówię o latach 70. XIX wieku.
Podobieństwa naszych czasów i okresu sprzed 130 lat nie od razu rzucają się w oczy. W tej odległej dekadzie wysoko stały akcje brytyjskich konserwatystów, po finansowym krachu z 1873 roku i przeznaczeniu amerykańskich prerii pod uprawę roli spadała wartość ziemi w Zjednoczonym Królestwie, waluty były stabilne, ponieważ kolejne kraje w ślad za Brytyjczykami wprowadzały parytet złota, zaś Amerykanie najważniejsze wojny toczyli u siebie w kraju - z Siuksami i innymi plemionami indiańskimi.
Dokładniejsza analiza pokaże jednak, że obecne zmiany w globalnym układzie sił bardzo przypominają to, co działo się we wspomnianym dziesięcioleciu. Przerośnięte imperium (osmańskie) zmagało się z wewnętrznym długiem, sprzedając źródła dochodów budżetowych zagranicznym inwestorom. Dzisiaj z podobnymi procesami mamy być może do czynienia w wypadku Stanów Zjednoczonych. Po wojnie krymskiej sułtan Konstantynopola i jego egipski wasal kedyw zaczęli gwałtownie zwiększać deficyt finansów publicznych i zadłużenie zagraniczne. W latach 1855 - 1875 osmański dług wzrósł aż 28 razy. Na jego spłatę wraz z odsetkami szło 15 procent dochodów w 1860 roku i 50 procent w 1875 roku. Podobnie było w Egipcie: w okresie 1862 - 1876 całkowite zadłużenie państwa wzrosło z 3,3 miliona do 76 milionów funtów egipskich. W 1876 roku jego obsługa pochłaniała ponad połowę wydatków budżetowych.
Pożyczki zaciągano na cele wojskowe i gospodarcze: na utrzymanie pozycji tureckiej armii podczas wojny krymskiej i po niej, jak również na sfinansowanie budowy kolei i kanałów, w tym Kanału Sueskiego otwartego w 1869 roku. Niebezpiecznie wysoki odsetek pozyskiwanych środków przeznaczano jednak na wydatki o charakterze prestiżowym symbolizowane przez wystawny pałac Dolmabahce sułtana Abdula Medżida i spektakularną premierę "Aidy" w operze kairskiej w 1871 roku. Po kryzysie finansowym, który dwa lata później zatrząsł europejskimi i amerykańskimi giełdami, krach był tylko kwestią czasu. W 1875 roku rząd osmański ogłosił niewypłacalność.
Kryzys miał dwa konkretne i istotne skutki finansowe: kedyw sprzedał udziały w Kanale Sueskim (za cztery miliony funtów, które pożyczyli brytyjskiemu premierowi Disraelemu Rothschildowie) i zastawił niektóre osmańskie aktywa w zamian za obsługę długu. Powołano do tego celu specjalną instytucję międzynarodową, w której reprezentowani byli europejscy wierzyciele. Ważne jest to, że kryzys finansowy wymusił sprzedaż bliskowschodnich źródeł dochodów budżetowych Europejczykom.
Rzecz jasna porównywalny kryzys zadłużenia, z którym borykają się obecnie Stany Zjednoczone, przybrał nieco inną formę. Na kredyt żyje nie tylko amerykańskie państwo, ale również gospodarstwa domowe, a bankructwo ogłasza nie sektor publiczny, lecz stosunkowo niewielka grupa konsumentów, którzy przeliczyli się ze swoimi możliwościami finansowymi, kiedy brali pożyczkę na zakup domu. Powiązane ze skomplikowanymi instrumentami pochodnymi te złe kredyty zamieniły się w gigantyczne straty największych banków amerykańskich.
Na razie wielkie banki odpisały do rezerw 50 miliardów dolarów, ale to z pewnością nie koniec. Strach przed kolejnymi złymi wiadomościami wywołał kłopoty z płynnością, co odbiło się na wartości znacznie szerszej gamy instrumentów finansowych i firm. Szacuje się, że całkowite straty sektora finansowego mogą wynieść 700 miliardów dolarów, z czego ponad 200 miliardów przypadnie na amerykańskie banki komercyjne.
