Rzecznik rządu stwierdził, że to była bardzo trudna decyzja.

Reklama

To nasza rada epidemiologiczna przy rządzie wskazała na to, że ryzyko spotkań na cmentarzach jest bardzo wysokie – tłumaczył w Radiu ZET.

Pytany o wprowadzenie całkowitego lockdownu, rzecznik rządu odpowiada, że nie można tego wykluczyć. Zaznaczył jednak, że ma nadzieję, że nie będzie to konieczne, choć wprowadzanie go w innych krajach sprawia, że "pytanie nadal wisi w powietrzu".

Minister podkreślił, że rządzący nie chcieliby wprowadzać takich restrykcji, jakie były wiosną. Dopytywany o to, co musiałoby się wydarzyć, żeby został zarządzony całkowity lockdown, Piotr Müller odpowiada, że „granicą bezpieczeństwa” jest stopień wykorzystania łóżek i respiratorów i podkreśla, że w niektórych województwach sytuacja z respiratorami jest już bardzo trudna.

Uruchamiane są respiratory spoza limitu, który jest oficjalnie wykazywany, respiratory używane przy innych procedurach medycznych, a na bieżąco są uzupełniane z Agencję Rezerw Materiałowych – tłumaczył.

Absolutna granica?

Kiedy limit miejsc na tlenoterapię, pomoc respiratorów, zostanie przekroczona granica, to od razu zapala się alarmowa lampka, która mówi o rozważeniu dalszych ograniczeń, jeśli chodzi o przemieszczanie się – powiedział. Pytany o zakaz przemieszczania się, wychodzenia z domu, minister odpowiada, że niestety w niektórych sytuacjach apele rządzących nie wystarczają.

Wielka Brytania, Portugalia czy Francja pokazują, że takie zasady są wprowadzane. Ale wszystko zależy od sytuacji wolnych łóżek i respiratorów – stwierdził Müller.