Zbigniew Ziobro musi przeprosić doktora G. w mediach za naruszenie jego dóbr osobistych - zdecydował sąd. Na własny koszt ma opublikować przeprosiny po głównych wydaniach "Faktów" TVN, "Wiadomości" TVP oraz "Wydarzeń" Polsatu. Jeśli poseł nie otrzyma rabatów, może to go kosztować nawet ponad sto tysięcy złotych.

Reklama

Musi też zapłacić siedem tysięcy złotych zadośćuczynienia, a więc dziesięć razy mniej niż domagał się doktor G.

Sam kardiochirurg do sądu nie przyszedł - stawił się tam jego pełnomocnik. Pojawił się za to Zbigniew Ziobro i to w towarzystwie dwóch mecenasów, z kilkoma opasłymi tomami dokumentacji.

Ziobro dostarczył sądowi nowe wnioski dowodowe i 10 minut później sąd przerwał rozprawę. Dał w ten sposób pełnomocnikowi doktora G. trzy i pół godziny na zapoznanie się z dokumentacją, przyniesioną przez byłego ministra sprawiedliwości.

Były minister już przed rozprawą mówił, że nie poczuwa się do winy i nie zamierza przepraszać kardiochirurga. "Moje wypowiedzi wielokrotnie były wyrwane z kontekstu. W treści konferencji prasowej blisko 20-krotnie podkreślam, że mamy do czynienia z zarzutem" - tłumaczył Ziobro w przerwie rozprawy.

"Zarzut jest to stwierdzenie podejrzenia. Jeżeli więc blisko 20-krotnie mówiłem, że czyn pana doktora G. ma charakter zarzutu, to mówiłem o podejrzeniu. Myślę, że to wyjaśnia wszystko" - mówił były minister sprawiedliwości. Ziobro tłumaczył, że podczas konferencji mówił o "pozbawieniu życia", a nie o zabójstwie; zwrócił przy tym uwagę, iż pozbawić życia można także nieumyślnie.

Wszystko przez dziennikarzy?

Zdaniem byłego ministra, nie bez znaczenia była także atmosfera "napięcia i olbrzymiego niepokoju", jaka towarzyszyła zatrzymaniu lekarza i późniejszej konferencji prasowej. Jak stwierdził Ziobro, wywołali ją dziennikarze, wyolbrzymiający posiadane - cząstkowe - informacje.

Zatrzymany na początku ubiegłego roku przez CBA i podejrzany między innymi o zabójstwo i korupcję lekarz - ówczesny ordynator oddziału kardiochirurgii warszawskiego szpitala MSWiA - domagał się od Ziobry przeprosin i 70 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Poczuł się urażony słowami ministra z konferencji prasowej, która odbyła się tuż po jego zatrzymaniu: "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie".

Na początku maja Prokuratura Okręgowa w Warszawie ogłosiła, iż umorzyła wątek zabójstwa i narażenia przez doktora G. na utratę życia innego chorego z powodu "niepopełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu przestępstw".

Mirosław G. nadal jest podejrzany o korupcję (postawiono mu 45 takich zarzutów), mobbing, znęcanie się nad najbliższą osobą oraz usiłowanie zmuszania do poddania się innej czynności seksualnej.