Od początku roku liczba zgonów przekroczyła 125 tys. Oznacza to wzrost o 25 proc. względem zeszłego roku. Choć nadal nam daleko do poziomów z drugiej fali, kiedy tygodniowo umierało nawet po ponad 16 tys. osób (obecnie najwyżej 11 tys.), to pochówek zmarłych zaczyna być coraz większym problemem. Zwłaszcza w większych miastach, gdzie zorganizowanie pogrzebu w ciągu trzech dni nie jest już możliwe. Pracownik Zarządu Cmentarzy Komunalnych w Warszawie informuje, że trzeba czekać 1‒1,5 tygodnia. Jeśli rodzina chce skremować zwłoki, to dłużej.
Reklama
Zdaniem przedstawicieli zakładów pogrzebowych to skutek nie tylko większej liczby pogrzebów.
Coraz częściej mamy do czynienia z sytuacją, w której najbliżsi krewni zmarłego są na kwarantannie. Bywa też, że nie mogą przyjechać z zagranicy – wyjaśnia pracownik przedsiębiorstwa Koperski z Warszawy.