Podobnie jak w trzeciej od końca dekadzie XIX wieku kryzys zadłużenia skutkuje sprzedażą aktywów zagranicznym wierzycielom. Tym razem jednak kupują oni udziały nie w kanałach, lecz w bankach. A wektor zmiany układu sił przebiega w odwrotnym kierunku: nie ze wschodu na zachód, lecz z zachodu na wschód.
Bliskowschodnie i wschodnioazjatyckie fundusze inwestycyjne od września nabyły akcje czterech dużych banków amerykańskich: Bear Stearns, Citigroup, Morgan Stanley i Merrill Lynch. W tym roku z pewnością dojdzie do kolejnych tego typu transakcji. Większość komentatorów ucieszyła się z tej "globalnej operacji ratunkowej" - lepiej sprowadzić zagraniczny kapitał niż zredukować akcję kredytową. Należy jednak pamiętać, że te "zastrzyki kapitałowe" oznaczają przejęcie dochodów budżetowych pochodzących z amerykańskiego sektora finansowego przez zagraniczne rządy. A dzieje się to w okresie, gdy kraje wschodnie w bezprecedensowym tempie doganiają zachodnie pod względem poziomu zamożności.
Innymi słowy, podobnie jak w latach 70. XIX wieku zmienia się finansowy układ sił. Wtedy stare imperia orientalne (nie tylko osmańskie, ale również perskie i chińskie) utraciły przodującą pozycję na rzecz zachodniej Europy. Dzisiaj tę pozycję tracą Stany Zjednoczone - i wszystkie zachodnie centra finansowe - na rzecz bliskowschodnich i wschodnioazjatyckich autokracji.
W czasach Disraelego kryzys zadłużenia miał konsekwencje nie tylko finansowe, ale również polityczne, zapoczątkowując zasadnicze osłabienie roli zadłużonego imperium. Spadkowi dochodów towarzyszyła częściowa utrata suwerenności. Grupa międzynarodowych ekspertów przejęła kontrolę nad finansami Egiptu, potem zainstalowano "międzynarodowy" rząd, a w 1882 roku doszło do brytyjskiej interwencji wojskowej, w wyniku której kraj nad Nilem stał się w gruncie rzeczy kolonią. W samej Turcji abdykował sułtan i również nastąpiła obca interwencja wojskowa, w tym przypadku rosyjska, zadając śmiertelny cios bałkańskim interesom Osmanów. Na kongresie berlińskim (1878) Turcja utraciła kontrolę nad większością Bułgarii i zmuszona była zaakceptować austriacką okupację Bośni-Hercegowiny, a Czarnogóra, Rumunia i Serbia uzyskały niepodległość.
Jeszcze nie wiemy, czy za dzisiejszymi przetasowaniami finansowymi pójdą porównywalne zmiany geopolityczne na korzyść orientalnych imperiów eksportowych i energetycznych. Na razie ograniczmy się do stwierdzenia, że nasza historyczna analogia źle wróży quasi-imperialnej sieci amerykańskich baz i sojuszy na Bliskim Wschodzie i w Azji. Wierzyciele zadłużonych imperiów prędzej czy później przestają się zadowalać przejmowaniem aktywów dłużnika.
© Niall Ferguson, 2007
przeł. Tomasz Bieroń
p
*Niall Ferguson, ur. 1964, jeden z najwybitniejszych historyków średniego pokolenia. Wykłada historię polityczną i gospodarczą w Oksfordzie i Harvardzie. Jest autorem cenionych i popularnych prac historycznych, m. in.: "Colossus: The Rise and Fall of the American Empire" (2004), w której lansował tezę, że USA są współczesną wersją dawnych światowych imperiów. Ostatnio wydał "The War of the World" (2007), własną historię XX wieku. Zajmuje się także publicystyką polityczną - regularnie publikuje komentarze m.in. w dzienniku "The Sunday Telegraph". W "Europie" nr 219 z 14 czerwca br. opublikowaliśmy jego tekst ""Rewolucja realisty".